Google dogadał się z 13 grupami wydawniczymi we Włoszech i zacznie płacić za należące do nich treści, które wykorzystuje na swojej platformie. Porozumienia z właścicielem największej internetowej wyszukiwarki obejmują 76 gazet o zasięgu krajowym i lokalnym, w tym dziennik „Corriere della Sera”.
Gigant od lat unika płacenia wydawcom na całym świecie, twierdząc, że przez wyświetlanie ich newsów generuje ruch na stronach internetowych gazet. We Włoszech ustąpił. Jest jednak haczyk: umowy z tamtejszymi gazetami dotyczą ich udziału w nowej usłudze – Google News Showcase. Ułatwia ona dostęp do treści informacyjnych na urządzeniach mobilnych. Zadebiutowała w październiku ub.r. w Niemczech (obejmuje np. treści z „Der Spiegel”) i Brazylii („Folha de S.Paulo”). Umowy w ramach Showcase podpisali też m.in. wydawcy z Francji, Wielkiej Brytanii i Kanady.
Prezes Google Sundar Pichai deklarował w ubiegłym roku, że w „długoterminowe wsparcie” prasowych redakcji informacyjnych – jak określił Showcase – platforma cyfrowa zainwestowała 1 mld dol.
Reklama
– To dobrze, że w kolejnych krajach Google potwierdza, iż wydawcom trzeba płacić za ich treści udostępniane w serwisie – mówi Marek Frąckowiak, dyrektor Izby Wydawców Prasy. – Zgrzyta jednak w tym porozumieniu jego uznaniowość. Platforma cyfrowa forsuje indywidualne umowy z wydawcami i stara się unikać przyznania podstawowej zasady: każdej redakcji należy się wynagrodzenie za wykorzystanie wytworzonych przez nią materiałów. Ten obowiązek wynika z unijnej dyrektywy w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych i dotyczy wszystkich wydawców, nie tylko tych, którzy przystępują do programu Google News Showcase – podkreśla.
Państwa członkowskie powinny implementować dyrektywę do 7 czerwca br. Jako pierwsza zrobiła to Francja. W efekcie w styczniu br. amerykański gigant zawarł porozumienie z reprezentującą tamtejszych wydawców organizacją APIG, uznając ich prawa do udostępnianych na jego platformie treści. Umowa ramowa określa zasady negocjowania indywidualnych umów licencyjnych z właścicielami tytułów prasowych.

Reklama
Włochy implementację dyrektywy dopiero przygotowują. Z kolei polski resort kultury nie jest w stanie podać nawet terminarza prac nad wdrożeniem unijnych przepisów, które ułatwią wydawcom dochodzenie ich praw.
Usługa Showcase internetowego giganta nie dotarła jeszcze nad Wisłę. – Jeśli krajowi wydawcy otrzymają taką propozycję, myślę, że warto się przyłączyć, traktując to jako pierwszy krok przed implementacją dyrektywy. Każdy sposób, dzięki któremu wydawcy otrzymają od Google choć część należnych im pieniędzy, jest krokiem w dobrym kierunku – stwierdza Marek Frąckowiak.
Odrębną drogę wybrała pod tym względem Hiszpania, gdzie jeszcze przed przyjęciem unijnej dyrektywy wprowadzono (w 2014 r.) przepisy uprawniające wydawców do pobierania opłat od serwisów udostępniających ich treści. Amerykański gigant zareagował wtedy ostro – przestał prezentować treści hiszpańskich gazet w Google News. Wydawcy jednak nie ustąpili. Reprezentująca ich organizacja CEDRO domaga się od bigtechu zaległych opłat za prawa autorskie. Pozew opiewa na 1,1 mln euro, a CEDRO wskazuje, że rzeczywiste zaległości mogą sięgać nawet 14 mln euro. ©℗
Branża cyfrowa chce rozmawiać z KE
10 organizacji reprezentujących producentów, importerów i dystrybutorów urządzeń elektronicznych z Europy Środkowo-Wschodniej – w tym Związek Cyfrowa Polska – zwraca się dziś do Komisji Europejskiej o podjęcie dyskusji na temat unijnego systemu opłaty reprograficznej. Zdaniem izb branżowych potrzebny jest „jednolity, nowoczesny mechanizm” w tej dziedzinie, który „będzie gwarantem sprawiedliwych rozwiązań zarówno dla społeczności artystycznej”, jak i firm. Opłata reprograficzna pobierana jest na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, które potem przekazują ją artystom. Producenci płacą ją od urządzeń i nośników, na które można kopiować utwory objęte prawami autorskimi – są to m.in. kserokopiarki, dyski, karty pamięci. W Polsce listy tych urządzeń nie aktualizowano od lat. Niedawne zapowiedzi resortu kultury, że opłata ta obejmie nowoczesny sprzęt elektroniczny, w tym smartfony, wywołała krytykę firm z branży cyfrowej, które obawiają się, że doliczenie do ceny 3 proc. (maksymalna stawka opłaty) zniechęci konsumentów i obniży sprzedaż tych urządzeń. „Zgadzamy się, że praca artystów zasługuje na system godnego i sprawiedliwego finansowania” – przyznają izby branżowe. Zastrzegają jednak, że obecny system „jest przestarzały” i nie odpowiada „warunkom technologicznym i zachowaniom społecznym”. Dlatego konieczny jest unijny dialog o nowym modelu, gwarantującym „dobrobyt artystów oraz branży cyfrowej”.
Elżbieta Rutkowska