Kwestia ceny

Postanowił on zweryfikować resortowe wyliczenia. I choć wyniki zbliżone są do tych podanych przez ministerstwo (sprowadzają się odpowiednio do 19,6 roku oraz 14,7), to – jak podkreślają eksperci – należy je uznać za raczej optymistyczne.

Zdecydowany sprzeciw IEO budzi zaś powielany w kolejnych projektach sposób określania ceny zakupu energii elektrycznej z mikroinstalacji: wynosić ona ma 80 proc. średniej ceny z poprzedniego roku (18 gr/kWh). W opinii instytutu taka cena w żaden sposób nie przyczyni się do rozwoju segmentu prosumenckiego (przydomowego) energetyki odnawialnej. „Jest to bowiem cena 2,5-krotnie niższa od przychodów ze sprzedaży energii i świadectw pochodzenia z dużych instalacji OZE, a także cena porównywalna z ceną zakupu energii ze zamortyzowanych elektrowni węglowych, co jest ewenementem na skalę światową” – czytamy w komentarzu IEO.

W piśmie podkreśla się, że taka cena za energię, w dodatku oddawaną do sieci na niskim napięciu (bez strat na przesyle w celu dalszego wykorzystania), w żadnym wypadku nie może być nazwana instrumentem wsparcia ani promocji OZE. „Proponowany przepis byłby usankcjonowaniem przez krajowego ustawodawcę trwałej dyskryminacji tego sektora, wbrew celom dyrektywy unijnej, która legła u podstaw prac nad projektem ustawy o OZE” – akcentują przedstawiciele instytutu. Zdaniem IEO zaprezentowana w projekcie propozycja całkowicie ignoruje realne uwarunkowania rynkowe i oczekiwania społeczne w Polsce.

Kwestia filozofii

Samo jednak podwyższenie ceny zakupu z 80 proc. średniej ceny giełdowej prądu w poprzednim roku do 100 proc. – o co między innymi bezskutecznie apelowały Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Środowiska – w opinii instytutu niewiele zmieni. „Należy wyrazić uznanie dla ministerstw, które w narzuconych obecnie warunkach stanowienia prawa w zakresie OZE chcą obronić ideę energetyki obywatelskiej i wizerunek rządu. Jednak najbardziej przygnębiająca konkluzja dotyczy samego przedmiotu sporu (niestety »o pietruszkę«) i wyboru przykładu obliczeniowego do analizy” – akcentuje instytut.

Jak się bowiem okazuje, gdyby dla instalacji podanej w przykładzie (fotowoltaika o mocy 3 kW) uwzględniono postulat, aby sprzedaż energii do sieci odbywała się w cenie 100 proc., to okres zwrotu nakładów skróciłby się jedynie o... 1–2 miesiące (większa moc elektrowni wyraźniej zmieniłaby wyniki). „Konieczność walki ministerstw o to, aby nawet nie tyle umożliwić rozwój, ale zapobiec ewidentnej dyskryminacji energetyki prosumenckiej, jest wręcz żenująca, biorąc choćby pod uwagę brak kontrowersji politycznych w kwestii utrzymywanego latami nadmiarowego wsparcia dla innych technologii (np. współspalania) i utrzymywanie go w nowym projekcie regulacji” – wskazuje IEO.

W jego opinii, aby uczynić krajową energetykę prawdziwie nowoczesną i realnie poszerzyć krąg beneficjentów regulacji (zwłaszcza o szerokie kręgi dotychczas wykluczonych), zmienić trzeba nie jeden artykuł projektu, ale cały system – przede wszystkim filozofię podejścia do OZE i energetyki w ogóle.

Konieczność walki resortów z ewidentną dyskryminacją jest żenująca

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach