Reklama
– Nie liczyliśmy tych kwot. Jest bardzo dużo wariantów umów. W niektórych sytuacjach korzystniejsze byłoby unieważnienie, niektóre osoby chciałyby „odfrankowienia”. Jeszcze inaczej jest w sytuacji, gdy np. bank wypowiedział umowę kredytu – uważa Arkadiusz Szcześniak, prezes Stop Bankowemu Bezprawiu, stowarzyszenia frankowiczów.
Banki najbardziej zabolałoby uznanie, że ze względu na zapisy abuzywne umowy kredytowe powinny być unieważniane, a okres przedawnienia roszczeń liczy się od chwili wypłaty kredytu. Oznaczałoby to bowiem, że banki nie mogą domagać się zwrotu pożyczonych ponad dekadę temu pieniędzy. Klienci mogliby natomiast żądać zwrotu rat sięgających wstecz nawet 10 lat. Wtedy sami bankowcy szacują straty na niemal 300 mld zł. – To abstrakcyjne liczby. One mają na celu tylko przestraszyć sędziów SN. Tak wysokie kwoty nie są możliwe, bo obecne saldo tych kredytów to ok. 100 mld zł – mówi Szcześniak. W tym przypadku znaczenie ma jednak nie tylko bieżąca wartość należności, ale też wielkość rat zapłaconych w przeszłości.
Zbliżone wyliczenia prezentuje Andrzej Powierża, analityk w Domu Maklerskim Banku Handlowego. Według niego, „pytanie o przedawnienie” może być warte ponad 190 mld zł. Koszt „odfrankowienia” Powierża wylicza na 66 mld zł, a unieważnienia kredytów na 84 mld zł; gdyby banki mogłyby uzyskiwać wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, strata stopniałaby do 34 mld zł. – Dla różnych banków w różnych miejscach jest próg bólu. Getin Noble już nie spełnia wymogów kapitałowych. Przy scenariuszu, który w skali sektora kosztowałby ponad 40 mld zł, o podwyższeniu kapitału musi myśleć Millennium – mówi Powierża.
W oczekiwaniu na wykładnię Sądu Najwyższego trwają prace nad modelem ugód banków z klientami. Rozwiązanie zakładające potraktowanie kredytów frankowych tak, jakby były udzielone w złotych, zaproponował w grudniu Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. W piątek cytowany przez PAP Tomasz Chróstny, szef Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, stwierdził, że ugody mogą być korzystne dla klientów pod warunkiem, że będą oni odpowiednio poinformowani o skutkach zmian w umowach z bankami.
– Warto uświadomić sobie, co te miliardowe kwoty będą oznaczały – mówi członek zarządu jednego z „frankowych” banków. Według niego niektóre instytucje mogą nie przetrwać, co wiązałoby się z koniecznością wypłaty środków gwarantowanych i utratą przez klientów depozytów przekraczających kwotę gwarantowaną, konieczność interwencji państwa i problemy dla całej gospodarki. ©℗