Z nieoficjalnych informacji wynika, że kilka dużych sieci handlowych oraz część obecnych na polskim rynku koncernów paliwowych grozi wytoczeniem procesu sądowego firmom dostarczającym im terminale do obsługi kart płatniczych. Żądają zwrotu niesłusznie pobranej prowizji od transakcji rozliczonych od początku tego roku. W skali całego kraju może chodzić nawet o 400 mln zł. Sprawa ma związek z nowelizacją ustawy o usługach płatniczych, która obniża do 0,5 proc. maksymalny poziom interchange. Prowizja ta, jaką detaliści, za pośrednictwem agentów rozliczeniowych, czyli operatorów terminali, odprowadzają do banków – wydawców kart płatniczych, wynosi dziś ok. 1,3 proc.

Nowelizacja ustawy, o której mowa, weszła w życie 1 stycznia 2014 r. Znalazł się w niej jednak artykuł dający sześć miesięcy na dostosowanie umów do jej warunków. I tu pojawia się problem, ponieważ najwięksi akceptanci wraz z reprezentującą ich Fundacją Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego uważają, że okres przejściowy stosować można jedynie do umów zawartych przed końcem ubiegłego roku, a wszystkie kontrakty podpisane po 1 stycznia 2014 r. powinny zawierać już obniżone stawki. Odmiennego zdania są banki oraz organizacje płatnicze, takie jak MasterCard i Visa, które ustalają wysokość interchange.

W tej sytuacji między młotem a kowadłem znaleźli się agenci rozliczeniowi, którzy tylko pośredniczą w przekazywaniu interchange od detalistów do banków. Na polskim rynku funkcjonuje kilkanaście podmiotów tego rodzaju, ale rządzą cztery: eService, należący do PKO BP, Pekao SA oraz międzynarodowe firmy First Data i Elavon. Gdyby agenci chcieli postąpić zgodnie z interpretacją przedstawianą przez FROB, musieliby do interesu dokładać, przekazując bankom większą prowizję, niż otrzymywaliby od sklepów. A to nierealne. Ich łączne przychody szacuje się na 500 mln zł rocznie, a to niewiele więcej niż wartość sporu, o który idzie handlowcom.

Zdaniem przedstawiciela jednego z agentów rozliczeniowych, który poprosił o zachowanie anonimowości, działania podejmowane przez akceptantów, a skierowane przeciwko operatorom terminali, mają za zadanie wywrzeć presję na MasterCarda i Visę, by te szybciej obniżyły stawki interchange. – Jeżeli jednak okazałoby się, że sąd przyzna akceptantom prawo do niższej stawki już od stycznia tego roku, wszystkie konsekwencje tej decyzji poniosą agenci rozliczeniowi, którzy nie będą w stanie uzyskać zwrotu kosztów od organizacji płatniczych – uważa nasz rozmówca.

Czy detaliści mają szansę wygrać? – Przede wszystkim będą musieli wykazać, że zawarta w opłacie akceptanta interchange jest wyższa niż 0,5 proc. wartości transakcji – mówi Jan Byrski z kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy. Jego zdaniem będzie to możliwe w dwóch przypadkach: albo zawarta po 1 stycznia tego roku umowa jest skonstruowana na podstawie schematu interchange plus inne opłaty, w którym wysokość prowizji interchange jest podana wprost, albo akceptant otrzymał od agenta rozliczeniowego informację na temat wysokości i struktury pobieranej od niego opłaty. Wówczas sądowi pozostanie orzeczenie, która interpretacja daty wejścia w życie limitu na interchange jest obowiązująca. Obecnie część umów jest oparta na schemacie interchange plus, a część nie ma wyszczególnionych części składowych.