Ostatnie miesiące były wyjątkowo trudne dla branży pożyczającej pieniądze. Pod koniec zeszłej kadencji Sejm uchwalił tzw. ustawę antylichwiarską. W efekcie od 11 marca 2015 r. obowiązuje limit kosztów pozaodsetkowych, co z kolei oznacza, że firmy nie zarobią już tyle co dawniej. 17 kwietnia z kolei weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. z 2015 r. poz. 1634) korzystna dla klientów, przyznająca dodatkowe uprawnienia prezesowi UOKiK, zaś tym samym ograniczająca swobodę biznesu.

Skutek? Jak zgodnie wskazują przedstawiciele Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce oraz Związek Firm Pożyczkowych: konkurencja na rynku się zacieśnia. Szacunki wskazują, że 30 proc. najmniejszych firm może upaść. I nikt nie chce znaleźć się w tym gronie.

Napad pożyczkodawców na bank

Z naszych informacji wynika, że wiele średniej wielkości firm pożyczkowych rozważa uzyskanie licencji instytucji bankowej. Co to oznacza w praktyce?

Z jednej strony firmy same wepchną się pod miecz Komisji Nadzoru Finansowego i będą musiały przestrzegać rygorystycznych regulacji obowiązujących sektor bankowy. Z drugiej jednak, dzięki takiej decyzji będą mogły przyjmować depozyty od konsumentów. Tym samym zaś – jeśli tylko ich oferta byłaby konkurencyjna wobec dużych banków – firmy te mogłyby pozyskać dodatkowy, względnie tani kapitał na udzielanie kolejnych pożyczek. Taka potrzeba jest widoczna na rynku zresztą już od kilkunastu miesięcy. Średniej wielkości firmy pożyczkowe coraz częściej decydują się na emisję obligacji – po to, by pozyskać dodatkowe środki na udzielanie pożyczek.

– Rozważamy możliwość podjęcia działań zmierzających do uzyskania licencji. Powód jest prosty: najmniejsi w ciągu roku upadną, zaś instytucje średniej wielkości będą traciły na rzecz tych największych pokroju Providenta czy Vivusa. Szukamy sposobu na co najmniej utrzymanie naszych obecnych przychodów – mówi nam członek zarządu jednej z firm.

Pożyczki dalej mocne

Pożyczki dalej mocne

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na razie licencją instytucji bankowej wydanej przez maltańską Komisję Nadzoru Finansowego posługuje się jedna firma, Ferratum Bank.

Zdaniem ekspertów w podjęciu decyzji o ewentualnym rozpoczęciu działalności w sektorze bankowym wydatnie pomoże Ministerstwo Finansów. Pracuje ono obecnie nad kompleksową regulacją, która obejmie firmy pożyczkowe.

– Projekt ustawy powinien zostać opublikowany za miesiąc, może dwa – przypuszcza Marcin Czugan, dyrektor departamentu prawno-legislacyjnego Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych.

Od jej kształtu zależą dalsze decyzje przedsiębiorców.

– Jeśli zmiany legislacyjne będą podążały w kierunku upodobniania regulacji obowiązujących sektor pożyczkowy do tych obowiązujących banki, dla wielu firm podjęcie działań zmierzających do uzyskania licencji będzie kuszące – mówił wczoraj na Kongresie Sektora Pożyczkowego Andrzej Reterski, prezes zarządu Domu Finansowego QS SA.

Tadeusz Białek, dyrektor zespołu prawno-legislacyjnego Związku Banków Polskich, na tym samym kongresie wskazywał jednak, że regulacje dotyczące banków zawsze będą bardziej restrykcyjne choćby z tego powodu, że banki mogą gromadzić depozyty klientów, które w istotnym zakresie podlegają gwarancji państwowej.

Wątpliwości przy wymianie danych

Firmy pożyczkowe w najbliższym czasie staną przed jeszcze jednym wyzwaniem. Coraz większe znaczenie przykładają one bowiem do zarządzania ryzykiem. Mówiąc prościej: jeszcze kilka lat temu w większości firm niemal każdy mógł otrzymać pożyczkę. Obecnie biznes analizuje zdolność kredytową swoich potencjalnych klientów niemal tak samo dokładnie jak banki. Tyle że robi to nadal w sposób niedoskonały. Z przekazanych wczoraj danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że 44 proc. dopisywanych przez firmy do bazy dłużników już wcześniej znajdowało się w rejestrze.

– Wiele firm, nawet jeśli wie o problemach finansowych danego klienta, udziela mu pożyczki, bo np. wcześniej spłacił poprzednią pożyczkę w terminie – wyjaśnia Jakub Obarzanek z Krajowego Rejestru Długów.

Kolejny problem pojawi się już w 2018 r. Wówczas zaczną w Polsce obowiązywać unijne regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. W istotny sposób mają one ograniczyć prawa przedsiębiorców do ich przetwarzania. Jednocześnie przepisy wyposażą generalnego inspektora ochrony danych osobowych w uprawnienie do nakładania kar sięgających nawet kilkunastu milionów złotych. Wśród firm pożyczkowych panuje więc konsternacja, na ile skuteczne będą dotychczasowe działania opierające się w dużej mierze na wymianie danych z innymi przedsiębiorcami działającymi na rynku.

– Zmiany w prawie unijnym powinny skłonić firmy do rozwijania własnych systemów weryfikowania zdolności kredytowej klientów – tłumaczył wczoraj Adam Dardas, head of collection operations w Kreditech. I wskazywał, że skuteczna może być choćby analiza oparta o sprawdzanie zachowań konsumentów na portalach społecznościowych.

– Niedawno zaczęły to robić także banki, ale warto pamiętać, że niektóre firmy pożyczkowe rozwijają takie metody analizy już od blisko dwóch lat – wskazywał Dardas.

Przywileje dla konsumentów

Przypomnijmy: ustawa antylichwiarska (Dz.U. z 2015 r. poz. 1357) wprowadziła limit kosztów pozaodsetkowych. Zgodnie z ustawą są to wszystkie koszty, które ponosimy w związku z umową o kredyt konsumencki, z wyłączeniem odsetek. Wchodzą w to więc i opłaty za rozpatrzenie wniosku, i zapłata za obsługę domową, i ewentualne ubezpieczenie pożyczki. Instytucje pożyczkowe nie mogą już naciągnąć klienta, oferując pozornie tani kredyt, a w praktyce zdzierając z niego skórę.

Firmy mogą od konsumenta pobrać w skali roku opłaty niewynikające z odsetek w wysokości maksymalnie 55 proc. wartości pożyczki. Dodatkowo łączna suma pobranych pozaodsetkowych opłat nie może przekroczyć 100 proc. wartości pożyczki.

Ograniczono też możliwość pobierania opłat windykacyjnych. Obecnie wliczają się one w kwotę odsetek maksymalnych. W praktyce niemal wszystkie liczące się na rynku firmy zrezygnowały z pobierania opłat windykacyjnych, które do niedawna potrafiły wynosić nawet kilkanaście procent wartości pożyczki.