Frankowicz to jeden z głównych bohaterów tegorocznej kampanii wyborczej. I trzeba sobie jasno powiedzieć – w tej farsie odgrywa rolę czarnego charakteru. A wszystko przez ustawę, która miała pozwolić na restrukturyzację kredytów na korzystnych warunkach. Zgodnie z nią zobowiązania miałyby być przewalutowywane na złotówki po kursie, po jakim zostały zaciągnięte.
A koszty tej transakcji miałyby ponieść strony umowy, czyli bank i kredytobiorca. Od momentu zgłoszenia tego projektu frankowicz stał się wrogiem publicznym numer jeden. Znielubili go wszyscy, a zwłaszcza banki oraz ci, którzy mają kredyty w złotówkach. Czyż to nie zastanawiające, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to właśnie frankowicze najsumienniej spłacają swoje zobowiązania, a na przewalutowanie nie poszłaby ani jedna złotówka z publicznych pieniędzy?
Ale najbardziej zaleźli oni za skórę posłom. No bo okazało się, że ci – co nie zrobią – będzie źle. Jeżeli ustawę uchwalą – rozsierdzą banki, jeżeli nie uchwalą – stracą w oczach wyborców. Udało im się jednak znaleźć iście salomonowe rozwiązanie: zamiast ustawy ułatwiającej przewalutowanie uchwalili bubel przyznający kredytobiorcom pomoc finansową. 1,5 tys. zł miesięcznie przez półtora roku. Co prawda trzeba będzie to oddać, ale za to na niezwykle korzystnych warunkach.