Po marcowych wyborach parlamentarnych Holendrzy prawie dziewięć miesięcy czekali na umowę koalicyjną. Głosowanie odbyło się przed terminem z powodu skandalu, który wybuchł wokół nieprawidłowości przy udzielaniu świadczeń rodzinnych. Nowy rząd, tak jak wcześniej, powstał w oparciu o cztery ugrupowania: Ludową Partię na rzecz Wolności i Demokracji, Demokratów 66, Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny i Unię Chrześcijańską. Zaprezentowana 15 grudnia umowa koalicyjna jest krótkim i skąpym w szczegółach szkicem planów koalicji rządzącej na następne cztery lata. Pracami rządu nadal będzie kierował Mark Rutte, który funkcję premiera sprawuje nieprzerwanie od 2010 r.
Rozdział o klimacie i energetyce, a także o transformacji holenderskiego przemysłu, już w pierwszych zdaniach zapewnia, że „celem rządu jest transformacja energetyczna kraju i ochrona klimatu, w której wezmą udział wszyscy obywatele – i nikt nie pozostanie w tyle”. Holandia zamierza ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 60 proc. do 2030 r., o 70 proc. do 2035 r. i o 80 proc. do 2040 r. Ma to być osiągnięte poprzez wdrożenie systemu opłat dla samochodów z silnikami spalinowymi, budowę nowych elektrowni jądrowych oraz rozbudowę sieci przesyłowych. Holenderska transformacja energetyczna przez następne 10 lat ma być finansowana z funduszu klimatycznego, który będzie dysponował sumą 35 mld euro, z czego 5 mld ma pójść na rozbudowę energetyki jądrowej.