Z propozycją ugód wyszedł w grudniu Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Chciałby on przeliczenia kredytów tak, jakby od początku były w złotych. Taka operacja pozwoliłaby na zmniejszenie zadłużenia klientów. Wiązałaby się jednak ze stratami banków. Nadzór szacuje je na ok. 35 mld zł.
– Bank od początku, kiedy ta propozycja się pojawiła, prowadził intensywne prace analityczne. Staramy się oszacować skutki ewentualnego scenariusza ugodowego, zestawić z alternatywnymi scenariuszami i doprowadzić do sytuacji, w której jako zarząd będziemy gotowi do podjęcia decyzji. Na dziś nie jest możliwe określenie, czy zarząd będzie rekomendować zaangażowanie w ugody – mówił akcjonariuszom Przemysław Gdański, szef BNP Paribas Bank Polska.
– Zarząd co do zasady sprzyja tej koncepcji, ale zanim bank dołączy do programu, należy uwzględnić następujące ważne aspekty: korzystne opinie lub przynajmniej brak sprzeciwu ze strony instytucji publicznych, wsparcie realizacji programu przez NBP, poziom pewności prawnej dotyczącej ugód podpisanych z kredytobiorcami oraz wpływ rozliczeń podatkowych i konsekwencje dla kapitału – wyliczał na walnym zgromadzeniu Millennium prezes banku Joao Bras Jorge.
Reklama
Wśród instytucji publicznych istotne znaczenie ma stanowisko Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Problem pewności prawnej dotyczy zaś tego, czy klienci, którzy zdecydowaliby się na ugody, w przyszłości będą mogli zakwestionować je przed sądami.
– Bank jest w trakcie ankiety wśród klientów. Jeśli zarząd podejmie decyzję co do uczestniczenia w programie, przedstawi ją do zatwierdzenia radzie nadzorczej oraz walnemu zgromadzeniu. Wynika to z tego, że przystąpienie do programu będzie miało ogromne implikacje dla wyniku finansowego i kapitałów banku. Konwersja 100 proc. portfela skutkowałaby kosztem na poziomie 5,1 mld zł przed podatkiem – wskazywał prezes Millennium. – Warto wspomnieć o potencjalnych implikacjach uchwał Sądu Najwyższego zaplanowanych na 13 i 15 kwietnia. Ich wynik jest na tym etapie nieznany, ale ufamy w sprawiedliwość Sądu Najwyższego. W szczególności trudne do zrozumienia byłoby, gdyby kredytobiorcy we franku mieli lepszą sytuację niż ci, którzy zaciągnęli kredyt w złotówce – zakończył.
13 kwietnia Izba Cywilna Sądu Najwyższego w pełnym składzie ma odpowiedzieć na zestaw pytań I prezes SN dotyczących tego, jak traktować spory na linii frankowicze – banki. Dwa dni później pytaniami rzecznika finansowego zajmie się siódemkowy skład SN, którego uchwała może przybrać kształt zasady prawnej. Te dwa posiedzenia powinny przesądzić, czy przepisy pozwalają na funkcjonowanie kredytów złotowych z oprocentowaniem opartym na stawkach dla franka szwajcarskiego, a także czy w przypadku unieważniania umów bankom przysługuje tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału.
W skrajnym przypadku rozstrzygnięcia SN mogą kosztować sektor bankowy ponad 200 mld zł. Banki będą musiały bowiem na nowo wycenić wartość kredytów. Nie oznacza to, że nawet po pozytywnych dla klientów uchwałach SN kredytobiorcy natychmiast odzyskają pieniądze od banków. Będą musieli wygrać z nimi sprawy sądowe, co może potrwać kilka lat. Przystąpienie przez banki do ugód po rozstrzygnięciach SN sprawiłoby, że korzyści dla klientów byłyby mniejsze, ale pojawiłyby się szybciej.
PKO BP i Bank Ochrony Środowiska zwołały już walne zgromadzenia, na których udziałowcy nie tylko wysłuchają informacji na temat problemu frankowego, lecz także mają uchwalić formalne zgody na zaoferowanie ugód klientom frankowym.
Walne zgromadzenie mBanku zakończyło się już po zamknięciu tego wydania DGP. – Bank zawarł w przeszłości ok. 80 tys. kontraktów dotyczących kredytów we frankach. Ten portfel w największym stopniu uderzył w wyniki finansowe. Fala skierowanych przeciwko bankowi pozwów spowodowała, że bank zdecydował się odpisać kwotę ok. 1 mld zł – mówił prezes Cezary Stypułkowski.
Kredyty frankowe w polskich bankach