Wzystko wskazuje na to, że dziś parlamentarzyści osiągną kamień milowy w pracach nad ustawowym rozwiązaniem kwestii kredytów walutowych. Tadeusz Cymański, szef podkomisji, która pracowała nad projektami zgłoszonymi przez prezydenta Andrzeja Dudę, PO i Kukiz’15, przedstawi sprawozdanie z prac. Podkomisja wybrała projekt prezydencki, w którym dokonano pewnych zmian. Podsumowanie jej działalności otworzy drogę do uchwalenia ustawy. Z której właściwie nikt nie będzie zadowolony.
Na pewno nie frankowicze – jeśli za ich stanowisko uznać deklarację stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. „W rzeczywistości ustawa, która trafia do Komisji Finansów, to ustawa Platformy Obywatelskiej (uchwalona pod koniec poprzedniej kadencji ustawa o Funduszu Wsparcia Kredytobiorców – red.), nie prezydenta, a obecny projekt ma na celu jedynie nowelizację tej ustawy. Procedowany projekt ma za zadanie wysłać do elektoratu partii rządzącej fałszywy sygnał, że PiS realizuje obietnice wyborcze, podczas gdy tak naprawdę są to działania pozorowane, na co wskazują terminy zawarte w ustawie” – oświadczyło SBB.
Reklama
Stowarzyszenie obawia się też, że nowe przepisy nie będą skłaniały banków do zawierania porozumień z klientami, a „sposób przeprowadzania konwersji kredytów walutowych będzie uzależniony od decyzji banku”. Ponadto z konwersji będą wyłączeni klienci banków w programach naprawczych – to Getin Noble, jeden z liderów rynku walutowych hipotek, i państwowy Bank Ochrony Środowiska. Wreszcie, zdaniem SBB, „projekt wyklucza rodziny będące w najtrudniejszej sytuacji”. Chodzi o osoby, którym banki wypowiedziały umowy kredytowe.
Stowarzyszenie obawia się, że skala przewalutowania kredytów na bazie znowelizowanej ustawy będzie niewielka. I może mieć sporo racji. Wprawdzie finansiści od długiego czasu przywołują argument, że konstrukcja „funduszu konwersji” będzie je skłaniać do jak najszybszego wykorzystywania własnej składki (inaczej z pieniędzy będą mogli korzystać konkurenci), jednak będą chciały osiągnąć maksymalny efekt minimalnym kosztem. Co pozwala oszacować, jaką ulgę w odniesieniu do bieżącego kursu franka byłyby gotowe zaoferować.
Co banki powinny zrobić, żeby nie stracić na konwersji? Doprowadzić do sytuacji, że koszt składki na fundusz konwersji zostanie zrównoważony zmniejszeniem wymogu kapitałowego w odniesieniu do kredytów. Taka sytuacja jest możliwa, jeśli „ulga kursowa” wyniesie maksymalnie 15 proc. (czyli kredyt byłby przeliczony po kursie nie niższym niż 3,2 zł za franka). Wiąże się to z tym, że waga ryzyka przy kredycie walutowym wynosi 150 proc., a przy hipotece złotowej – mniej niż 50 proc. Jej wysokość w odniesieniu do konkretnego kredytu zależy od tego, jaka jest wartość LtV – proporcja zadłużenia do wartości zabezpieczenia. Mocna preferencja w wadze ryzyka dotyczy sytuacji, gdy LtV nie przekracza 80 proc. Narzuca się więc wniosek, że to właśnie takie kredyty byłyby najchętniej zamieniane na złote przez banki. Nie zaś te, w których LtV w momencie wypłaty pożyczki przekraczało 100 proc., a biorąc pod uwagę osłabienie złotego, może przekraczać nawet 200 proc.
Kilkanaście procent ulgi oznaczałoby, że na przewalutowanie mogą liczyć posiadacze niewiele ponad 10 proc. kredytów walutowych w skali roku. Osoby w najtrudniejszej sytuacji (te, które wzięły pożyczki na granicy zdolności kredytowej i dużo straciły na kursie) nie powinny wiązać z ustawą szczególnych nadziei, choć w ustalaniu reguł wyboru kredytów do przewalutowania ma pomóc nowa rekomendacja nadzoru.
Dla banków to nie tylko to, by jak najmniej stracić na przewalutowaniu, ale i wydatek na fundusz konwersji – kwota rzędu 2,5 mld zł w skali roku. To także spore ryzyko związane ze zidentyfikowanymi niedociągnięciami projektu. Bankowcy zwracają uwagę na zróżnicowane traktowanie poszczególnych grup kredytobiorców – np. klienci Getinu nie będą mogli skorzystać z przewalutowania, bo ich bank nie będzie wpłacał do funduszu konwersji; będą też różnice między klientami poszczególnych banków, a zapewne także między różnymi klientami jednej instytucji. Ich zdaniem już to powinno wystarczyć do uznania ustawy za niekonstytucyjną. Ale na sporządzonej przez jeden z banków liście prawnych zastrzeżeń mamy też naruszenie zasady proporcjonalności, prawa własności inwestorów, niedziałania prawa wstecz czy ograniczenia wolności gospodarczej. Część odwołuje się też do prawa unijnego. Stąd tylko krok do ryzyka międzynarodowych pozwów (nic dziwnego, że – jak napisał wczoraj „Puls Biznesu” – inwestorzy próbowali już interwencji w sprawie ustawy na poziomie dyplomatycznym).
Szczególnych powodów do satysfakcji nie będą też mieć posłowie, którzy uchwalą ustawę. Dlaczego? Wystarczy powołać się na badanie Kantar Public na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego: 68 proc. ankietowanych jest przeciwko pomocy dla frankowiczów. Z tego samego badania wynika, że przepchnięcie ustawy nie poprawi też notowań prezydenta. Być może jednak najważniejsze, że Andrzej Duda będzie mógł odfajkować to na liście swoich deklaracji z kampanii wyborczej sprzed czterech lat.