Żaryn w Polsat News pytany był o sytuację na granicy polsko-białoruskiej i obecność tam dziennikarzy, którzy obecnie nie mogą pracować w obszarze przygranicznym, objętym stanem wyjątkowym.

Żaryn mówił, że te regulacje kończą się za kilka dni i przygotowywane są nowe zasady obecności mediów w rejonie przygranicznym. Ocenił, że sytuacja nadal jest niespokojna, a chwilami niebezpieczna.

Reklama

Dopytywany o to, dlaczego dziennikarzy nie ma na granicy, Żaryn powiedział, że: "mieliśmy do czynienia z tą fazą konfliktu, która spowodowała, że sytuacja na granicy była bardzo niebezpieczna, jednocześnie widzieliśmy przez pierwsze tygodnie tego konfliktu, że obecność mediów napędza różnego rodzaju eskalacyjne happeningi, akcje polityczne, dlatego tak rozumiem tę decyzję, zdecydowano się przede wszystkim na zabezpieczenie tej strefy tuż przy granicy, po to żeby dać jasną państwową odpowiedź, że ta granica nasza pozostanie szczelna i jednocześnie uniemożliwić rozgrywanie polityczne tej sytuacji, która jest na granicy w Polsce".

Żaryn mówił też o piątkowej wizycie Alaksandra Łukaszenki w Bruzgach, gdzie przebywają migranci. Ocenił, że była to wizyta propagandowa. "Alaksander Łukaszenka był tam, przekonywał migrantów, po pierwsze, że nadal warto atakować granice Polski i warto przeć na Zachód, bowiem on nie odeśle nikogo bez woli z Białorusi" - mówił Żaryn. Dodał, że Łukaszenka "zapowiadał i sugerował, że będzie pomagał w atakach na polską linię graniczą".

Wyjaśnił, że polska strona wie, iż Białoruś kontroluje grupy migrantów, które są dowożone do linii granicy, białoruska straż graniczna bierze też udział w atakach, m.in. rzuca kamieniami w polskich funkcjonariuszy, pomaga migrantom w przekraczaniu granicy - daje sprzęt i narzędzia.

Żaryn mówił, że w Bruzgach budowane jest swoiste miasteczko, a migranci mogą w nim spędzić wiele tygodni. "Szacujemy, że do tej pory ewakuowano z Białorusi do Iraku i Syrii w okolicach tysiąca cudzoziemców, którzy trafili na Białoruś w ostatnich miesiącach. My szacujemy jednocześnie, że ponad 10 tys. tych cudzoziemców wciąż na Białorusi pozostaje" - mówił Żaryn i ocenił, że skala powrotowa nie jest duża. Dodał, że ostatniej doby kolejne samoloty z migrantami wyleciały z lotniska w Mińsku.

Żaryn na pytanie jak długo może ten kryzys potrwać, powiedział, że trudno o takie oceny. "Mówimy o człowieku Alaksandrze Łukaszenka, który jest mocno nieprzewidywalny, jest zaskakujący czasami nawet dla swojego politycznego patrona, czyli Władimira Putina. Proces destabilizowania naszego regionu może trwać wiele miesięcy" - powiedział. Ocenił, że kryzys jest źródłem finansów dla wielu białoruskich instytucji państwowych, ma też poparcie Putina.