Wprowadzenie obowiązkowego minimum programów produkowanych na Starym Kontynencie nie powinno zaszkodzić ofercie internetowych serwisów wideo.
Jeszcze w tym roku w Unii Europejskiej mają zostać przyjęte przepisy zobowiązujące serwisy streamingowe – z Netflixem i Amazon Prime Video na czele – do umieszczania w skierowanej na rynek unijny ofercie co najmniej 30 proc. programów wyprodukowanych w 28 krajach Wspólnoty.
Roberto Viola, dyrektor generalny ds. sieci komunikacyjnych, treści i technologii w Komisji Europejskiej, powiedział „Variety”, że nowe zasady powinny być zatwierdzone w grudniu br. Kraje członkowskie będą miały potem 20 miesięcy na odpowiednie wdrożenie tych przepisów – będących częścią nowelizacji dyrektywy audiowizualnej – oraz możliwość zwiększenia obowiązkowej produkcji z UE np. do 40 proc. Będą też mogły zobowiązać internetowe serwisy z wideo na żądanie (VoD) do przekazywania części przychodów z lokalnego rynku na krajowe fundusze filmowe. W Polsce np. mogłyby rozszerzać obowiązek łożenia na Polski Instytut Sztuki Filmowej, który dziś dotyczy nadawców telewizyjnych, ale nie platformy w rodzaju Netflixa.
Reklama
Polski regulator rynku audiowizualnego – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – podkreśla, że zmiany będą miały zasadnicze znaczenie dla rozwoju tego sektora na naszym kontynencie. Na pewno stanowią dobrą wiadomość dla europejskich – w tym polskich – telewizji, których kwoty produkcji europejskiej obowiązują od dawna. Ich konkurencja o widza z amerykańskimi gigantami stanie się trochę bardziej wyrównana. Nowe przepisy mogą też przynieść korzyści branży producenckiej. – Przekazywanie przez największe serwisy streamingowe części kosztów produkcji do krajów europejskich w istotny sposób będzie stymulowało lokalną branżę produkcyjną – komentuje Michał Kreczmar, dyrektor ds. transformacji cyfrowej w PwC. – Zwróćmy jednak uwagę, że już teraz niektóre filmy i seriale są tworzone w całości na różnych krajowych rynkach – zaznacza. W Netflixie są nawet produkcje europejskie, które robią karierę również za oceanem: z hiszpańskim serialem „La casa de papel” i niemieckim „Dark” na czele.

Reklama
Nowe zasady powinny zostać zatwierdzone w grudniu
Z raportu Europejskiego Obserwatorium Audiowizualnego wynika jednak, że mimo to Netflix ma jeszcze trochę do zrobienia, jeśli chodzi o udział europejskich materiałów wideo w swojej ofercie. Najbliżej proponowanego przez Komisję Europejską progu amerykański gigant jest w Niemczech. W ub.r. udział powstałych w Unii filmów i seriali w bibliotece Netflixa dostępnej w tym kraju wynosił bowiem 29 proc. – przy czym 8 proc. stanowiły produkcje niemieckie, a 21 proc. wideo z pozostałych 27 krajów UE. Z propozycji dla odbiorców Netflixa w Holandii z UE pochodziło 25 proc. materiałów (w tym 1 proc. to produkcja krajowa), w Szwecji 24 proc. (2 proc.), w Hiszpanii 23 proc. (4 proc.), a w Wielkiej Brytanii 22 proc. (aż 15 proc. pozycji krajowych). Jeszcze mniej – po 21 proc. – unijnych produkcji było dostępnych w Netflixie w Polsce i we Francji. W połowie drogi do 30-procentowego udziału produkcji unijnych Netflix był w ub.r. w Belgii, Czechach, na Malcie i we Włoszech (po 15 proc.), a największe braki miał w Chorwacji (12 proc.).
Z raportu wynika też, że z krajów UE pochodziło 25 proc. materiałów wideo dostępnych na platformie Amazona w Niemczech i 17 proc. w Wielkiej Brytanii. W każdym kraju europejskim około połowy programów obu serwisów powstało w USA. Nowsze dane KE ma opublikować w październiku.
Planowane przepisy na pewno obejmą Netflix i Amazon. Kogo jeszcze? KRRiT zaznacza, że obecnie trudno to ocenić, bo KE nie przygotowała jeszcze wytycznych w sprawie stosowania definicji usługi platformy udostępniania wideo. Polski regulator zapewnia jednak, że serwisy społecznościowe udostępniające materiały audiowizualne jedynie w uzupełnieniu do podstawowej usługi nie będą podlegać nowym obowiązkom.
– Powstaje pytanie, czy relatywnie wysoka kwota inwestycji na poziomie 30 proc. na lokalne europejskie produkcje nie spowoduje zmniejszenia jakości kontentu, ponieważ dostęp do najlepszych producentów, reżyserów, aktorów i scenarzystów jest po prostu ograniczony, a presja czasu na powstanie nowych treści jest przecież ogromna – zastanawia się Michał Kreczmar. – Z drugiej jednak strony wysokiej jakości wideo powoduje zwiększenie liczby subskrybentów, a co za tym idzie także przychodów, sądzę więc, że dbałość o wartościowe materiały się utrzyma – uważa.
Netflix ma obecnie więcej płacących subskrybentów poza USA – 68,4 mln na koniec czerwca br. – niż w swoim mateczniku (56 mln). W pierwszym półroczu br. przychody serwisu z obu źródeł były porównywalne – po ok. 3,7 mld dol. Spółka nie podaje, ile z tego pochodziło z UE. W maju br. Netflix przegrał przed Trybunałem Sprawiedliwości UE batalię z rządem Niemiec w sprawie tamtejszego funduszu filmowego. Nie czekając na nowelizację unijnej dyrektywy, Niemcy zobowiązały serwisy streamingowe do przekazywania części przychodów – obecnie 2,5 proc. – osiągniętych w tym kraju na Filmförderungsanstalt (FFA – niemiecki odpowiednik PISF). Netflix bezskutecznie oponował, argumentując, że jego europejska siedziba jest w Holandii, więc nie powinien podlegać niemieckiemu prawu.