Napięcie polityczne w kwestiach gazowych pomiędzy Berlinem a Moskwą sięgnęło zenitu po tym, jak rząd Scholza przejął kontrolę nad niemiecką spółką córką Gazpromu, a Kreml odpowiedział kontrsankcjami, pozbawiając Niemcy części dostaw błękitnego paliwa.
Niemcy zamierzają zrezygnować do końca roku z rosyjskiej ropy – niezależnie od tego, jaką decyzję w sprawie embarga podejmie ostatecznie Unia Europejska. Zwrot w polityce Berlina, na który czekaliśmy od początku tej wojny, wreszcie się dokonał. Rząd Olafa Scholza, który jeszcze miesiąc temu był głównym hamulcowym decyzji, by sankcje UE przeciw Rosji objęły dostawy surowców energetycznych, wreszcie ugiął się pod presją, a może nawet dostrzegł w nich swój interes. Największy odbiorca gazu i ropy ze Wschodu, główny w ostatnich dekadach partner putinowskiej Rosji na Zachodzie, odwraca się od szkodliwego dla naszego regionu modelu biznesowego w sektorze energii.
Nie oznacza to, że Polska i jej sojusznicy mogą odtrąbić dyplomatyczny sukces. W dalszym ciągu toczy się gra o uderzenie tu i teraz w surowcowe dochody Kremla. Stopniowe wygaszanie dostaw nie wystarczy, żeby podważyć jego możliwości finansowania wojny. Rząd Mateusza Morawieckiego wydaje się to rozumieć, o czym świadczy podnoszenie przez niego na forum UE różnych wariantów cła na rosyjskie węglowodory. Tego typu rozwiązania cieszą się szerokim poparciem wśród ekonomistów, od dawna propagują je think tanki, takie jak brukselski Instytut Bruegla. A potrzeba ich wdrożenia będzie tym bardziej paląca, jeśli Brukseli nie uda się ostatecznie przeforsować naftowego embarga. Inaczej firmy, z krajów, które będą rugować rosyjskie paliwa – jak Polska, Niemcy czy Holandia – będą zmuszone konkurować z podmiotami korzystającymi z przecenionych produktów ze Wschodu.
Reklama

Czy gazociąg NS2 zostanie rozebrany?

O tym, że NS2 był błędem, mówi nawet Sigmar Gabriel, wicekanclerz w gabinecie Angeli Merkel i jeden z najsilniej kojarzonych z prorosyjską linią polityków SPD. – Błędem było niesłuchanie opinii krajów Europy Wschodniej, gdy sprzeciwiały się one Nord Stream 2. To był też mój błąd – powiedział w zeszłym miesiącu „Die Welt”. Sami socjaldemokraci tracą poparcie na rzecz znacznie bardziej „jastrzębich” w podejściu do Wschodu, Zielonych i opozycyjnej CDU, która coraz śmielej krytykowała w ostatnich tygodniach zachowawczą politykę kanclerza. Najnowszą emanacją tego trendu jest wynik wyborów w najludniejszym landzie Niemiec, Nadrenii Północnej-Westfalii: SPD przegrało tam z chadekami różnicą 9 pkt, a Zieloni potroili swój wynik sprzed 5 lat.
Z rozbiórki NS2 nie warto rezygnować. Tym bardziej że – jak pokazuje impas wokół płatności za gaz – zachodni biznes podchodzi do derusyfikacji niechętnie i niewykluczone, że jak tylko wojenny kurz opadnie, zacznie się lobbing za uruchomieniem gazociągu. Postulat demontażu NS2 ma rosnące grono zwolenników również wśród niemieckich ekologów, którzy obawiają się, że porzucona infrastruktura spowoduje zanieczyszczenie Bałtyku. – Skoro gazociąg nie jest już potrzebny, musi zostać usunięty – przekonuje w „Die Zeit” Kim Detloff, ekspert Niemieckiego Stowarzyszenia Ochrony Przyrody. Obawy dotyczące m.in. emisji metanu z pozostawionej w morzu infrastruktury podziela także organizacja Deutsche Umwelthilfe (DUH).
Warto wykorzystać fakt, że na początku maja Gazprom zapowiedział częściowe uruchomienie gazociągu na cele krajowe. A ostatnie manipulacje dostawami szlakiem ukraińskim stały się przyczynkiem do fali spekulacji o wznowieniu presji na uruchomienie NS2. Rząd niemiecki jednoznacznie odrzuca taką możliwość. – Nord Stream 2 po rosyjskim ataku na Ukrainę jest naprawdę martwy i nikt nie myśli o powrocie do tego projektu – zapewniła rzeczniczka resortu klimatu i gospodarki Annika Einhorn.