Netflix-rewolucja? Tylko dla zagorzałych fanów

autor: Sylwia Czubkowska17.03.2016, 07:53; Aktualizacja: 17.03.2016, 08:42
Netflix

Z tłumaczeniem jest dostępna tylko 1/10 materiałów Netflixaźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Victor J. Blue

Obiecywano konkrety. I to konkrety dotyczące obecnej sytuacji na naszym rynku, jak i planów na przyszłość. Wizyta przedstawicieli Netflixa, który na początku stycznia ogłosił, że wchodzi na 130 rynków, w tym także do Polski, nie zaowocowała jednak ujawnieniem najważniejszej dla rynku informacji o ilości polskich płatnych subskrypcji.

Trudno się dziwić: jak przyznaje DGP Joris Evers, wiceszef działu komunikacji na obszar EMEA w Netflixie, po prostu nie jest to spektakularna liczba. – Ale też takie tendencje są na całym świecie. Na wersję płatną decyduje się wąska grupa „rozrywkowych geeków”, czyli ludzi skłonnych płacić za dostęp do rozrywki. A w Polsce jest to dodatkowo węższa grupa, bo wymagamy opłat kartami kredytowymi, co dla wielu użytkowników też jest utrudnieniem – mówi Evers.

Jedyny konkret, jakim operuje, to przyznanie, że start z 6 stycznia nie był jeszcze „pełnoprawnym” wejściem na polski rynek. – Musieliśmy zdecydować, czy wchodzimy powoli, ale z pełną ofertą na pojedyncze rynki, czy jednak globalnie, ale bez głębszego dostosowania się do lokalnych potrzeb. Uznaliśmy, że ze względu na rozwój sieci internetowej i coraz większe zainteresowanie widzów alternatywnym dostępem do nowego typu telewizji ruszymy od razu na 130 rynkach, a potem sukcesywnie będziemy dostosowywać do nich ofertę – dodaje Evers.

Efektem takiej decyzji jest to, że ledwie jedna dziesiąta materiałów Netflixa jest u nas dostępna z tłumaczeniem, a cena abonamentu jest taka sama w całej Europie i zaczyna się od 7,99 euro. Czyli sumy jak na nasz rynek dosyć wysokiej. – I tu jest największe ograniczenie dla popularyzacji Netflixa. Za mało i za drogie jak na nasz rynek treści – ocenia prezes domu mediowego OMD Jakub Bierzyński. – Nie ma co się oszukiwać, polski internauta jest przyzwyczajony do tego, że ma wszystko i tanio, albo wręcz bezpłatnie. A przyzwyczaiły go do tego naprawdę silne u nas serwisy streamingowe z pirackimi treściami – dodaje Bierzyński.

I rzeczywiście, jak wynika z rankingu przygotowanego dla DGP przez Gemius w oparciu o najnowsze dane z NetTrack Milward Brown z lutego 2016 r., wśród 10 największych serwisów VoD (Video on Demand) aż pięć jest pirackich lub jak dzierżące palmę pierwszeństwa CDA.pl (ma aż 24-proc. udział w rynku internetowym), korzystające z treści pirackich. – Miliony internautów wiedzą, że tam mogą obejrzeć to samo co w Netflixie, równie szybko, zazwyczaj z napisami, a do tego o wiele taniej. I to piractwo jest nie tylko dla tego amerykańskiego serwisu, ale ogólnie dla legalnego VoD największą konkurencją – ocenia Bierzyński.


Pozostało 56% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Adam(2016-04-02 22:23) Zgłoś naruszenie 00

    To ja dorzucam "filmix.net" . Też większość filmów (nowości i cudne starocie, jak choćby "Shy people"). Ale uwaga: znajomość rosyjskiego obowiązkowa!

    Odpowiedz
  • leje na netflix(2016-03-17 09:05) Zgłoś naruszenie 42

    Polecam "putlocker.is" - islandzki serwis z filmami i serialami, z tym, że nie ma nic po polsku trzeba znać angielski (znam), ale za to są wszystkie filmy i seriale za darmo, bez smsów, loginów, rejestracji i innych podobnych bzdur. Na stronie jest dużo reklam ale jest też adblock który je neutralizuje, więc git.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane