Do najbliższego poniedziałku sprzedawcy prądu mogą składać prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki wnioski dotyczące taryf na przyszły rok dla odbiorców indywidualnych. Jak wynika z informacji URE, dotychczas zrobiło to dwóch sprzedawców: Enea i PGE Obrót. Mogą się na to zdecydować także pozostali sprzedawcy z urzędu: Tauron i Energa. Ze źródeł w branży uzyskaliśmy informacje, że zarówno największa grupa PGE, jak i pozostałe spółki chcą wyższych stawek w związku z ponoszonymi kosztami.

Nawet jeśli prezes URE nie zaakceptuje proponowanych podwyżek, jak miało to miejsce w zeszłym roku, rachunki dla odbiorców końcowych najpewniej i tak wzrosną w związku z nową opłatą. Od nowego roku ma ona pokrywać koszty funkcjonowania rynku mocy w Polsce. URE nie wyliczył jednak jeszcze jej stawki. Szacunkowy koszt opłaty mocowej to 45 zł za 1 MWh. Gospodarstwa domowe zużywają średnio ok. 2 MWh prądu rocznie, co by oznaczało, że koszt opłaty dla odbiorców indywidualnych może wynieść ok. 90 zł na rok. Na otarcie łez rząd planuje wyzerowanie opłaty kogeneracyjnej na przyszłorocznych rachunkach za prąd – obciążenie to wynosiło rocznie ok. 3 zł na gospodarstwo domowe.

Eksperci zastrzegają jednak, że trudno dziś jednoznacznie przesądzić o poziomie cen prądu w przyszłym roku, bo spadają ceny hurtowe i najpewniej spadnie zapotrzebowanie. Wpływ przewidywanych podwyżek opłaty mocowej na przyszłoroczny poziom cen oszacował już Narodowy Bank Polski: ma to dodać 0,4 pkt proc., co sprawi, że inflacja wyniesie 2,6 proc.

Wzrosty nie będą drastyczne

Listopad to czas składania wniosków taryfowych przez sprzedawców energii. Zatwierdzone cenniki powinny obowiązywać od przyszłego roku. Jeśli prezes Urzędu Regulacji Energetyki nie zaakceptuje wniosków, to do czasu ich akceptacji będą obowiązywać dotychczasowe stawki. Na rachunkach odbiorców od początku roku i tak pojawi się jednak nowa pozycja – opłata mocowa, której wejście w życie zostało już przesunięte z początku października.

– Na finalny rachunek dla odbiorcy końcowego składa się kilka elementów. Po pierwsze hurtowa cena energii, po drugie opłata dystrybucyjna i inne narzuty typu opłata OZE, a od przyszłego roku również opłata mocowa – wylicza Kamil Kliszcz, analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Zaznacza, że ceny hurtowe na rynku terminowym TGE, na którym spółki obrotu zabezpieczają około 80 proc. dostaw na kolejny rok, są niższe niż rok wcześniej. – Myślę, że co najmniej o 30 zł za megawatogodzinę. Równocześnie mamy perspektywę wejścia opłaty mocowej szacowanej na ok. 45 zł na megawatogodzinę. W efekcie myślę, że należy się liczyć ze wzrostem kosztów dla odbiorcy końcowego, natomiast nie powinny to być jakieś drastyczne wzrosty – podsumował Kliszcz.

Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii podkreśla, że na ceny energii w przyszłym roku będzie działać wiele czynników i trudno jeszcze przewidzieć ostateczny skutek. – Teoretycznie na rynku hurtowym nie powinno być drożej, bo widzimy, że na rynku terminowym ceny spadają, ale na rynku detalicznym mogą być podwyżki – zaznacza.

Według niej w hurcie presja cenowa została zdjęta dzięki rynkowi mocy. Obciąży on jednak rachunki odbiorców finalnych dodatkową opłatą. Zdaniem rozmówczyni DGP ceny w 2021 r. mogą być hamowane niższym zapotrzebowaniem ze względu na przedłużający się quasi-lockdown. – Jest jeszcze kwestia uwolnienia cen prądu dla gospodarstw domowych, co według wytycznych Unii powinno nastąpić od stycznia 2021 r., a Polska powinna chronić tylko odbiorców wrażliwych. Także w związku z rynkiem mocy powinniśmy znieść taryfy dla gospodarstw domowych – wskazuje ekspertka.

Uzyskiwanie podpisu

URE ma do końca listopada opublikować wysokość opłaty, która ma pokryć koszty funkcjonowania rynku mocy. Ma on zapewnić rezerwy mocy, a przez to stabilne dostawy prądu do odbiorców przyłączonych do krajowej sieci. W Polsce będą za to odpowiadać głównie modernizowane elektrownie węglowe. Dlatego rynek mocy jest traktowany jako źródło wsparcia branży.

Jak się dowiedzieliśmy, urząd nie jest jeszcze w stanie wyliczyć nowej opłaty. Czeka na rozporządzenie resortu klimatu, w którym ma być wskazany sposób wyznaczenia godzin przypadających na szczytowe zapotrzebowanie na moc w systemie. W odniesieniu do gospodarstw domowych opłata mocowa będzie zależeć od zużycia. W przypadku przedsiębiorstw decydować będzie zużycie w szczycie poboru.

Resort klimatu odpowiedział DGP, że projekt rozporządzenia „znajduje się obecnie na etapie uzyskania podpisu ministra klimatu i środowiska. Wejście w życie rozporządzenia planuje się przed końcem bieżącego tygodnia”.

Poszkodowani stabilni

Opłata niepokoi przemysł. Zwłaszcza firmy zużywające duże ilości prądu, jak huty, cementownie, zakłady chemiczne czy papiernicze.

– Nie wypracowano mechanizmu, który dawałyby szanse na redukcję tej opłaty odbiorcom o stabilnym poborze, którzy w przeciwieństwie do podmiotów charakteryzujących się dużą zmiennością nie powiększają kosztów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa krajowego systemu elektroenergetycznego. Bez wprowadzenia takiego mechanizmu koszt rynku mocy będzie dla zakładów przemysłowych zabójczy – mówi DGP Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu.

Pytany przez nas o komentarz do postulatów przemysłu energochłonnego resort klimatu odpisał, że koszty funkcjonowania rynku mocy zostały, zgodnie z ustawą o rynku mocy, podzielone na wszystkich odbiorców energii elektrycznej. „Stąd też obniżenie kosztów ponoszonych przez jedną grupę odbiorców spowoduje podniesienie kosztów dla pozostałych. Ponadto koszty te oraz zasady funkcjonowania rynku mocy wymagają notyfikacji przez Komisję Europejską, a zatem zmiany w tym zakresie wymagałyby ponownego podjęcia rozmów na poziomie Unii Europejskiej” – wskazuje ministerstwo.

W kwietniu Komisja Europejska zgłosiła uwagi do polskiego pomysłu na ulgę dla przedsiębiorstw energochłonnych, a bez jej zgody rząd jej nie wprowadzi.

Resort zapewnia, że prowadzi stały dialog z Komisją Europejską na temat rozwiązań rynku mocy: „Naszą intencją jest zapewnienie sprawiedliwego podziału opłat mocowych. Wszystkie ewentualne uzgodnienia znajdą swoje odzwierciedlenie w przepisach ustawowych”.

Julita Żylińska, współpraca Łukasz Wilkowicz