Jeżeli klient banku, który zawarł umowę na kredyt konsumpcyjny, zrezygnuje z ubezpieczenia, które było rodzajem zabezpieczenia, albo z innych dodatkowych usług obniżających oprocentowanie, może zostać ukarany przez bank podwyższeniem odsetek. Górną granicą będzie jednak zawsze maksymalny limit wprowadzony przez ustawę antylichwiarską. Tymczasem kredytodawcy często wprowadzają w błąd, sugerując, że mogą regulować stawkę procentową dowolnie, jeżeli klient zmienia warunki podpisanej wcześniej umowy.

Tak było w przypadku jednego z naszych czytelników, któremu w ubiegłym roku BZ WBK zaproponował kredyt z oprocentowaniem w wysokości 15,99 proc. pod warunkiem zakupu polisy od utraty pracy. W razie gdyby klient na ubezpieczenie się nie zdecydował, oprocentowanie miało wzrosnąć o 4 pkt proc., czyli do 19,99 proc. Wówczas dopuszczalny limit oprocentowania wynosił ponad 20 proc. Czytelnik na warunki przystał, jednak gdy stopy procentowe spadły, a wraz z nimi dopuszczalny maksymalny limit oprocentowania, postanowił zrezygnować z ubezpieczenia. Pracownik oddziału BZ WBK stwierdził jednak, że nawet jeżeli limit oprocentowania jest niższy (obecnie wynosi 16 proc.), to bank ma prawo podnieść stawkę do 19,99 proc. W rzeczywistości przepisy tego zabraniają. – Ubezpieczenie wykupione przez klienta jest jednym z elementów zabezpieczenia kredytu. W umowie powinno być zapisane, czy po zaprzestaniu opłacania polisy klient musi przedstawić inną formę zabezpieczenia albo podwyższa mu się oprocentowanie. Ale to oprocentowanie musi być dostosowane do obowiązującego limitu. W ustawie nie ma od niego odstępstw – mówi Katarzyna Marczyńska, arbiter bankowy przy Związku Banków Polskich. Jej zdaniem jeżeli bank w takiej sytuacji zażąda wyższych odsetek, klient powinien złożyć reklamację, domagając się przestrzegania obowiązującego limitu. A jeżeli i to nie pomoże, pozostaje złożenie skargi do arbitra bankowego lub ewentualnie droga sądowa.

Ważne jednak, że jeżeli w przyszłości stopy procentowe będą rosły, a wraz z nimi maksymalny limit, bank będzie mógł podnosić oprocentowanie kredytu aż do zapisanego pierwotnie w umowie poziomu, w przypadku naszego czytelnika – do 19,99 proc.

Zdaniem analityków spektakularny spadek stóp procentowych, z jakim mamy do czynienia od kilku miesięcy, to zła wiadomość dla części banków sprzedających kredyty konsumpcyjne. Maksymalny limit oprocentowania jest na poziomie zbyt niskim, by sprzedaż kredytów niektórym klientom była opłacalna. – Banki stosują więc różne wybiegi, by podnosić swoje dochody innym sposobem niż zwiększenie odsetek. Jeżeli klient się na to nie zdecyduje, stosują oprocentowanie zaporowe – mówi Michał Krajkowski, analityk DK Notus. Standardem stała się przy okazji udzielania kredytów wiązana sprzedaż ubezpieczeń na życie lub od utraty pracy. Jednak zdaniem analityków, decydując się na zakup takich polis, klient nie zawsze dostaje realną korzyść, bo wypłata świadczeń z tych ubezpieczeń obwarowana jest często wieloma warunkami. Bank za ich sprzedaż dostaje jednak prowizję od zakładu ubezpieczeniowego, podnosząc w ten sposób swoje przychody.

Eksperci podkreślają, że sprzedając kredyty konsumpcyjne, banki coraz częściej namawiają klientów nie tylko do zakupu ubezpieczeń, lecz także zakładania rachunków osobistych czy zakupu kart kredytowych, co do niedawna było stosowane tylko przy kredytowaniu nieruchomości.

Klient powinien złożyć reklamację, zgłosić się do arbitra albo sądu