Rzecznik finansowy nie ma wpływu na instytucje typu Amber Gold. Może ostrzegać, ale poza tym nic formalnie nie da się zrobić – ocenia Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy.
Reklama
Skala afery Amber Gold mogłaby być mniejsza?
Skala zależy od wczesnego ostrzegania. Kiedy afera wyszła na światło dzienne, była już musztarda po obiedzie i nie można było odzyskiwać należności.
Kolejna piramida finansowa jest tylko kwestią czasu? Stan wiedzy Polaków radykalnie się nie poprawił.
Może o takiej skali nie, ale jak wiemy, jest wiele tego typu instytucji, w których Polacy składają swoje pieniądze. Na stronie KNF mamy bardzo dużo ostrzeżeń.
Docierają do pani sygnały o tego typu malwersacjach?
U nas nie było skarg.
Czy uważa pani, że system zabezpieczeń przed tego typu instytucjami należałoby rozbudować?
Na pewno. Pojawia się tylko pytanie, w jaki sposób zmusić ludzi, by nie brali pieniędzy tam, gdzie nie powinni, chociażby w kasach pożyczkowych, które ogłaszają się na płotach. I nie powierzali pieniędzy podmiotom, które obiecują podejrzanie wysoki procent zysku.
To jest sytuacja, w której nadzorcy mogą tylko rozłożyć ręce? Może warto wzmocnić ich kompetencje, by pewne rzeczy wyeliminować zawczasu?
Być może powinniśmy wprowadzić inny sposób ostrzegania, nie tylko informować na stronie internetowej, ale np. stosować również komunikaty publiczne. Ale jeśli instytucja państwowa powie coś złego na temat kogoś, kto działa na rynku, mogą pojawić się oskarżenia, że przez nią oskarżonemu podmiotowi źle idą interesy.
Dołączenie banków do kompetencji rzecznika ubezpieczonych i powołanie rzecznika finansowego daje nadzieję na zmianę relacji banki – klient?
Mam nadzieję. Chcemy wykorzystać wszystkie te doświadczenia, które wynieśliśmy z rynku ubezpieczeń.
Co wymaga największej poprawy?
Trudno powiedzieć, tych skarg jest na razie niewiele. Klienci banków skarżą się m.in. na kredyty i na ubezpieczenia niskiego wkładu. Nie ma jeszcze „lidera” wśród skarg.
Co klienci robią w celu zadbania o swoją sytuację? Jak są wykształceni i na ile zdolni do zmiany usługodawcy?
Zmieniają, ale też trudno oczekiwać, by robili to co dwa miesiące, kiedy gdzieś pojawi się lepsza oferta. Mnie się wydaje, że banki nie czują potrzeby, by mieć lojalnych klientów. Skupiają się na pozyskiwaniu nowych, a swoich dotychczasowych traktują jak tych drugiej kategorii.
Niektórzy z banków trafiają do instytucji pożyczkowych. Czy ustawa antylichwiarska ureguluje ten rynek?
Instytucje pożyczkowe są różne. O części wiemy, że istnieją. Druga część to ogłoszenia w miasteczkach, gdzie pan lub pani ogłasza się, że udzieli pożyczki, np. w swoim sklepie. Do takich miejsc nie dotrzemy. Te pożyczki nie są duże z punktu widzenia całego społeczeństwa, tam się pożycza po kilkaset złotych... Jednak dla indywidualnej osoby to początek problemów, bo odsetki są horrendalne.
Ustawa wprowadza limity na koszty pozaodsetkowe, na to, ile klient może maksymalnie zapłacić.
Oczywiście to pomoże, ale tylko w przypadku tych instytucji, które są zarejestrowane i nadzorowane.
A co ze sprawą polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym? To już zamknięty, niechlubny rozdział naszego rynku finansowego, czy też coś w tej sprawie jeszcze powinno się wydarzyć?
Nie jest zamknięty, choć większość ubezpieczycieli, którzy te felerne polisy sprzedawali, dzięki naszemu pierwszemu raportowi i współpracy z UOKiK, przyjęła dobrowolnie rozwiązania łagodzące skutki swoich działań. Ale nie zrobili tego wszyscy. Drugi raport, który opublikujemy po świętach, będzie pokazywał, co się dzieje ze złymi polisami. I to, co się działo w różnych krajach, bo to nie była tylko polska specjalność.