Projekt przygotowało Stowarzyszenie „Stop bankowemu bezprawiu”. Proponuje, aby nowymi regulacjami objąć nie tylko konsumentów, ale także osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Nowe regulacje miałyby dotyczyć tych kredytów denominowanych lub indeksowanych w walucie obcej, które zostały udzielone po 1 stycznia 2000 r., a ich spłata została rozłożona na okres co najmniej 60 miesięcy. Restrukturyzacji miałyby zostać poddane również te, które zostały już spłacone, a także wobec których toczy się postępowanie egzekucyjne.

Postanowienia bez skutku

Najważniejszym celem ustawy ma być przekształcenie kredytu z powiązanego z kursem waluty obcej w złotówkowy. Projektodawcy chcą to osiągnąć poprzez stwierdzenie ex lege, że bezskuteczne są te postanowienia umowne, które w walucie innej niż polska wyrażają m.in. kwotę kredytu, wysokość rat, kwotę opłat i prowizji, a także wysokość zadłużenia obliczaną w przypadku wypowiedzenia umowy kredytowej. – W ten sposób zostanie po prostu potwierdzone to, co zostało już wielokrotnie stwierdzone orzeczeniami sądowymi i co wynika z prawa ochrony konsumenta: że niedozwolonym postanowieniem umownym jest postanowienie, które umożliwia przedsiębiorcy dowolne określanie wysokości zobowiązań konsumenta – tłumaczy dr Jacek Czabański, współautor projektu.

Do przeliczenia należności na złotówki stosowany ma być średni kurs NBP z dnia podpisania umowy. „W ten sposób, wszystkie parametry kredytu zostaną wyrażone wyłącznie w walucie polskiej i zostanie usunięte z umów kredytowych ryzyko kursowe, na jakie aktualnie wystawiony jest kredytobiorca” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

Tyle że – jak podkreślają prawnicy – kredyty walutowe ze swej natury związane są z takim ryzykiem.

– Zawsze gdy mamy do czynienia z walutami obcymi, musimy liczyć się z ryzykiem w tym zakresie, podobnie jak przy inwestowaniu na giełdzie czy choćby wizycie w kasynie. To są rzeczy zupełnie nieprzewidywalne – zauważa Jacek Świeca, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Świeca i Wspólnicy.

Dlatego jego zdaniem osoby, które podpisywały umowy kredytowe w walutach obcych, powinny były zdawać sobie sprawę, że kursy walut mniej lub bardziej dynamicznie lubią się zmieniać.

Jak restrukturyzować

Restrukturyzacja będzie dokonywana tylko i wyłącznie na wniosek kredytobiorców. Ci będą mieli czas na podjęcie takiej decyzji do końca 2018 r. Po otrzymaniu wniosku bank przygotuje na piśmie odpowiednie informacje dla klienta. Ten będzie mógł zażądać restrukturyzacji w ciągu dwóch miesięcy od ich otrzymania.

Jeśli tak postanowi, bank dokona przeliczenia kredytu. W tym celu obliczy, jak kształtowałyby się należne spłaty rat, gdyby został on od początku udzielony w złotych polskich. Dotychczasowe spłaty zostaną zaliczone na poczet tych należnych. Te dokonywane w walutach obcych zostaną jednak przeliczone nie według kursu stosowanego przez bank, ale według średniego kursu NBP.

Jeżeli po przeliczeniu okaże się, że suma wpłaconych dotychczas rat będzie niższa niż suma rat należnych po restrukturyzacji, kredytobiorca będzie musiał wyrównać różnicę. Natomiast w sytuacji, gdy suma ta będzie wyższa – różnica zmniejszy wysokość zadłużenia klienta banku. Gdy po przeliczeniu kredytu na złotówki rata będzie wyższa o 20 proc. lub więcej od pierwszej spłaconej, kredytobiorca będzie mógł żądać odpowiedniego wydłużenia okresu spłaty, jednak nie więcej niż o 10 lat.

Co ciekawe, klient nie będzie musiał się zgodzić z wyliczeniami poczynionymi przez bank. Jeżeli uzna, że są one nieprawidłowe, będzie mógł zwrócić się do sądu o ustalenie zasad restrukturyzacji kredytu. Opłata od takiego wniosku wyniesie 100 zł.

Spłacone kredyty

Ustawa miałaby objąć również te kredyty, które zostały już spłacone, oraz te, wobec których prowadzona jest egzekucja. W przypadku tych pierwszych bank, po otrzymaniu wniosku klienta, będzie musiał przedstawić mu na piśmie informację o tym, jak po restrukturyzacji wyglądać będzie saldo rozliczenia. Jeżeli byłoby korzystne dla kredytobiorcy, bank miałby obowiązek zwrócić mu nadpłatę w ciągu 30 dni od złożenia wniosku. Natomiast – jak czytamy w uzasadnieniu projektu – „jeżeli po restrukturyzacji to bank miałby mieć roszczenie wobec kredytobiorcy (co jest przypadkiem teoretycznie możliwym), jest oczywiste, że kredytobiorca nie dokona takiej restrukturyzacji”.

Jeżeli chodzi natomiast o kredyty, wobec których toczy się postępowanie egzekucyjne, twórcy projektu proponują, aby banki miały obowiązek sprawdzenia, czy po ich restrukturyzacji wypowiedzenie również byłoby zasadne.

– Jeżeli okaże się, że kredytobiorca nie zalegał ze spłatami, wypowiedzenie uznaje się za bezskuteczne, a umowa kredytowa trwa dalej – tłumaczy dr Czabański.

W przeciwnym wypadku projekt daje klientowi prawo żądania zrestrukturyzowania kredytu, co powinno prowadzić do zmniejszenia wysokości jego zadłużenia wobec banku.

Zwolnienie się z długu

W projekcie znalazł się również zapis, który ma umożliwić całkowite zwolnienie się z długu wobec banku. W tym celu wystarczy, że zadłużony przekaże bankowi nieruchomość stanowiącą zabezpieczenie kredytu.

– To rozwiązanie jest konieczne, gdyż banki udzielały kredytów na 100 proc. lub nawet więcej wartości nieruchomości. To była praktyka niepożądana zarówno ze względu na bezpieczeństwo depozytów, jak i samych klientów banków – podkreśla dr Czabański.

Jak tłumaczy, w ten sposób kredytobiorca dawał się złapać w pułapkę: nieruchomości nie może sprzedać, gdyż roszczenia banku przekraczają jej wartość, a jednocześnie nie ma możliwości uwolnienia się od długu w inny sposób niż ogłoszenie upadłości. I właśnie w takich sytuacjach opisywane rozwiązanie miałoby zastosowanie.

– W przypadku gdy nieruchomość jest warta więcej niż dług, dłużnik przecież zawsze może ją sprzedać na rynku i spłacić bank, sobie zatrzymując nadwyżkę – wyjaśnia dr Czabański.

Zdaniem autorów projektu proponowane rozwiązanie wymusi na bankach rozsądniejsze udzielanie kredytów w przyszłości, a kredytobiorcom, którzy nie są już w stanie płacić rat, pozwoli wyrwać się z pułapki zadłużenia.

Zyski czy straty

Projekt podzielił prawników. Część z nich uważa bowiem, że w ten sposób próbuje się przerzucić na banki całe ryzyko związane z kredytami walutowymi. – Nie przesadzajmy z prokonsumenckim podejściem! Jestem przekonany, że wszystkie umowy zawierały klauzulę o możliwości zmiany kursu, zaś klienci, skuszeni korzystnym kursem w chwili zawierania umowy działali po prostu w granicach ryzyka gospodarczego – uważa mec. Świeca.

Jednak jego zdaniem największym kuriozum jest uzasadnienie projektu, a w szczególności informacja, że zmniejszenie wysokości rat płaconych obecnie przez frankowiczów (bo do tego de facto restrukturyzacja się sprowadzi) spowoduje straty dla banków w kwocie ok 1,2 mld zł.

– Jednak zdaniem projektodawcy to niedużo, bo banki przecież i tak dużo zarabiają – zauważa mec. Świeca. I podkreśla, że w jego opinii projekt ten jest sprzeczny z konstytucyjnymi i cywilnoprawnymi zasadami pewności prawa, swobody umów oraz wieloma innymi regułami dotyczącymi swobodnego obrotu gospodarczego.

Autorzy propozycji ripostują.

– Projekt będzie miał niewielki wpływ na finanse banków. Jeżeli wszyscy zadłużeni skorzystaliby z restrukturyzacji, to przychody sektora bankowego zmniejszą się rocznie o ok. 2 proc., to jest o kwotę 1,2 mld zł. Wystarczy jednak, że kurs franka spadnie do poziomu 3,5 zł, a kredyty złotówkowe będą generować dla banków większe przychody, niż obecne kredyty frankowe, a więc pozycja finansowa banków jest bezpieczna. W zamian likwidujemy systemowe ryzyko w postaci uzależnienia setek tysięcy polskich rodzin od kursu waluty obcej – podkreśla dr Czabański.

Jego zdaniem banki nie powinny mieć teraz pretensji, gdyż poniekąd same doprowadziły do tak trudnej sytuacji kredytobiorców. Jak przypomina, nie informowały w sposób rzetelny o ryzyku kursowym. Przekazywały tylko ogólną informację o tym, że kursy walutowe mogą się zmieniać.

– Co ciekawe, Komisja Nadzoru Finansowego w swoich rekomendacjach zakładała zaledwie 20-proc. wzrost kursu. Tym trudniej oczekiwać, że przeciętny konsument mógł się spodziewać 50 czy 100-proc. wzrostu kursu, do jakiego w rzeczywistości doszło. Na dodatek, zamiast normalnej umowy kredytu, konsumenci otrzymywali skomplikowany instrument w postaci kredytu połączonego z kontraktami terminowymi na walutę obcą – kwituje dr Czabański.

Prezydent nie podjął jeszcze decyzji, czy i w jakim kształcie wniesie do Sejmu projekt przygotowany przez stowarzyszenie. Obecnie trwa seria spotkań, na których dyskutuje się nad wariantami rozwiązań. – Rozważane jest, czy regulacje powinny objąć tylko konsumentów w wąskim ujęciu, czy także konsumentów np. prowadzących swoją działalność. Są również pewne wątpliwości co do tego, czy ustawa powinna zajmować się także kredytami spłaconymi oraz tymi, wobec których toczy się postępowanie egzekucyjne – mówi mecenas Barbara Garlacz, która brała udział w spotkaniu z prezydentem jako doradca prawny stowarzyszenia „Stop bankowemu bezprawiu”.