Likwidowałem numer telefonu u jednego z operatorów – opowiada pan Grzegorz. Pani w salonie zapewniała mnie, że na moim koncie nie ma zaległości. Po kilku miesiącach otrzymałem pismo, że zalegam 5 zł za „SMS-y specjalne”. Zlekceważyłem to. Stwierdziłem, że rachunek został zamknięty i teraz to już nie mój problem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po niemal trzech latach otrzymałem pismo od komornika, który żądał zapłaty ponad 600 zł. Powód? Zaległość u operatora telefonii komórkowej. Przecież nawet jeśli jestem im coś winien, to tylko 5 zł z odsetkami. Skąd więc taka kwota – pyta czytelnik
Reklama
Sytuacja pana Grzegorza nie należy do odosobnionych. Często zdarza się bowiem, że na etapie egzekucji komorniczej dłużnicy są zaskoczeni wysokością kwoty, którą próbuje się od nich wyegzekwować. – Przecież byłem winien kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt złotych, a komornik żąda kilkanaście albo i kilkadziesiąt razy tyle – dziwią się wtedy dłużnicy. Niestety sami są sobie winni i przeklinanie komornika w niczym im nie pomoże.
Przede wszystkim likwidując numer telefonu, rachunek w banku czy spłacając ostatnią ratę kredytu, każdy powinien się upewnić, że spłacił dług w całości. Często zdarza się bowiem, że w momencie zamknięcia system nie pokazuje niektórych zaległości. Pracownikowi wydaje się, że konto klienta jest czyste, a tymczasem po kilku dniach na rachunku pojawia się zaległość. Lekceważenie kilku złotych czy nawet grosza długu to nie najlepszy pomysł, bo wierzyciel może dążyć do wyegzekwowania każdej kwoty, a kiedy się na to zdecyduje, dłużnik zapłaci znacznie więcej (patrz ramka).
Za każdym razem, kiedy kończymy współpracę z bankiem, firmą pożyczkową czy np. operatorem telefonii komórkowej, warto poprosić o zaświadczenie, że rachunek został zamknięty i nie ma na nim żadnej zaległości. Dopóki klient takiego dokumentu nie otrzyma, nie powinien spać spokojnie.
W jaki sposób 5 zł długu zamienia się w 500, 600 albo i więcej złotych zaległości? To nie wymysły komornika, jak myśli większość z nas, tylko czysta matematyka i roszczenia wszystkich tych, którzy biorą udział w egzekwowaniu należności głównej. Bez znaczenia jest to czy wynosi ona 5 zł, czy 50 tys zł, bo działania, które muszą podjąć, są w obu przypadkach takie same.
Na początku wierzyciel z pewnością spróbuje wyegzekwować należność dobrowolnie. W związku z tym już na tym etapie do zapłaty dojdą koszty monitów, do których pokrycia zobowiązany będzie dłużnik. Jeśli dłużnik nie zdecyduje się na dobrowolne uregulowanie długu, to wierzycielowi pozostaje jedynie skierowanie sprawy na drogę sądową. Tylko w ten sposób może bowiem uzyskać tytuł egzekucyjny. Na tym etapie dojdą więc koszty procesu sądowego i koszty nadania klauzuli wykonalności. Warto wiedzieć, że wierzyciele zazwyczaj korzystają z pomocy profesjonalnych pełnomocników, za co muszą zapłacić im należne wynagrodzenie, którego koszty przerzucają następnie na dłużnika. Profesjonaliści działają w imieniu wierzyciela nie tylko na etapie postępowania sądowego, ale także postępowania egzekucyjnego, co rodzi dodatkowe koszty.
Oprócz tego do kwoty długu doliczone zostaną także wydatki poniesione przez komornika. Tu dochodzą np. zapytania do ZUS pozwalające ustalić miejsce pracy dłużnika czy do systemu służącego do poszukiwania rachunków bankowych dłużników (OGNIVO). Dodatkowym – i wcale niemałym – kosztem będzie opłata egzekucyjna stanowiąca zwrot kosztów pracy komornika (koszty wynajmu lokalu, pensji pracowników, dojazdów i wynagrodzenie dla komornika). Najniższa wynosi teraz ponad 300 zł i komornik pobiera ją przy egzekwowaniu długu do wysokości około 2100 zł (przy 5 zł jest więc taka sama, jak przy 2 tys. zł).
Dłużnicy pytają, czy trzeba płacić tyle, ile żąda komornik. Zasadniczo tak. Jedynym sposobem na obniżenie kosztów już po wszczęciu egzekucji będzie zapłata należności do rąk wierzyciela z pominięciem komornika.
Ale uwaga, nie oznacza to wcale, że dług wyniesie 5 zł plus odsetki, bo koszty, które poniósł wierzyciel, i tak zostaną przerzucone na dłużnika. Pozwali to jednak na zmniejszenie wysokości opłaty egzekucyjnej pobieranej przez komornika do wysokości 5 proc. należności, którą ten miał wyegzekwować. Zgodnie z przepisami będzie to jednak nie mniej niż 1/20 i nie więcej niż 10-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia.
Jakiś czas temu prasę obiegła historia kobiety, która sfinansowała z kredytu zakup lodówki. Kiedy spłaciła raty schowała papiery do szuflady. Twierdzi, że bank nie odzywał się do niej przez kilka lat i dopiero po tym czasie wysłał wezwanie do zapłaty. Wynikało z niego, że zaległość na koncie kredytobiorczyni wynosiła 1 grosz, ale urosła do kwoty niemal 200 zł na skutek wysyłanych na jej adres monitów.
Podstawa prawna
Art. 770 ustawy z 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 101 ze zm.). Art. 49 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji (t.j. Dz.U. z 2011 r. poz. 1376 ze zm.).