- Zwolnienie z ZUS powinno objąć wszystkich przedsiębiorców, bez progu przychodowego, dochodowego i bez względu na wielkość zatrudnienia - mówi w rozmowie z DGP Adam Abramowicz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.
DGP
Z jakimi problemami dotyczącymi rządowych specustaw przedsiębiorcy zgłaszają się do pana najczęściej?
Reklama
Gubią się w gąszczu przepisów dostępnych w ramach tarcz. Jest kilka opcji pomocowych, każda z nich ma jednak odrębne kryteria. I tak np. gdzieś potrzebujemy udokumentować spadek przychodów o 15 proc. (pieniądze z FGŚP), gdzie indziej o 25 proc. (subwencja z Polskiego Funduszu Rozwoju), a jeszcze w innym przypadku 30 proc. (środki z Europejskiego Funduszu Społecznego). Ponadto przepisy wciąż się zmieniają. Choć z reguły są to modyfikacje na korzyść przedsiębiorców, które zwiększają zasięg pomocy, powodują chaos. Do tego ze względu na szybkie tempo procedowania przepisy często są mało precyzyjne i konieczne jest ich poprawianie w kolejnych tarczach. Można oczywiście te problemy wytłumaczyć nadzwyczajnym czasem ich wdrażania, ale nie da się ukryć, że stwarza to problemy dla przedsiębiorców.
Wiele zastrzeżeń dotyczy np. zwolnienia ze składek, które było już kilkukrotnie zmieniane. Czy po wejściu w życie tarczy 3.0 ta regulacja przestanie budzić kontrowersje?

Reklama
Z tarczy na tarczę jest coraz lepiej, ale dalej nie idealnie. Na początku zwolnieni z ZUS byli tylko przedsiębiorcy płacący składki za mniej niż 10 ubezpieczonych oraz samozatrudnieni, którzy nie przekroczyli przychodu 15 681 zł. W kolejnej specustawie rozszerzono to zwolnienie także na firmy zgłaszające do ZUS od 10 do 49 ubezpieczonych, choć tylko do wysokości połowy składki. Uchwalona przez Sejm tarcza 3.0 obejmie już również samozatrudnionych, którzy przekraczają miesięczny przychód (15 681 zł), ale nie osiągają dochodu większego niż 7 tys. zł.
Wnioskowaliśmy na samym początku, aby po prostu dać wszystkim przedsiębiorcom dobrowolność opłacania składek za nich samych na okres trzech miesięcy. System by się sam regulował, bo ktoś, kto by składki nie zapłacił, nie byłby ubezpieczony, nie odkładałyby mu się pieniądze na koncie. Składek nie płaciliby więc tylko ci, którzy naprawdę mają trudną sytuację. Byłby to system prosty, bez wniosków, bez biurokracji, zdecydowanie tańszy, bo budżet nie musiałby dokładać w dłuższej perspektywie. W pierwszej tarczy zrobiono odwrotnie, a potem w kolejnych zaczęto walczyć z problemami, które projektodawcy sami stworzyli.
Sporo problemów sprawia też bezzwrotna pożyczka...
Po zmianach w tarczy 2.0 mikropożyczka stała się dostępna dla wszystkich mikroprzedsiębiorców, i to bez żadnych dodatkowych warunków, takich jak spadek przychodów czy konieczność utrzymania zatrudnienia. Można byłoby wprowadzić zasadę, że dla firm, które zostały zamknięte rozporządzeniem premiera, wysokość pożyczki jest wyższa niż dla tych, które nadal prowadzą działalność. Sytuacja ekonomiczna jednych i drugich jest bowiem odmienna. Mikropożyczka przez swoją powszechność jest przykładem pomocy z minimalną biurokracją. Gdyby takie rozwiązania przyjęto dla całej tarczy, koszty udzielania pomocy byłyby minimalne zarówno po stronie państwa, jak i przedsiębiorców, a pomoc nadchodziłaby szybko. Oczywiście chciałoby się, aby taka pożyczka była większa i dostępna także dla małych i średnich firm, ale można zrozumieć, że mamy określone możliwości budżetowe.
Niektóre powiatowe urzędy pracy wstrzymują przyjmowanie wniosków o pożyczki ze względu na zbyt dużą ich liczbę. Ma pan takie sygnały?
Docierają do nas głosy, że wsparcie dochodzi z opóźnieniem. Chociaż mamy także takie informacje, że mikropożyczka czy postojowe (tu operatorem jest ZUS) trafiły na konto przedsiębiorców po raptem kilku dniach od złożenia wniosku. Wiele zależy od obciążenia danego PUP i ZUS. Urzędy także zmagają się z brakiem pracowników spowodowanym chociażby korzystaniem przez nich z opieki nad dziećmi. W jednym podmiocie odsetek takich pracowników może być większy, w drugim mniejszy – stąd różnice w szybkości procedowania.
Przedsiębiorcy mają problemy z wypełnieniem wniosku o pożyczkę. Nie wiedzą np., czy złożenie wniosku o zwolnienie ze składek traktować jako pomoc publiczną, którą należy wykazać w formularzu do wniosku. Jak to jest?
Zapewne ta informacja o pomocy publicznej jest potrzebna ze względu na unijne zasady udzielania wsparcia dla firm. Ale akurat wniosek o mikropożyczkę do specjalnie skomplikowanych nie należy. Jest do wypełnienia w kilka minut. Trudniejsze są wnioski na dofinansowanie do wynagrodzeń, czy to z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych czy z Europejskiego Funduszu Społecznego − tam trzeba np. przesłać stosowne formularze w Excelu. Pytanie o pomoc publiczną przy mikropożyczce może stanowić drobny kłopot, jeśli składający wniosek wcześniej zgłosił się o zwolnienie składek na ZUS, ale dopóki nie ma informacji o umorzeniu naszych zobowiązań składkowych, dopóty odpowiadamy, że nie korzystaliśmy z pomocy publicznej. Gdyby ktoś jednak wpisał, że z niej korzystał, nie eliminuje go to z wnioskowania o mikropożyczkę.
Jakich regulacji brakuje?
Przede wszystkim zwolnienia z ZUS dla wszystkich przedsiębiorców za nich samych, bez progu przychodowego, dochodowego i bez względu na wielkość zatrudnienia. Podobny postulat został przedstawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę i jeszcze nie doczekał się realizacji. Należałoby także dla poprawy płynności firm uwolnić środki zablokowane na kontach split payment oraz przyspieszyć zwroty VAT.