Według GUS średnie oprocentowanie lokaty terminowej dla osób fizycznych w Polsce to dzisiaj 1,6 proc. Średni wzrost cen, czyli inflacja za ostatni rok, to z kolei już 2,6 proc. Co gorsze, według zgodnej opinii większości analityków i ekonomistów, nie jest to krótkotrwały stan tymczasowy. Według najnowszej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego w 2020 r. inflacja w ciągu roku ma wynosić przeciętnie 2,8 proc., a w 2021 r. – 2,4 proc. W drugiej połowie bieżącego roku ma być średnio na poziomie 2,2 proc. Wygląda więc na to, że poniżej poziomu 2 proc. rocznie wskaźnika wzrostu cen szybko nie zobaczymy.
Tymczasem główna stopa procentowa w NBP to tylko 1,5 proc. i według słów prezesa banku centralnego Adama Glapińskiego nie ma żadnych szans na to, aby ona wzrosła do końca 2021 r. Na ostatniej konferencji prasowej prezes wręcz zasygnalizował, że w przyszłości pierwszą zmianą stóp może być obniżka, a nie podwyżka. To wszystko sprawia, że ludzie posiadający oszczędności i chcący na nich zarabiać mają poważny problem.
W bankach można znaleźć lokaty oprocentowane wyżej, nawet takie na 4 proc. rocznie, ale oszczędzanie na nich jest dość trudne. Zazwyczaj takie warunki są oferowane tylko nowym klientom, trzeba więc założyć nowe konto w nowym banku. Te lokaty są zwykle tylko trzymiesięczne, 4 proc. jest w skali roku, więc aby faktycznie dostać takie odsetki, trzeba w ciągu roku trzy razy zakładać nowe rachunki w kolejnych bankach. Czasami pojawiają się przy tym inne warunki dodatkowo utrudniające korzystanie z takich lokat, na przykład wymóg założenia w tym samym banku rachunku ROR, gdzie ma być przelewane wynagrodzenie.
Dla tych, którzy nie mają cierpliwości do żonglowania lokatami bankowymi, pozostają obligacje Skarbu Państwa. Istnieją wśród nich takie, których konstrukcja zakłada ochronę przed inflacją, niezależnie od tego, ile ona wynosi, ale też nie są pozbawione wad.
Na portalu ObligacjeSkarbowe.pl możemy kupić cztery rodzaje obligacji indeksowanych inflacją: czteroletnie, sześcioletnie, dziesięcioletnie i dwunastoletnie. Najlepsze warunki ma oczywiście ta najdłuższa. Jej oprocentowanie to roczna stopa inflacja plus aż 2 proc. marży. Jednak taka stawka pojawia się dopiero od drugiego roku oszczędzania. W pierwszym roku odsetki wynoszą 3,2 proc. Po odczekaniu tego roku robi się naprawdę interesująco, bo na przykład przy obecnej inflacji 2,6 proc. można oczekiwać oprocentowania na poziomie 4,6 proc. Są tu jednak trzy haczyki. Po pierwsze inflacja zmienia się co miesiąc, a oprocentowanie obligacji tylko raz w roku. Jeśli kupimy ją np. w lipcu, wtedy będzie się ono nam zmieniać co roku w lipcu i będzie wynosić tyle inflacja miesiąc wcześniej (każdorazowo czerwcowa) plus marża. Jeśli więc zdarzy się pechowo, że akurat w czerwcu wskaźnik inflacji znacząco spadnie, a potem po paru miesiącach znów wzrośnie, to nasza obligacja i tak na to nie zareaguje.
Po drugie, odsetki są naliczane co roku, ale nie są wypłacane, tylko doliczane do naszego rachunku. Dzięki temu po 12 latach zarobimy więcej, ale minusem jest to, że te środki są zamrożone i nie możemy z nich korzystać przez bardzo długi okres. Po trzecie, jeśli się uprzemy, to możemy te obligacje sprzedać przed czasem i pieniądze odzyskać, ale wtedy płacimy 2 zł prowizji od każdej obligacji, która początkowo kosztuje 100 zł. Czyli mówiąc inaczej, prowizja wynosi 2 proc. początkowej wartości naszej inwestycji.
Istnieją też obligacje sześcioletnie o identycznej konstrukcji, tylko niższych odsetkach. Z kolei czteroletnie i dziesięcioletnie różnią się tym, że tam coroczne odsetki są nam wypłacane, dostajemy więc każdego roku przelew. Oczywiście wysokość oprocentowania także jest inna: im krótszy termin obligacji, tym niższe odsetki.
Jest jeszcze jeden warunek, aby oszczędzać w ten sposób: trzeba albo fizycznie pójść do PKO BP, bo tylko ten bank pośredniczy w sprzedaży, albo mieć z tym bankiem zawartą umowę umożliwiającą zakupy obligacji przez internet.
Na tym kończą się możliwości w miarę bezpiecznego chowania się z oszczędnościami przed inflacją – lokaty bankowe są gwarantowane przez państwo do wysokości 100 tys. euro, a ryzyko bankructwa państwa i utraty kwot zainwestowanych w obligacje jest znikome (chociaż większe niż zero).
Można próbować oszczędzać na rynku nieruchomości, akcji, złota albo w funduszach inwestycyjnych, ale trzeba pamiętać o tym, że po pierwsze jest tam większe ryzyko, co oznacza, że oszczędności możemy stracić, a po drugie, najczęściej są tam wyższe opłaty bądź prowizje. Dodatkową wadą popularnego w Polsce inwestowania w nieruchomości jest też niska płynność tego rynku. Mieszkania nie da się sprzedać, wciskając enter w komputerze jak w przypadku akcji czy obligacji. Zaczęły one ostatnio szybciej drożeć. Według NBP np. w Poznaniu w ciągu roku mieszkania podrożały średnio o ponad 16 proc, w Łodzi o ponad 15 proc., a w Warszawie i Krakowie – o ponad 13 proc.
Można też zamiast oszczędzania skupić się na konsumpcji i zdecydować na większe zakupy, może nawet na kredyt. Wszak jeszcze nigdy nie był on tak tani jak dzisiaj. Inflacja zwykle bardziej sprzyja zadłużonym niż oszczędzającym.