Zmiany w likwidacji szkód z OC to rewolucja dla właścicieli aut, ale nie dla finansów państwa.
ikona lupy />
Odszkodowanie z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych / Dziennik Gazeta Prawna
Może stać się tak, że bez faktury z warsztatu samochodowego właściciel nie dostanie pieniędzy z polisy. Ubezpieczyciele i branża motoryzacyjna z niecierpliwością czekają na szczegóły zmian w sposobie rozliczania szkód z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Obecnie w przypadku uszkodzeń można starać się o wypłatę na bazie kosztorysu – wtedy po wycenie gotówka trafia bezpośrednio do poszkodowanego – lub na bazie faktur wystawionych przez warsztat, który auto naprawiał.
– Branża motoryzacyjna zwróciła uwagę na praktykę w zakresie likwidacji szkód komunikacyjnych, która może przyczyniać się do mniejszych wpływów z tytułu VAT – informuje Wiesława Dróżdż, rzecznik resortu.
Dodaje, że podczas spotkania na początku lutego w Ministerstwie Finansów przedstawiciele branży wskazali, że w przypadku wypłat gotówkowych likwidacja szkód komunikacyjnych często prowadzi do nieprofesjonalnej – z pominięciem faktur czy rachunków – naprawy pojazdów, a tym samym może wpływać na zmniejszenie bezpieczeństwa pojazdów.
– Obecnie trwają analizy w celu wypracowania rozwiązań prawnych likwidujących tę praktykę – podkreśla Wiesława Dróżdż.
Z informacji, które pojawiły się po spotkaniu, wynika, że kierunek, w jakim chce pójść MF, to obowiązek fakturowego rozliczania szkód z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych.
Jak informuje Marcin Broda, ekspert branży ubezpieczeniowej z firmy Ogma, rozliczenia na kosztorys byłyby możliwe, ale pod warunkiem np. przeprowadzenia badań technicznych, a według pierwszych szacunków wpływy z VAT za większą liczbę wystawionych faktur mogą przynieść budżetowi do ok. 1,5 mld zł. Samo ministerstwo nie podało nam, na jakie wpływy z VAT liczy po takich zmianach. Taka kwota wzbudza jednak wątpliwości i ubezpieczycieli, i branży motoryzacyjnej.
– Wydaje mi się, że 1,5 mld zł to zbyt optymistyczne szacunki, ponieważ szara strefa napraw nie jest na tyle duża, aby jej ograniczenie lub zlikwidowanie wygenerowało taką kwotę. Ale nawet jeśli udałoby się odzyskać 30 proc. tej kwoty, to byłby duży sukces – ocenia Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Ubezpieczyciele twierdzą z kolei, że na problemy z osiągnięciem takiej kwoty wskazuje skala wypłat odszkodowań z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Co prawda co roku wypłacają w tym segmencie kilka miliardów złotych (według danych KNF po trzech kwartałach 2015 r. było to ok. 4,8 mld zł), ale część z nich pokrywa szkody osobowe. Nie ma dokładnych danych, ile na nie przypada, ale wskazówką mogą być dane Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, z których wynika, że wartościowo stanowią w ostatnich latach ponad 25 proc. wypłat.
Zakładając, że pozostała kwota obejmuje jedynie szkody w pojeździe, to w 2014 r. i w 2015 r. byłoby to odpowiednio nieco ponad 4 mld zł i ok. 3,6 mld zł. Część z nich przypada jednak na wypłaty na bazie faktur lub na szkody całkowite, a z informacji od kilku towarzystw wynika, że obecnie na bazie kosztorysów likwidowanych jest ok. 60–65 proc. szkód w OC komunikacyjnym. Przyjmując nawet tę górną granicę i odliczając 23 proc. VAT na usługi naprawcze przy wypłatach z 2014 r., budżet mógłby teoretycznie liczyć na 633,9 mln zł, a do września 2015 r. na 537 mln zł. Z głosów płynących z rynku wynika jednak, że obecnie wartość szkód rzeczowych w komunikacyjnych OC w rzeczywistości sięga ok. 1,5 mld zł i w najlepszym przypadku z ofakturowania napraw rząd mógłby liczyć na ok. 350–400 mln zł. – Przy czym nie należy zakładać, że wszyscy, którzy decydują się na kosztorysy i gotówkę, naprawiają auta w szarej strefie. A to oznacza, że już część potencjalnych dochodów do budżetu odpada. Na dodatek przy niewielkich uszkodzeniach poszkodowani w ogóle nie decydują się na naprawy, więc nie zasilają ani warsztatów, ani wpływów z VAT. Zgodnie z prawem i praktyką sądową to poszkodowany decyduje, jak wykorzysta wypłacone pieniądze i wcale nie musi to być naprawa auta – usłyszeliśmy od jednego z ubezpieczycieli.
Na tę kwestię zwraca uwagę rzecznik finansowy. Bartłomiej Chmielowiec z biura rzecznika wskazuje, że w segmencie napraw pojazdów z OC istnieje szara strefa i należy ją ograniczyć, ale wydaje się, że lepszym kierunkiem byłoby np. zwiększenie kontroli nad warsztatami, które nie wystawiają faktur za naprawę.

ROZMOWA

Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych

Jak ocenia pan pomysł wprowadzenia fakturowego rozliczania szkód z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych?
Trudno dyskutować z samym pomysłem uszczelniania systemu VAT, gdyż sprawa jest oczywista. Prawo musi być przestrzegane. Z pewnością konieczność przedstawienia faktury potwierdzającej naprawę uszkodzonego podczas wypadku samochodu uderzy w tych, którzy zajmują się sprzedażą części na giełdach i złomie. Zatem z punktu widzenia legalnie działających dystrybutorów oferujących części motoryzacyjne, których reprezentuje nasza organizacja, jest to ograniczenie na rynku, ale wyłącznie nieuczciwej konkurencji. Jednakże szacunki mówiące o wpływie do Skarbu Państwa kwot na poziomie 1,5 mld zł wydają się być mocno przesadzone. Rynek napraw powypadkowych, o którym tu mowa, szacować można na kwotę 2,5 mld zł, a problem dotyczy tylko części tej wartości.
Jak dużej?
Jednoznaczne określenie jest niemożliwe, ale gdyby ktoś chciał ją nawet wyolbrzymiać, z pewnością nie odważyłby się powiedzieć, iż problem dotyczy większej części niż 25 proc. napraw. Zatem mówimy tylko – i aż – o 150 mln zł z VAT.
Co wprowadzenie tego rozwiązania może zmienić na rynku napraw samochodowych? Jak wpłynie na działalność małych warsztatów i w jakim stopniu pozwoli ograniczyć szarą strefę?
Muszę protestować, gdy widzę stawianie znaku równości pomiędzy słowami „mały warsztat” i „szara strefa”. To, że ktoś prowadzi małą firmę, nie oznacza, iż działa nieuczciwie. Z pewnością zmiana uregulowań prawnych podniesie koszty napraw samochodów. Oczywiście nie można mieć złudzeń, że będzie musiało to się odbić na wysokości składek OC, ale zostawmy tę kwestię ubezpieczycielom. Najważniejsze, aby planowane zmiany w przepisach nie były w sprzeczności z dotychczasowymi regulacjami prawnymi. Mowa tu o przepisach pozwalających na naprawę samochodu przy wykorzystaniu części zamiennych pochodzących od niezależnych producentów bez logo producenta samochodu.
Dlaczego to tak ważne?
Ponieważ średnia różnica w cenie pomiędzy takimi samymi produktami z logo producenta samochodu czy też bez tego logo wynosi 70 proc., a to bardzo dużo.