W świecie finansów niewiele jest zasad tak jednoznacznych i obowiązujących powszechnie, jak w naukach ścisłych. Jedną z tych nielicznych jest z pewnością ta mówiąca, że nie ma zysku bez ryzyka oraz że te parametry inwestycyjne są ze sobą ściśle związane. Dlaczego wszyscy wierzą w prawo grawitacji, a nie wszyscy zdają sobie sprawę z relacji ryzyka i zysku? Prawdopodobnie dlatego, że w finansach znajdziemy wiele przykładów zdających się nie potwierdzać naszego prawa, trwających czasem wiele lat anomalii, sprawiających, że o jego istnieniu zapominamy oraz niekonsekwencji, utrudniających jego zastosowanie. Dodatkowo ocenę komplikuje zmienność oceny ryzyka i zysku w czasie i wpływ ubocznych czynników, takich jak na przykład inflacja.

Dla ilustracji tych problemów warto podać kilka przykładów. Jako stopę zysku wolną od ryzyka przyjmuje się stawki rynku międzybankowego lub oprocentowanie obligacji skarbowych lub krótkoterminowych bonów skarbowych. W naszych warunkach to kilka procent, biorąc pod uwagę wszystkie te punkty odniesienia, można przyjąć, że jest to od 4 do 7 proc. Ale kilkanaście lat temu oprocentowanie polskich obligacji sięgało 20-30 proc., czyli znacznie więcej, niż oferował Amber Gold. Czy to oznacza, że wiarygodność polskich obligacji była tak niska i inwestycja w nie tak ryzykowna? Częściowo tak, ale sprawa wygląda inaczej, jeśli przypomnimy, że w tamtych czasach inflacja sięgała kilkudziesięciu procent rocznie. A więc zysku i ryzyka nie możemy rozpatrywać w oderwaniu od tego czynnika.

Dla odciętego od bieżących informacji gospodarczych i finansowych obserwatora, porównującego rentowność obligacji Polski, Grecji, Hiszpanii i Włoch, wniosek że Polska jest bliska bankructwa i wkrótce poprosi o międzynarodową pomoc finansową, byłby jak najbardziej uzasadniony. A rzeczywistość jest przecież odmienna.

Dlaczego przeciętny Polak, patrząc jedynie na suche liczby, miałby podejrzewać, że oferując kilkunastoprocentowe zyski Amber Gold to firma obiecująca gruszki na wierzbie i chcąca go oszukać, skoro zewsząd słyszy, że złoto to bezpieczna przystań i pewna lokata kapitału, nie tylko dla drobnych ciułaczy, ale największych inwestorów finansowych i banków centralnych? W dodatku większość prognoz mówi o dalszym wzroście cen, a patrząc na notowania kruszcu w ciągu ostatnich dwunastu lat, można odnieść nieodparte wrażenie, że na złocie nie można stracić.

Notowania złota i roczne stopy zwrotu

Notowania złota i roczne stopy zwrotu

źródło: Materiały Prasowe

Właśnie na przykładzie złota można mówić o największej chyba anomalii, która zdaje się nie potwierdzać naszej zasady o zysku i ryzyku. W każdym z dwunastu ostatnich lat roczna stopa zwrotu z inwestycji w złoto była dodatnia. W najgorszych latach wynosiła od 2,5 do 6,5 proc. W najlepszych sięgała 20-30 proc. Na tym rynku widać było tylko zysk i to bardzo wysoki i ani śladu ryzyka. Nic dziwnego więc, że większość parabanków i podobnych firm właśnie złoto uznało za najlepszy wabik na klientów.