Mała ustawa medialna trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. PiS bagatelizuje sprawę, twierdzi, że wyrok zapadnie, gdy nowela przestanie obowiązywać. Jej miejsce zajmie ustawa o mediach narodowych. Do Sejmu trafi w kwietniu.
Reklama
Rzecznik praw obywatelskich zaskarżył małą, nazwaną też kadrową, ustawę medialną do TK. Uchwalona błyskawicznie pod koniec ubiegłego roku nowela doprowadziła do wymiany władz w TVP i w Polskim Radiu. Zdaniem Adama Bodnara ustawa naruszyła konstytucyjne gwarancje wolności słowa i wolności mediów, bo podporządkowała spółki bezpośrednio rządowi, ignorując konstytucyjną rolę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Rząd zyskał decydujący i bezpośredni wpływ na organizację mediów publicznych i skład ich organów. To powoduje – zdaniem rzecznika – że władze spółek medialnych „działają w warunkach presji, aby tak kształtować treści redakcyjne, by usatysfakcjonować rządzących i unikać ich niezadowolenia”.
Niekonstytucyjne mają być przepisy zgodnie z którymi członków zarządów jak i rad nadzorczych powołuje minister skarbu państwa, a nie jak wcześniej KRRiT. A to właśnie KRRiT zgodnie z art. 213 ust. 1 ustawy zasadniczej stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Odebranie organowi konstytucyjnemu, jakim jest KRRiT, możliwości powoływania i odwoływania członków zarządów i rad nadzorczych uniemożliwia sprawowanie zadań wynikających wprost z konstytucji.
Niekonstytucyjne mają być też przepisy, zgodnie z którymi skróceniu uległy kadencje oraz wygasły mandaty dotychczasowych członków zarządów i rad nadzorczych medialnych spółek. Kilka dni po podpisaniu ustawy przez prezydenta miejsce Janusza Daszczyńskiego, który został szefem TVP niespełna pół roku wcześniej, zajął Jacek Kurski, a prezesem Polskiego Radia została Barbara Stanisławczyk. Zmniejszono i wymieniono też rady nadzorcze obu spółek.
Zdaniem RPO było to sprzeczne z zasadą ochrony interesów w toku. Zaskarżone przepisy naruszały zarówno trwające interesy spółek, jak i poszczególnych osób zasiadających we władzach medialnych. Co prawda ustawodawca może wprowadzić przepisy skracające kadencję, ale mogą one zacząć obowiązywać dopiero po zakończeniu rozpoczętej już kadencji.
– Uznanie tych przepisów za niekonstytucyjne wymuszałoby stworzenie nowych, dostosowanych do standardów konstytucyjnych, zasad powoływania tych władz i przeprowadzenie ponownego ich wyboru w oparciu o te zasady. Dawałoby także być może podstawę do roszczeń odszkodowawczych osobom, które utraciły stanowiska wraz z wejściem w życie małej nowelizacji – wyjaśnia Dorota Głowacka, koordynatorka Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Autorzy projektu bagatelizują jednak sprawę. – Nie dziwi mnie zupełnie, że Adam Bodnar, jeden z akolitów PO, zaskarżył nowelizację. Obecny RPO pełni tę samą funkcję co Andrzej Rzepliński (prezes TK – red.), czyli próbuje zatrzymać zmiany rządu PiS – komentuje Joanna Lichocka z PiS, która jest w grupie posłów pracujących nad reformą mediów publicznych. Zwraca jednak uwagę, że mała nowela była tymczasowa i już 30 czerwca przestanie obowiązywać, a jej miejsce zajmie wkrótce docelowa ustawa o mediach narodowych, która już jest gotowa i najpewniej w kwietniu trafi pod obrady.
Dorota Głowacka tłumaczy jednak, że nawet jeśli TK zająłby się małą nowelizacją po 30 czerwca, to będzie mógł wydać orzeczenie, ponieważ kwestionowane regulacje dotyczą sfery praw i wolności obywatelskich, a skutki nowelizacji będą trwały, nawet kiedy już nie będzie obowiązywać.

HFPC od samego początku krytykowała małą nowelizację ustawy medialnej, która zdaniem fundacji prowadzi do głębokiego upolitycznienia mediów publicznych. – Jednak całkowite odwrócenie zmian w mediach publicznych będzie w praktyce trudne, nawet w przypadku, gdyby TK stwierdził niezgodność małej nowelizacji z konstytucją, w całości uwzględniając wniosek rzecznika. Negatywne skutki, które przyniosła ta nowelizacja, także pośrednie, takie jak np. niespotykana fala zwolnień dziennikarzy z mediów publicznych, niełatwo będzie naprawić w przyszłości – przyznaje Dorota Głowacka. Na liście Towarzystwa Dziennikarskiego, które monitoruje ruchy kadrowe w mediach publicznych, widnieje dziś ponad setka nazwisk osób, które zostały zwolnione albo rozstały się z publicznymi nadawcami od początku roku, kiedy doszło do zmiany władzy.