Zastąpienie stawki WIBOR nowym wskaźnikiem, darmowe wakacje kredytowe i więcej pieniędzy dla Funduszu Wsparcia Kredytobiorców – to założenia programu pomocy osobom dotkniętym przez gwałtowny wzrost stóp procentowych i rat kredytów, z jakim mamy do czynienia od kilku miesięcy. Plan przedstawił wczoraj w Katowicach Mateusz Morawiecki.

– Diabeł tkwi w szczegółach. Na podstawie prezentacji trudno o całościowy obraz. Widać jednak, że proponowane są rozwiązania, które znacząco wpłyną na sytuację kredytobiorców – ocenia Andrzej Powierża, analityk Domu Maklerskiego Banku Handlowego.

Banki dorzucą 3,5 mld zł do funduszu, który ma podnosić stabilność sektora

Reklama

Premier zaprezentował wyliczenia dotyczące kosztów dla banków i korzyści dla klientów po wprowadzeniu nowych rozwiązań. Likwidacja WIBOR-u, co ma nastąpić na początku przyszłego roku, ma spowodować zmniejszenie wysokości rat kredytobiorców w sumie o ok. 1 mld zł. Wakacje kredytowe – w tym i w przyszłym roku można będzie nie zapłacić ośmiu rat, zostaną one przeniesione do spłaty na później – powinny zostawić w kieszeniach klientów 2,2 mld zł w skali roku. 1,4 mld zł w tym i 2 mld zł w przyszłym roku ma być przeznaczone na powiększenie FWK (warunki uruchomienia pomocy dla konkretnego kredytobiorcy pozostaną bez zmian).

Do tego dochodzi uruchomienie kolejnego funduszu, który ma podnosić stabilność sektora bankowego. Ma on być zasilony przez banki kwotą rzędu 3,5 mld zł. Mowa o tzw. systemie ochrony instytucjonalnej, który wprowadza nowelizacja ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych.

Reklama

– Część propozycji była już dyskutowana pomiędzy sektorem bankowym a instytucjami sektora publicznego – komentuje Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Po inicjatywach dotyczących pomocy spłacającym kredyty, z jakimi wychodziła w ostatnim czasie opozycja, wczoraj plan wsparcia przedstawił premier
- Proponujemy wakacje kredytowe w roku 2022 i 2023 dla kredytobiorców, którzy będą mieli trudność ze spięciem budżetów domowych i będą chcieli skorzystać z takich wakacji. Jedna rata kredytowa w kwartale w roku 2022 i 2023 zostanie przesunięta do spłaty bez odsetek. Łącznie w tym okresie będzie to osiem rat - podkreślał Mateusz Morawiecki.
- Wakacje kredytowe przypominają rozwiązania wprowadzone na czas pandemii, z tym że teraz będą one darmowe. Rząd szacuje, że koszt dla sektora to 2,2 mld zł w skali roku, ale jeśli ten mechanizm byłby dostępny dla wszystkich, to może to być nawet 8 mld zł w skali roku - komentuje Andrzej Powierża, analityk Domu Maklerskiego Banku Handlowego.
Osoby z poważniejszymi problemami będą mogły skorzystać z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Według Morawieckiego pomoc będą mogły uzyskać rodziny, gdzie co najmniej jedna osoba ma status bezrobotnego, obsługa zadłużenia przekracza połowę dochodu lub dochód na członka rodziny jest mniejszy niż dwukrotność minimum socjalnego. Takie zasady obowiązują już teraz. Z poniedziałkowego komunikatu Komisji Nadzoru Finansowego wynika jednak, że w grę wchodzą „zmiany operacyjne w zakresie procedowania wniosków”.
Stopy procentowe i rynkowe / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Zasoby FWK mają być powiększone z ok. 600 mln zł do 2 mld zł. Źródłem pieniędzy będą same banki. O wysokości funduszu decyduje Komitet Stabilności Finansowej, w którego skład wchodzą minister finansów, prezesi Narodowego Banku Polskiego i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego oraz przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Do uruchomienia dodatkowej składki wystarczy jego uchwała. W ostatnich latach systematycznie powtarzał, że powiększenie FWK nie jest potrzebne.
Oprocentowanie w górę, jak chciał premier
- Banki komercyjne nadmiernie korzystają z rosnących stóp procentowych. Dziś, mam nadzieję, że we wszystkich prowadzone są pilne analizy dotyczące podniesienia stóp na depozyty dla ludzi i dla firm - stwierdził wczoraj Mateusz Morawiecki. - Nie czekajcie dłużej, ponieważ jest to nadmierny zysk, który pojawia się w waszych portfelach, niesprawiedliwy zysk - apelował. Przed przyjściem do rządu Morawiecki był przez kilka lat prezesem banku.
Żeby skłonić instytucje finansowe do działania, resort finansów w maju podnosi o 1 pkt proc. oprocentowanie obligacji detalicznych o terminie zapadalności od 2 do 12 lat. Będzie ono wynosiło co najmniej 3 proc.
W bankach są dostępne depozyty z oprocentowaniem rzędu 3-4 proc., a nawet wyższym. Dotyczą one jednak ofert promocyjnych, które mają zachęcić do otwarcia konta lub wpłaty dodatkowych pieniędzy na rachunek. Niechęć banków do podnoszenia oprocentowania w rytm podwyżek stóp NBP wynika z dużej nadpłynności sektora. ©℗
GO, ŁW
Z korzyścią dla klientów ma być również zastąpienie WIBOR-u, który jest podstawą wyliczania oprocentowania kredytów hipotecznych (ale również innych kredytów i instrumentów finansowych), przez nową stawkę. - Apelowaliśmy długo o to, by banki wypracowały bardziej przejrzysty i sprawiedliwy mechanizm kalkulowania kosztów kredytu niż WIBOR. Niestety, nie doszło do tego aż do obecnego momentu. Dlatego od 1 stycznia 2023 r. razem z regulatorem rynku, ale przede wszystkim we współpracy z Sejmem, narzucimy obowiązek posługiwania się inną niż WIBOR transparentną stawką pochodzącą z rynku międzybankowego depozytów overnight (jednodniowych - red.) - mówił Morawiecki.
Stawka WIBOR 3M przekracza już 5,7 proc., a WIBOR 6M zbliża się do 6 proc. Na początku października ub.r., przed rozpoczęciem przez Radę Polityki Pieniężnej serii podwyżek stóp procentowych, wynosiły ok. 0,25 proc.
Premier nie przedstawił szczegółów „reformy WIBOR-u”. Odniesienie do jednodniowych transakcji międzybankowych może wskazywać, że w grę wchodzi zmiana podobna do tej, na jaką zdecydowali się Szwajcarzy. Tam od początku tego roku stopy LIBOR (podstawa do wyliczania oprocentowania również w kredytach we frankach udzielanych w przeszłości przez polskie banki) zostały zastąpione stawkami SARON. Są one kalkulowane na bazie oprocentowania umów depozytów zawieranych między sobą przez banki (instytucje finansowe robią tak w celu regulowania swojej płynności). Trzymiesięczny SARON to złożenie jednodniowych stóp z trzech ostatnich miesięcy. Analogicznie jest wyliczana stopa sześciomiesięczna.
W Polsce jednodniowa stawka to Polonia, publikowana codziennie przez Narodowy Bank Polski. Od stycznia 2005 r., kiedy została wprowadzona, wynosiła średnio 2,68 proc. Średnia dla trzymiesięcznego WIBOR-u to w tym czasie 3,16 proc.
W Szwajcarii, żeby zachować warunki finansowe kontraktów zawartych w przeszłości, przy przejściu z LIBOR-u na SARON zastosowano współczynniki korygujące. U nas raczej nie będzie o tym mowy. Z prezentacji Morawieckiego wynika, że na likwidacji WIBOR-u kredytobiorcy mają oszczędzić kwotę rzędu miliarda złotych.
- Kierunek jest słuszny, zgodny z ideą unijnego rozporządzenia BMR, która chce, by wskaźniki referencyjne miały charakter transakcyjny. Problem w tym, że szansa, żeby wprowadzić nową stawkę w spokojny, łagodny sposób, nie została wykorzystana. Dzisiaj tego typu działania podważają WIBOR, który jest zatwierdzony przez nadzór - wskazuje Andrzej Powierża.
Administratorem WIBOR-u jest spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych. Funkcjonujące dziś stawki są formalnie zgodne z unijnym rozporządzeniem BMR dotyczącym tzw. wskaźników referencyjnych. Zapowiadana przez premiera interwencja ustawowa dotycząca WIBOR-u może nie być wystarczająca. Unijne rozporządzenia stosuje się bowiem w krajach UE bezpośrednio.
„Urząd KNF oczekuje, że wszelkie działania niezbędne do rozpoczęcia opracowywania nowego wskaźnika zostaną zrealizowane przez odpowiedniego administratora we współpracy z sektorem bankowym w możliwie najkrótszym czasie” - deklaruje nadzorca krajowego rynku finansowego.
- Część propozycji była już dyskutowana pomiędzy sektorem bankowym a instytucjami sektora publicznego. Jesteśmy w sytuacji nadzwyczajnej. Kto myślał o tym, że może nastąpić tak gwałtowny wzrost inflacji? Nikt nie spodziewał się też takiego rozwoju sytuacji w Ukrainie, a wcześniej covidu. W takiej sytuacji muszą być rozważane różne warianty - mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. - Trzeba zważyć różne racje. Trzeba pamiętać o wszystkich interesariuszach: klientach, deponentach, ale też akcjonariuszach - również tych w OFE i TFI. Musimy uwzględniać też konieczność utrzymania stabilności sektora i jego zdolności do finansowania rozwoju gospodarki - zaznacza przedstawiciel sektora bankowego. Podkreśla, że strategiczną kwestią jest zahamowanie inflacji.
„Zaprezentowane rozwiązania stanowią w ocenie Urzędu KNF kompleksowy pakiet, równoważący interesy uczestników rynku finansowego, w tym kredytobiorców, którzy historycznie decydowali się na różne rodzaje produktów kredytowych, akceptując różny poziom ryzyka związanego z tymi produktami” - stwierdził w komunikacie Urząd KNF.
Giełdowy indeks WIG-Banki spadł wczoraj o prawie 5 proc. Żaden inny indeks branżowy nie zanotował na poniedziałkowej sesji tak dużej zniżki. Od początku roku WIG-Banki stracił 20 proc. ©℗
OPINIA
Zmiana zasad w czasie gry przyniesie fatalne skutki
dr Adam Czerniak Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Kolegium Gospodarki Światowej Katedra Ekonomii, Zakład Ekonomii Instytucjonalnej i Politycznej / Materiały prasowe
Zastąpienie stawki WIBOR nowym wskaźnikiem jest jak zmiana reguł w trakcie gry. Chociaż przyniesie doraźną ulgę kredytobiorcom, to niesie koszty ekonomiczne i społeczne. Przede wszystkim nie rozwiązuje jednak przyczyny dzisiejszych problemów - polityki mieszkaniowej opartej na zachęcaniu Polaków do brania kredytów o zmiennym oprocentowaniu.
Skala i tempo wzrostu stóp procentowych, z jakimi mamy do czynienia są bezprecedensowe. Polacy, którzy zaciągnęli w ostatnich latach kredyt na zakup mieszkania, muszą płacić raty o ponad połowę wyższe niż przed rokiem. Dla wielu jest to poważny problem, bo poza ratami kredytu rosną również stawki za prąd czy czynsz oraz ogólne koszty życia. W takiej sytuacji naturalne jest dążenie przez polityków do wsparcia tej grupy.
Spora część zaproponowanych w ostatnich tygodniach rozwiązań, choć na pierwszy rzut oka prostych i korzystnych, jest w rzeczywistości bardzo niebezpieczna. Do tej grup zwodniczo kuszących propozycji zalicza się również ta ogłoszona wczoraj przez premiera. Zgodnie z nią od początku 2023 r. do wyliczania rat kredytów hipotecznych ma być zastosowany nowy, niższy wskaźnik, który zastąpi stosowane do tego celu od ponad dwóch dekad stawki rynku międzybankowego (tzw. WIBOR).
Zamrożenie rat podniesie inflację
Podstawowym problemem z propozycją zamiany stawki WIBOR na nowy wskaźnik jest to, że osłabia działania podjęte przez NBP w celu zbicia inflacji. Zgodnie z teorią ekonomii podwyżki stóp procentowych obniżają przyszłą inflację na trzy podstawowe sposoby - poprzez umocnienie kursu walutowego, obniżenie tempa wzrostu inwestycji i obniżenie tempa wzrostu konsumpcji. Najważniejszym obecnie mechanizmem jest ten ostatni, bo kurs walutowy zależy od wielu czynników i zmiany stóp mają na niego relatywnie niski wpływ, a inwestycje firm już od wielu lat są bardzo niskie i zaostrzenie polityki pieniężnej już nie będzie w stanie ich znacząco obniżyć.
Bardzo ważne zatem jest to, aby przyjrzeć się mechanizmowi wpływu podwyżek stóp procentowych na konsumpcję. Po pierwsze, gdy rośnie oprocentowanie kredytów udzielanych firmom, to spadają ich zyski i zmniejsza się ich skłonność do podnoszenia wynagrodzeń. Zapobiega to powstawaniu tzw. spirali cenowo-płacowej, czyli sytuacji, w której wzrost cen powoduje wzrost żądań płacowych, a wzrost płac podnosi następnie popyt, napędzając dalszy wzrost cen. Po drugie i najważniejsze, wraz z zacieśnianiem polityki pieniężnej rosną raty kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych udzielanych gospodarstwom domowym, co zmniejsza wysokość dochodów, które Polacy mogą przeznaczyć na konsumpcję towarów i usług. W rezultacie zmniejszają się popyt i presja na dalszy wzrost cen.
Rada Polityki Pieniężnej (RPP), która podejmuje decyzje o podwyżkach stóp, doskonale zdaje sobie sprawę z tych mechanizmów i na bieżąco je analizuje. Zacieśniając politykę pieniężną, chce, by stawka WIBOR wynosiła tyle, ile wynosi obecnie, a Polacy płacili wyższe raty. Tylko w ten sposób jest bowiem w stanie zaradzić rosnącej inflacji. Powracające jak mantra rozwiązania - od wprowadzania kontroli cen i płac po ustawowe ograniczanie marż i rozbijanie monopoli - były już w ostatnim stuleciu empirycznie sprawdzane i za każdym razem okazywały się nieskuteczne. W praktyce oznacza to, że proponowane obniżenie wskaźnika służącego do obliczania rat kredytów hipotecznych ograniczy skuteczność jedynego narzędzia walki z inflacją, jakim dysponuje RPP.
W rezultacie, jeżeli propozycja premiera wejdzie w życie, to RPP będzie musiała w 2023 r. jeszcze wyżej podnieść stopy procentowe, aby obniżyć inflację. Spowoduje to wzrost nowego wskaźnika oprocentowania i zniweluje korzyści finansowe wynikające z rządowych propozycji. Zajmie to jednak czas i wydłuży okres potrzebny na zbicie inflacji.
Zwiększanie nierówności
Niekorzystne są niestety też pomysły opozycji. Przykładowo Lewica zaproponowała trwałe zamrożenie stawek WIBOR na poziomie z grudnia 2019 r. Taka pomoc miałaby objąć tylko osoby, które zaciągnęły kredyty hipoteczne na zakup pierwszego mieszkania. Również ta propozycja ogranicza skuteczność RPP w walce z inflacją i wymusi mocniejsze podwyżki stóp. W rezultacie dobrze zarabiający 30-latek, który kupił na kredyt swoje pierwsze mieszkanie w centrum Warszawy, zostanie objęty programem pomocowym, a rodzina z Kalisza z trójką dzieci, która zdecydowała się na zamianę swojego własnościowego mieszkania na większe i skorzystała z finansowania bankowego, prawdopodobnie nie zostanie nim objęta i będzie płacić jeszcze wyższe raty, niż gdyby pomoc 30-latkowi nie została wprowadzona. Tego typu arbitralność propozycji zamrażających stawki WIBOR jest szkodliwa społecznie. Co więcej, rozszerzenie pomocy na kolejne grupy kredytobiorców jedynie zwiększa powyższe nierówności. Im więcej bowiem osób zostanie objętych propozycją Lewicy, tym większe koszty walki z inflacją będzie musiała ponieść grupa tych, która na pomoc się nie załapie.
Wszelkie propozycje manipulacji przy stawkach WIBOR tworzą ponadto bardzo niebezpieczny precedens. Generują nierówności społeczne między tymi, którzy zaciągnęli kredyt, a tymi, którzy z niego zrezygnowali w obawie o wzrost stóp. Część Polaków wzięła sobie bowiem do serca ubiegłoroczne ostrzeżenia ekonomistów przed podwyżkami i zaniechała zakupu wymarzonego mieszkania na kredyt, bo dzisiaj miałaby kłopot ze spłacaniem rat. Jeżeli jednak rząd obniży lub zamrozi stawki WIBOR, to nie tylko wystrychnie na dudka tych, co z zaciągnięcia kredytu zrezygnowali, ale także stworzy zachętę do przyjmowania na siebie nadmiernego ryzyka przez kredytobiorców w przyszłości.
Zapobieganie zamiast leczenia
Największą ułomnością toczącej się obecnie debaty jest brak refleksji nad tym, jak mogliśmy do obecnej sytuacji dopuścić. Ci, co dzisiaj kwestionują podstawy wyliczania stawek WIBOR, rok temu milczeli - nie sygnalizowali, że koszt pieniądza w gospodarce jest zbyt niski. A szkoda, bo to wówczas dziesiątki tysięcy Polaków brały kredyty, których raty wyliczane są na podstawie WIBOR. Sprzeciwu i wątpliwości, że kredyty są zbyt tanie, nie zgłaszali również politycy. Wręcz przeciwnie - chcieli, aby jeszcze więcej Polaków zaciągnęło trudne do spłaty zobowiązania o zmiennym oprocentowaniu. Przykładowo obecny rząd wdrożył program gwarancji kredytowych na wkład własny dla osób o niskim majątku. Na szczęście wejdzie on w życie dopiero teraz, kiedy już nikt z niego nie będzie mógł skorzystać. Gdyby bowiem został uruchomiony rok temu, to natychmiast musielibyśmy tworzyć fundusz pomocowy dla osób korzystających z gwarancji na wkład własny.
Od lat dominującym narzędziem polskiej polityki mieszkaniowej w Polsce jest „wsparcie kredytobiorców”, czyli - mówiąc wprost - przerzucanie kosztów finansowania budowy mieszkań na barki tych, co zaciągają kredyty hipoteczne o zmiennym oprocentowaniu. To na nich, a nie na państwie czy sektorze finansowym spoczywa cały ciężar zasypywania luki mieszkaniowej w Polsce. Powoduje to regularne powstawanie napięć i kryzysów społecznych - od kwestii tzw. kredytów frankowych aż do obecnego sporu, czy stawka WIBOR dobrze odzwierciedla koszt pieniądza.
Jeżeli propozycja premiera wejdzie w życie, to RPP będzie musiała w 2023 r. jeszcze wyżej podnieść stopy
W pierwszej kolejności niezbędne jest zatem trwałe przesunięcie ryzyka stopy procentowej z kredytobiorcy na bank, który jako jedyny podmiot jest w stanie się przed tym ryzykiem skutecznie zabezpieczyć. Do powszechnego użytku muszą wejść kredyty hipoteczne ze stałą - na pięć, 10, a nawet 20 lat - stopą procentową. Polska jest bowiem jednym z nielicznych wysoko rozwiniętych krajów na świecie, w którym praktycznie wszystkie kredyty udzielane są ze zmiennym oprocentowaniem. Nawet w Czechach czy na Węgrzech raty kredytów mieszkaniowych są ustalone na kilka lat z góry i tamtejsi kredytobiorcy nie muszą się martwić o ich wzrost. Na najbardziej rozwiniętych rynkach finansowych kredyty o zmiennym oprocentowaniu są przeznaczone wyłącznie dla inwestorów-spekulantów o wysokich dochodach.
Popularyzacji kredytów o stałej stopie procentowej nie da się jednak osiągnąć poprzez apele premiera do prezesów banków. Potrzebne jest aktywne współdziałanie wielu organów państwa - rządu, NBP i nadzoru finansowego. Do natychmiastowego wdrożenia jest szereg rozwiązań, od zmian wag ryzyka po powołanie rządowej agencji skupującej listy zastawne finansujące akcję kredytową banków. Szeroko zakrojone i dobrze zaplanowane działania umożliwiłyby nawet konwersję już udzielonych kredytów mieszkaniowych na takie o stałym, niższym od bieżącego oprocentowaniu. W ten sposób rząd wyleczyłby przyczynę, a nie musiałby doraźnie leczyć skutki. Problem adekwatności stawek WIBOR rozwiązałby się bowiem sam. ©℗