Rewolucyjnych zmian nie będzie, ale drobne korekty – jeszcze bardziej ułatwiające przejęcie biznesu – się pojawią. To efekt zakończonych konsultacji publicznych do projektu ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej.

=

Przypomnijmy: ustawa ułatwiająca sukcesję została zapowiedziana już niemal rok temu przez ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego. W połowie lipca 2017 r. opublikowano jej projekt. Kluczowe rozwiązanie to stworzenie nowej instytucji – zarządcy sukcesyjnego. Będzie to osoba wybierana bądź przez przedsiębiorcę spadkodawcę, bądź już po śmierci prowadzącego biznes przez jego rodzinę. Będzie zarządzała firmą aż do załatwienia wszelkich formalności spadkowych. Zakres uprawnień zarządcy będzie przypominał te, którymi dysponuje syndyk. Z tą różnicą, że ten pierwszy będzie działał na rzecz nowych właścicieli biznesu, podczas gdy ten drugi troszczy się przede wszystkim o wierzycieli.
Reklama
Pierwotnie projektodawca planował, że przy powoływaniu zarządcy po śmierci prowadzącego działalność będzie wymagana jednomyślność osób uprawnionych, a każdy z następców prawnych lub małżonków będzie mógł samodzielnie odwołać zarządcę. Z tego pomysłu jednak resort rozwoju się wycofa. W toku konsultacji zwracano uwagę, że takie rozwiązanie mogłoby doprowadzić do tego, że na pozór korzystna ustawa w sytuacjach sporów rodzinnych stanie się bezużyteczna.

Reklama
Urzędnicy stwierdzili także, że należy zrezygnować z konieczności uzyskiwania zezwolenia sądu opiekuńczego na powołanie zarządcy sukcesyjnego. Rodzina po śmierci przedsiębiorcy powinna mieć do załatwienia możliwie jak najmniej formalności. Z tego też względu – ale również z uwagi na pewność obrotu gospodarczego – zrezygnowano z rozwiązania, zgodnie z którym jeśli zarząd sukcesyjny został ustanowiony po śmierci przedsiębiorcy, obowiązywanie umowy zawartej przez zmarłego w zakresie funkcjonowania biznesu zależy od jej potwierdzenia.
Zmiany obejmą też sytuację powoływania zarządcy jeszcze za życia prowadzącego działalność. Pierwotnie Ministerstwo Rozwoju przewidywało możliwość wyboru jednej osoby.
„Można sobie wyobrazić, że dwie osoby z rodziny giną we wspólnym wypadku” – wskazała jednak Inicjatywa Firm Rodzinnych. W tym np. przedsiębiorca i jego żona wyznaczona jako zarządca sukcesyjny. Organizacja nie widziała przeszkód, aby na wypadek takich sytuacji istniała możliwość podstawienia zarządcy, czyli ustanowienia osoby będącej w rezerwie w razie niemożności pełnienia funkcji przez osobę wybraną w pierwszej kolejności. Ministerstwo tę ocenę podziela.
Nadal nierozstrzygnięte są jednak kwestie najważniejsze: kto będzie mógł zostać zarządcą? Wizja resortu rozwoju przewiduje, że będą to osoby fizyczne, najczęściej spokrewnione ze zmarłym. Prawnicy zwracają jednak uwagę, że warto byłoby instytucję zarządcy upodobnić do doradcy restrukturyzacyjnego. I prowadzenie biznesu, przynajmniej przejściowo, powierzać fachowcom, którzy przygotują firmę do przejęcia przez rodzinę.
Część organizacji biznesowych w konsultacjach sugerowała, by zarząd mogły sprawować również spółki prawa handlowego, przede wszystkim kapitałowe. Problem ewentualnej ograniczonej odpowiedzialności za wyrządzone szkody można by rozwiązać poprzez ustanowienie dla tych podmiotów wymogu posiadania ubezpieczenia OC. Wówczas – jak sugerowali choćby eksperci BCC – rodzina zmarłego mogłaby zdecydować: czy chce powierzyć prowadzenie działalności komuś z własnego grona, czy obcej osobie fizycznej, czy też wyspecjalizowanej w sprawowaniu zarządu sukcesyjnego spółce.
Urzędnicy Ministerstwa Rozwoju jednak chcą, aby zarząd sukcesyjny był instytucją bardziej dla rodzin niż dla chcących na nim zarobić prawników. Co więcej, w przypadku prowadzenia spraw przez spółki kapitałowe, część decyzji zapewne musiałyby one podejmować w formie uchwał. Te zaś – zgodnie z kodeksem spółek handlowych – można zaskarżyć. Mogłoby się więc okazać, że obecne kłopoty przy przejęciu firmy po śmierci jej właściciela są mniej czasochłonne niż walka w sądzie dotycząca formy sprawowania zarządu nad przedsiębiorstwem.
Z sądami związana jest także wątpliwość Ministerstwa Sprawiedliwości. Wskazało ono, że nie da się w tym przypadku poprawić sytuacji setek tysięcy obywateli poprzez samą zmianę przepisów. Konieczne jest także wzmocnienie kadrowe wymiaru sprawiedliwości.
„Projektowane przepisy będą generować szereg dodatkowych spraw dla sądów, to jest w przedmiocie zezwolenia na dokonanie przez zarządcę sukcesyjnego czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu, o odwołanie zarządcy sukcesyjnego wraz z powołaniem kolejnego zarządcy oraz o przedłużenie zarządu sukcesyjnego, jak również obowiązków o charakterze informacyjnym, które mają być podejmowane z urzędu, co spowoduje odczuwalny wzrost obciążenia sądów powszechnych” – wskazał w opinii do projektu wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak.
Minister rozwoju – a przy tym finansów – Mateusz Morawiecki uważa jednak, że wcale spraw do sądów więcej nie trafi. Nie ma więc powodu, aby dokładać im pieniędzy.
Nowe przepisy mają wejść w życie na początku 2018 r.
Etap legislacyjny
Po konsultacjach