Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz rzecznik finansowy od kilku lat toczą walkę o ochronę klientów, którzy zainwestowali w ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK). To produkty, w których zdecydowana część składki przeznaczana jest zwykle na zakup jednostek uczestnictwa w UFK. Środki są lokowane w instrumenty finansowe, najczęściej w fundusze inwestycyjne. Pozostała część składki przeznaczana jest na pokrycie przewidzianej umową ochrony. Największym problemem w produktach, w których ubezpieczyciele co roku zbierają po kilkanaście miliardów złotych składki, były bardzo wysokie opłaty likwidacyjne pobierane przy wycofaniu się z polisy przed końcem umowy. W pierwszych latach pochłaniały one nawet do 100 proc. wpłaconych środków.

Postępowania prowadzone przez UOKiK wobec 17 towarzystw spowodowały, że od jesieni 2015 r. do marca 2016 r. radykalnie zmniejszyły one opłaty likwidacyjne w produktach objętych kontrolą urzędu. Właścicieli takich polis mocno wspiera też rzecznik finansowy. Do tego w 2016 r. weszła w życie ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej, która także wymusiła w branży kilka zmian, dotyczących m.in. opłat i badania potrzeb, wiedzy, doświadczenia oraz sytuacji finansowej klienta. W przypadku umów ubezpieczenia na życie z elementem inwestycyjnym zawartych po wejściu w życie ustawy klienci mają prawo do odstąpienia od umowy w terminie 60 dni od otrzymania po raz pierwszy rocznej informacji o wysokości przysługujących świadczeń. Wtedy zwracane środki mogą zostać pomniejszone o maksymalnie 4 proc. wartości wpłaconych składek. W pozostałych można pobierać opłaty likwidacyjne, o ile nie są one zbyt wysokie i nie godzą w interesy konsumenta. Poziom taki nie został wyznaczony, ale np. rzecznik finansowy skłania się ku poglądowi, że punktem odniesienia powinny być opłaty wynegocjowane przez UOKiK.

Sprawdziliśmy, jak te działania wpłynęły na ofertę ubezpieczycieli w segmencie polis na życie z UFK.

Składek przybywa, ale aktywa przyhamowały

Składek przybywa, ale aktywa przyhamowały

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Z deklaracji towarzystw wynika, że idą w stronę prostszych i mniej kosztownych przy likwidacji produktów.

– Cały czas dostosowujemy się do tendencji na rynku ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym. Obserwując ogólny trend, stawiamy przede wszystkim na ubezpieczenia o prostej konstrukcji oraz na kompleksową i zrozumiałą komunikację z klientem. W obecnie oferowanych ubezpieczeniach nie pobieramy opłat za wcześniejsze rozwiązanie polisy, a jeżeli już je pobieramy w niektórych produktach, to w wysokości nie wyższej niż 4 proc. – mówi Alicja Hamkało z TUnŻ Europa.

Open Life wycofał ze sprzedaży część UFK, zwłaszcza wszystkich programów związanych z regularną składką. – W pozostałych dokonaliśmy znaczących zmian m.in w zakresie opłat pobieranych od klientów. Dzisiaj oferujemy też UFK, które nie mają opłat za wyjście. Ponadto rośnie udział w sprzedaży produktów ochronnych, systematycznie rozwijanych od kilku lat – informuje Kamila Kępińska z Open Life. Dodaje, że nowe UFK tworzone są zgodnie z wymogami nowej ustawy ubezpieczeniowej odnośnie do maksymalnych stawek opłat i konstruowane są tak, by opłaty te nie przekraczały 4 proc.

W ofercie Aegonu znajduje się obecnie produkt z UFK tylko ze składką jednorazową. W Skandii Życie dostępne są ubezpieczenia z UFK ze składką regularną, w których świadczenie wykupu jest nie niższe niż 75 proc. wartości rachunku, począwszy od pierwszego roku trwania umowy, i umowy ze składką jednorazową, w których świadczenie wykupu jest nie niższe niż 94 proc. wartości rachunku. Umowy można zawierać już na kilka lat, przy czym minimalny dopuszczalny lub rekomendowany okres to zwykle pięć do dziesięciu lat. Jeszcze jakiś czas temu okresy te bywały znacznie dłuższe.

– Generalnie cały rynek ubezpieczeń życiowych podlega transformacji w związku z nowymi regulacjami prawnymi. Jest też duża niepewność, jak segment UFK będzie w przyszłości regulowany. W tej sytuacji firmy ostrożniej podchodzą do oferowania długoterminowych produktów m.in. z regularnymi składkami. To dla zakładów i klientów lepsze, bardziej transparentne rozwiązanie – ocenia Marcin Broda, ekspert ubezpieczeniowy z firmy Ogma.

Diabeł tkwi w szczegółach. W wielu oferowanych polisach UFK dostępne są różne warianty z wieloma innymi opłatami niż likwidacyjne, które uzależnione są np. od wysokości składki, wpłacania składek dodatkowych, polityki inwestycyjnej czy wieku. W najpopularniejszych w tym roku polisach z UFK pojawiają się m.in. opłaty inwestycyjne i za zarządzanie. Dlatego specjaliści zalecają dokładne przyjrzenie się każdej ofercie.

– Pojawiają się też inne opłaty, wśród których można wymienić administracyjną, za ochronę ubezpieczeniową czy dystrybucyjną. Opłaty pobierane są poprzez umorzenie odpowiedniej liczby jednostek uczestnictwa w funduszu kapitałowym będącym częścią polisy. To odbija się na stopie zwrotu, bo odcięcie jednostek oznacza odpływ części zgromadzonych środków. Spotkaliśmy się z przypadkiem, kiedy według naszych szacunków po odliczeniu wszystkich należnych opłat stopa zwrotu z UFK w polisie spadła z 10 proc. do 2 proc. – wskazuje Anna Zalewska z Analiz Online, firmy monitorującej rynek produktów inwestycyjnych.

Nie zmienia to faktu, że nowe produkty oferowane są przez ubezpieczycieli na warunkach znacznie lepszych niż jeszcze kilka lat temu. Nad branżą wciąż jednak wisi sprawa polis, które nie zostały objęte porozumieniami z UOKiK o obniżce opłat likwidacyjnych. Zobowiązania towarzystw do cięcia opłat dotyczyły ok. 600 tys. klientów, ale liczba wszystkich sprzedanych polis szacowana jest na kilka razy większą. UOKiK szacuje, że gdyby wszystkie umowy objęte decyzjami zostały rozwiązane, konsumenci musieliby zapłacić o niemal 1,3 mld zł, czyli o 60 proc. mniej niż przy uwzględnieniu poprzednich stawek. W przeliczeniu na klienta średnia opłata likwidacyjna spadła z poziomu ok. 3,5 tys. zł do ok. 1,4 tys. zł.

– Jesteśmy w połowie drogi do rozwiązania problemu ubezpieczeń z elementem inwestycyjnym. Mimo że postępowania UOKiK nie obejmowały wzorców umownych objętych przedawnieniem, w rozmowach z nami przedsiębiorcy często deklarowali objęcie swoją ofertą nie tylko konsumentów wskazanych w zobowiązaniu, lecz także pozostałych, których decyzja zobowiązująca nie mogła objąć np. ze względu na przedawnienie – informuje Małgorzata Cieloch z UOKiK.

Sprawę polis poza UOKiK i rzecznikiem finansowym na bieżąco obserwuje również Ministerstwo Finansów. Wskazuje, że ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej, która weszła w życie 1 stycznia, wprowadza wiele nowych rozwiązań, które mają wyeliminować niewłaściwe działania zakładów ubezpieczeń oraz banków w ubezpieczeniach na życie z elementem inwestycyjnym.

– Obecnie w Ministerstwie Finansów trwa analiza skuteczności rozwiązań funkcjonujących od początku 2016 r. W przypadku gdyby nowe regulacje nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, będą podejmowane dalsze działania – zapowiada resort.

Rynek monitoruje też Komisja Nadzoru Finansowego, która w trybie nadzorczym pozyskuje od zakładów szczegółowe dane dotyczące starych, ale jeszcze czynnych umów z opłatami likwidacyjnymi, które nie zostały objęte porozumieniami z UOKiK. – W zakresie nowych produktów z UFK prowadzimy przegląd wybranych ogólnych warunków ubezpieczenia pod kątem oceny, jakie opłaty w nich wprowadzono, czy są przejrzyście zdefiniowane oraz jaki skutek dla klienta wywołują ich wysokość i sposób pobierania, w szczególności czy nie są analogiczne do dotychczasowych opłat likwidacyjnych – mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.

Część rozmówców DGP zaznacza, że działania wobec polis z UFK nie powinny iść w kierunku ich całkowitej eliminacji z rynku. – To dla wielu osób wciąż jedyny szeroko dostępny produkt zachęcający do długoterminowego oszczędzania. Kontakt z ubezpieczycielami jest znacznie bardziej powszechny niż w przypadku towarzystw funduszy inwestycyjnych – twierdzi Marcin Broda. 

Rynek ubezpieczeń życiowych ewoluuje wraz ze zmianami prawnymi

OPINIA

Ubezpieczyciele w sporach sądowych dotyczących opłaty likwidacyjnej są skazani na porażkę

Wypracowanie systemowego rozwiązania problemu „polis z   UFK” wydaje się konieczne. W   mojej ocenie wszystkie zakłady ubezpieczeń w   ramach dobrych praktyk wzorem niektórych graczy powinny rozciągnąć porozumienia zawarte z   prezesem UOKiK na pozostałych konsumentów, których umowy (produkty) nie zostały objęte decyzjami zobowiązującymi. Jeżeli byłyby to dobre praktyki, nic nie stoi na przeszkodzie, aby były to rozwiązania korzystniejsze dla konsumentów niż te opisane w   decyzjach. Byłoby to nawet pożądane, bowiem soft law co do zasady ma być dla konsumentów korzystniejsze od powszechnego prawa czy rozwiązań administracyjnoprawnych. Byłby to też ze strony ubezpieczycieli kolejny potrzebny krok ku naprawie obecnej sytuacji, a   także ku poprawie nadwątlonego wizerunku.

Na dziś tylko część osób została objęta warunkami ugód z   UOKiK. Widzimy, że pozostali klienci są coraz bardziej zdesperowani i   podejmują różne działania na rzecz uwolnienia się od takich umów, bez wysokich opłat likwidacyjnych. Po publikacji II raportu rzecznika finansowego na temat umów ubezpieczeń na życie z   ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym częściej niż dotychczas konsultują się z   naszymi ekspertami co do możliwości działania. Obecnie dziennie dostajemy tyle zapytań mailowych, ile poprzednio w   ciągu tygodnia.

W przypadku istotnych dla sprawy poglądów w   postępowaniach sądowych widzimy początek fali wniosków, która będzie rosła w   kolejnych miesiącach. Już po czterech miesiącach 2016 r. wydaliśmy dwa razy tyle poglądów co w   całym 2014 r. Ostatnio tylko jedna z   kancelarii złożyła aż 13 takich wniosków. Widać więc, że II raport zachęcił do walki o   swoje prawa w   sądzie, a   istotne poglądy wydajemy właśnie na etapie postępowania sądowego.

Warto przypomnieć, że osoby, które zlikwidowały w poprzednich latach polisę z UFK i poniosły z tego tytułu straty, mogą dochodzić ich wyrównania przed sądem. Zakładamy, że ta grupa będzie w najbliższych miesiącach najczęściej zwracała się do nas z wnioskiem o istotny pogląd. Muszą jednak sprawdzić, czy ich roszczenie nie uległo przedawnieniu. Nie ma wątpliwości, że dla umów ubezpieczenia to trzy lata. Ten termin liczy się od dnia, w którym zgłaszający roszczenie lub zdarzenie otrzymał na piśmie oświadczenie ubezpieczyciela o  przyznaniu lub odmowie świadczenia. Są jednak orzeczenia sądów – przychylamy się do nich – które stoją na stanowisku, że termin przedawnienia mija po 10 latach. Takie orzeczenia pojawiają się w   razie podnoszenia przez klienta, że opłata likwidacyjna była świadczeniem nienależnym.

W naszej ocenie ubezpieczyciele w   sporach sądowych dotyczących opłat likwidacyjnych są w   większości wypadków skazani na porażkę. Opłaty likwidacyjne są bowiem powszechnie uznawane za abuzywne, co oznacza, że nie można ich pobierać, a   jeśli zostały już pobrane, to należy je zwrócić w   całości, często nawet z   odsetkami. Do tego dochodzą też koszty przegranego procesu. Klienci wyposażeni w   argumentację zawartą w   II raporcie będą częściej i   odważniej domagać się zwrotu opłat likwidacyjnych.

Z zapowiedzi medialnych słyszymy również o   konieczności rozwiązania problemów setek tysięcy osób uwikłanych w   te produkty. Do czasu pojawienia się tej regulacji ubezpieczyciele mają nadal szansę na polubowne i   satysfakcjonujące klientów rozwiązanie tego problemu, o   co apelujemy i   do czego mocno namawiamy. Powinni pamiętać, że alternatywą jest odgórna regulacja.

Plaga podwójnych agentów ubezpieczeniowych? Towarzystwa tracą cierpliwość – na Forsal.pl