W większości państw funkcjonują instytucje, które – działając poza nadzorem bankowym – obiecują klientom wyższe od standardowych zyski. Kraje radzą sobie z problemem, mówiąc oględnie, różnie.
Podobna do sprawy Amber Gold afera wybuchła 10 lat temu na Słowacji. Jednego dnia upadło aż pięć parabanków (tzw. nebankowek), które wcześniej wydawały krocie na reklamy, przyciągając 200 tys. klientów – głównie starszych i niezamożnych – obietnicą 40-proc. zysku. Okazało się, że za parabankami stał najbogatszy niegdyś Słowak Jozef Majsky, który dorobił się na początku lat 90. na podejrzanym handlu z krajami powstałymi po upadku ZSRR. Proces Majsky’ego trwa do dziś, bo biznesmen odwleka go, wykorzystując kruczki proceduralne. – Czuję zaniepokojenie. Szybki wyrok leży w interesach zarówno państwa, jak i ofiar – mówiła tygodnikowi „Plus 7 Dni” minister sprawiedliwości Słowacji Lucia Żitnanska.
Z kolei obywatele Niemiec, według danych organizacji ochrony praw konsumentów Stiftung Warentest, rocznie tracą na działalności parabanków 30 mld euro. Nad Renem działają one głównie jako fundusze powiernicze. W 2007 r. wybuchła afera związana z działalnością pracowników firmy AWD, którzy nieuczciwie doradzali swoim klientom kupno lokat w zaprzyjaźnionych funduszach. Skusiło się 6 tys. klientów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.