Nawet ćwierć miliona kierowców jeździ bez ważnego ubezpieczenia OC. I ta liczba może się zwiększyć, bowiem składka będzie coraz wyższa, a kary za niedopełnienie obowiązku nadal są niskie.
Reklama



Dziś za brak polisy OC właściciel samochodu osobowego w Polsce zapłaci 3,7 tys. zł. Karać może Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który pokrywa szkody w imieniu nieubezpieczonych kierowców. Dla porównania za brak polisy w Belgii, we Francji czy we Włoszech może zostać skonfiskowany pojazd. W Niemczech można trafić do więzienia na rok, a w Luksemburgu aż na 3 lata. „W całej Europie Zachodniej kary dla nieodpowiedzialnych kierowców są znacznie surowsze niż Polsce” – wskazuje w swoim opracowaniu Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.
Jednym z możliwych rozwiązań, by ograniczyć liczbę nieubezpieczonych na ulicach, jest podniesienie kar. Niektórzy kalkulują bowiem, czy ryzyko niewykupienia polisy im się opłaca. Problem może być coraz poważniejszy, bo koszt ubezpieczenia samochodu w ostatnich miesiącach wzrósł. A będzie jeszcze drożej. Ministerstwo Zdrowia chce powrócić do koncepcji podatku Religi. Kierowcy w parapodatku doliczanym do wysokości składki ubezpieczeniowej partycypowaliby w kosztach leczenia ofiar wypadków.
Analitycy CUK Ubezpieczenia twierdzą, że może się to przyczynić również do wzrostu liczby nieubezpieczonych aut.
Przeciwny podniesieniu sankcji jest jednak sam UFG.
– Polemizowałabym ze stwierdzeniem, że kary za brak OC są w Polsce niskie. Może tak to wyglądać na tle sankcji w innych państwach Europy, gdy ktoś porównuje tylko ich wartość nominalną. Jednak gdy popatrzymy na wysokość kary za brak OC w relacji do naszych zarobków czy też w relacji do średniej ceny za polisę, to nie jest ona w Polsce już tak niska – twierdzi Aleksandra Biały, rzeczniczka UFG.
Wśród niektórych ubezpieczycieli panuje jednak inne przekonanie.
– Oczywiście, że należałoby znacznie surowiej karać. Prawda jest taka, że zachęty, o ile nie są związane z niższą ceną składki, na Polaków nie działają. Liczy się prosta kalkulacja – słyszymy od pracownika jednego z największych zakładów ubezpieczeń.
Mł. insp. Marek Konkolewski z Komendy Głównej Policji przyznaje, że rzeczywiście wielu Polaków patrzy zero-jedynkowo na ubezpieczenie OC.
– Ale tu wielka rola zakładów ubezpieczeń. Niech edukują klientów, że chodzi nie tylko o kary, lecz przede wszystkim o obowiązek rekompensaty poczynionych szkód – twierdzi policjant.
Niedopełnienie obowiązku ubezpieczenia, wynikającego z art. 29 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 392 ze zm.), wydaje się nierozsądne. Konsekwencją może być nie tylko konieczność poniesienia kary, lecz także kosztów związanych z wypadkiem.
Te zaś mogą być ogromne. Jak donosi CUK Ubezpieczenia, rekordzista w 2013 r. musiał oddać niemal 1,5 mln zł. W grę wchodzi nie tylko odszkodowanie za naprawę samochodu po wypadku, lecz także pokrycie kosztów leczenia poszkodowanych, zadośćuczynienie za kalectwo lub śmierć czy wypłata dożywotniej renty.
Przedstawiciele Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego uspokajają, że wykrywalność pojazdów bez OC rośnie.
Wiceprezes UFG Hubert Stoklas podkreśla, że wykrycie nieubezpieczonych jest coraz prostsze. Służą do tego zaawansowane technologicznie systemy informatyczne. W efekcie kierowcę bez OC może złapać nie tylko drogówka, lecz także pracownik funduszu, nie wychodząc z biura.
Nasz rozmówca z zakładu ubezpieczeń przyznaje, że rzeczywiście UFG jest coraz skuteczniejsze, ale nie zmienia to tego, że należałoby pomyśleć nad podniesieniem kar.
– W przeciwnym razie rozdźwięk między szybko rosnącą ceną ubezpieczenia, a powoli wzrastającą wysokością sankcji spowoduje, że na naszych ulicach będzie nie 250 tys. nieubezpieczonych pojazdów, lecz pół miliona – podsumowuje.