Rząd zdecydował o dalszym istnieniu kredytu na innowacje technologiczne. O szczegółowych warunkach tego instrumentu wsparcia przedsiębiorców, współfinansowanego z funduszy unijnych, zadecyduje ostateczny kształt nowelizacji ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej oraz o zmianie innych ustaw, której projekt przyjęto na posiedzeniu 7 lipca. Ministrowie nie doszli jednak wciąż do zgody, co należy uznawać za nową technologię, a co za tym idzie – komu należy przyznawać publiczne środki. Część ekspertów uważa, że kredyt technologiczny będzie zbyt łatwy do zdobycia. Inni – wprost przeciwnie – podkreślają, że nie ma sensu, aby stawiać polskim przedsiębiorstwom wymagania takie jak firmom z rozwiniętych rynków azjatyckich lub amerykańskiego. Jak przekonuje odpowiedzialne za projekt Ministerstwo Gospodarki, wsparcie nie tylko będzie większe, ale w tej siedmiolatce wprowadzono wiele nowych rozwiązań, które powinny się przełożyć na łatwiejszy dostęp firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw do instrumentu wspierającego innowacyjne rozwiązania technologiczne. Zostanie rozszerzona definicja inwestycji technologicznej, mniej będzie biurokratycznych formalności, m.in. zbędna stanie się opinia niezależnych ekspertów potwierdzająca, że podjęta przez przedsiębiorcę inwestycja będzie skutkować zastosowaniem nowej technologii. Od tego, jakie decyzje podejmie ostatecznie Sejm, zależeć będzie to, jak dużo przedsiębiorstw i na jakie cele będzie mogło otrzymać wsparcie.
Reklama
Wyższe wsparcie
Kredyt na innowacje technologiczne (wcześniej kredyt technologiczny) to instrument wsparcia dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw planujących wdrożenie innowacji technologicznych. Korzyścią dla firm jest premia technologiczna, polegająca na częściowej spłacie kredytu udzielanego przez banki komercyjne na realizację inwestycji technologicznej. Ta forma wsparcia współfinansowana z funduszy unijnych jest doskonale znana przedsiębiorcom. Do tej pory funkcjonowała dzięki wsparciu z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007–2013. W nowej unijnej perspektywie finansowej na lata 2014–2020 będzie realizowana ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR) w ramach poddziałania 3.2.2 Kredyt na innowacje technologiczne.

Reklama
Kredytów technologicznych będzie udzielać ok. 20 banków komercyjnych. Premię technologiczną będzie wypłacał Bank Gospodarstwa Krajowego. Dotacja dla przedsiębiorcy będzie mogła wynieść 6 mln zł (poprzednio maksymalnie 4 mln zł).
Przewidywana obecnie łączna wartość środków na dofinansowanie projektów to ok. 422 mln euro. Szacuje się, że beneficjentami programu będzie co najmniej 500 przedsiębiorców oraz dodatkowo ok. 750 jednostek naukowych oraz szkół wyższych, które – jak przekonuje resort gospodarki – będą miały możliwość sprzedaży swoich technologii oraz wyników badań przedsiębiorcom, którzy uzyskają kredyt.
Rozszerzona definicja inwestycji technologicznej
Rząd uznał, że jest potrzebna precyzyjna definicja inwestycji technologicznej, na którą będzie mogło zostać przyznane finansowanie.
Zgodnie z projektem za inwestycję technologiczną można uznać inwestycję polegającą na:
1) zakupie nowej technologii, jej wdrożeniu oraz uruchomieniu na jej podstawie wytwarzania nowych lub znacząco ulepszonych od dotychczas wytwarzanych w Polsce towarów, procesów lub usług, albo
2) wdrożeniu własnej nowej technologii oraz uruchomieniu na jej podstawie wytwarzania nowych lub znacząco ulepszonych od dotychczas wytwarzanych w Polsce towarów, procesów lub usług.
Wątpliwości niektórych budzi dość niejasne określenie pojawiające się w definicji, tzn. co należy traktować za coś „znacząco ulepszonego”. Resort gospodarki jednak świadomie pozostawił pewien zakres swobody Bankowi Gospodarstwa Krajowego.
Innowacyjny w skali świata czy Polski?
Rząd podkreśla z kolei, że przyznanie premii technologicznej będzie w większym niż dotąd stopniu zależeć od poziomu innowacyjności przedsięwzięcia.
Założenie ustawy jest takie, że nowa technologia ma umożliwić wytworzenie towarów lub usług z tym zastrzeżeniem, iż technologia ta jest stosowana na świecie przez okres nie dłuższy niż pięć lat. I tu pojawia się kontrowersja: niektórzy twierdzą, że nie ma powodu, aby finansować projekty oparte na stosowanych od wielu lat na świecie, często już dość wiekowych, rozwiązaniach. Inni z kolei uważają, że stawianie polskiemu przedsiębiorcy wymogów identycznych jak dla rozwiniętych rynków azjatyckich nie ma sensu.
„Konstrukcja przepisu, w której termin wytwarzania technologii powiązany jest z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, natomiast termin stosowania technologii – ze światem jako punktem odniesienia, może wpłynąć na obniżenie konkurencyjności Polski na polu działalności regulowanej przez projektowaną ustawę” – czytamy w piśmie wiceministra administracji i cyfryzacji Marka Wójcika. „Zasadne jest rozważenie przez projektodawcę modyfikacji brzmienia przepisu we wskazanym powyżej zakresie i wskazanie, iż termin stosowania dotyczy również terytorium Polski lub co najwyżej Unii Europejskiej” – kontynuuje Wójcik.
Najprawdopodobniej jednak zostanie utrzymana reguła, że nową technologią jest to, co jest dostępne na świecie nie dłużej niż przez 5 lat.
Urzędnik zdecyduje, czy technologia jest nowa
Projektodawca chce ułatwić przedsiębiorcom życie. Przedsiębiorca będzie składał wniosek o przyznanie premii technologicznej bezpośrednio do BGK, co usprawni proces naboru wniosków. Ponadto cała procedura ma być mniej sformalizowana.
To jednak wcale nie podoba się Naczelnej Organizacji Technicznej Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych, która skupia specjalistów z wielu dziedzin techniki i gospodarki. „Z przykrością stwierdzamy generalne odejście od istoty kredytu technologicznego” – czytamy w opinii organizacji.
Chodzi bowiem o to, że do tej pory ubiegający się o kredyt technologiczny przedsiębiorca musiał przedłożyć opinię, iż podjęta przez niego inwestycja będzie skutkować zastosowaniem nowej technologii (a więc takiej, która nie jest stosowana na świecie dłużej niż pięć lat). Opinię o tym mogła wydawać niezależna jednostkowa naukowa.
Innymi słowy, Naczelna Organizacja Techniczna chce, aby nadal to fachowcy oceniali, co jest nową technologią w rozumieniu ustawy, a nie urzędnicy decydujący o przyznaniu kredytu. Być może wydłuża to całą procedurę i zwiększa jej koszt, ale zarazem zapewnia pełną fachowość i pewność, że pieniądze rzeczywiście trafią do firm, które zrobią z nich właściwy użytek.