‒ To powinno być 100 proc. Pozostałe osoby nie rozumieją, że dziennikarz nie pracuje ani dla siebie, a dla opinii publicznej. To jej oczy i uszy, bo ma ona prawo wiedzieć, co się tam dzieje i co tam robią polskie władze ‒ komentuje Marcin Lewicki z Press Clubu.
Zaskakujące są wyniki w podziale na wiek. Wśród młodych między 18. a 29. rokiem życia zdania są podzielone: 47 proc. jest przeciw obecności mediów na granicy z Białorusią wobec 53 proc. za. To również w tej grupie największy odsetek uważa, że dziennikarze zdecydowanie nie powinni być dopuszczeni na teren objęty stanem nadzwyczajnym ‒ tak sądzi aż 23 proc.
Szczegółowe wyniki badania pokazują, że o poglądzie na sprawę decydują jednak głównie poglądy polityczne. 73 proc. wyborców PiS nie chce mediów przy granicy, a wśród elektoratu większości opozycyjnych partii dominują zwolennicy transparentności. Wśród wyborców PSL, lewicy czy KO jest ich od ponad 80 do niemal 100 proc.
Władze nie ukrywały, że brak dostępu mediów do strefy przygranicznej był jednym z celów wprowadzenia stanu wyjątkowego, co jest krytykowane. Jak pisaliśmy wczoraj, rząd myśli już o specustawie, która ze ścisłej strefy nadgranicznej uczyni jeden wielki plac budowy, co po zakończeniu stanu nadzwyczajnego umożliwi utrzymanie ograniczeń.
CZY MEDIA POWINNY ZOSTAĆ DOPUSZCZONE DO MIEJSCA OBOWIĄZYWANIA STANU WYJĄTKOWEGO PRZY GRANICY Z BIAŁORUSIĄ? / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe