Możliwe, że resort aktywów państwowych już wkrótce ogłosi plan leczenia zapchanych węglem i przynoszących straty zakładów.
Niewykluczone, że w obliczu pandemii i pogłębiających się problemów górnictwa decyzje co do przyszłości branży zostaną przyspieszone. O tym, że pomysł na nią możemy poznać w najbliższych dniach, mówi w rozmowie z DGP Karol Manys, rzecznik Ministerstwa Aktywów Państwowych. Przyznaje, że sytuacja w górnictwie jest trudna i pogłębił ją koronawirus, ale wicepremier Jacek Sasin jest zdeterminowany, by „wyprowadzić ją na prostą”.
Pod koniec lutego Sasin zapowiedział, że chce do połowy roku stworzyć model konsolidacji w spółkach energetycznych. − Tutaj trudno też uciec od pytania o miejsce w nim spółek górniczych – mówił.
Reklama

Liczy się stopa zwrotu

W zeszłym tygodniu reporterka TOK FM Daria Klimza podała na Twitterze, powołując się na nieoficjalne źródła, że zmiany mogą polegać na „uśpieniu” dwóch z trzech kopalni Tauronu i likwidacji dwóch zakładów Polskiej Grupy Górniczej (Pokój i Wujek). Najbardziej efektywne kopalnie tej grupy z Rybnickiego Okręgu Węglowego miałyby z kolei trafić do PGE. To mogłoby sygnalizować chęć podzielenia, a ostatecznie wygaszenia PGG. Rzecznik resortu aktywów stanowczo jednak zaprzecza. − Nie ma takich decyzji – podkreśla Manys.

Reklama
− Rozparcelowanie kopalni PGG między spółki energetyczne można by rozważać przed koronawirusem i w ramach szerszej konsolidacji, tworzenia koncernów multienergetycznych, ale teraz, w warunkach spadku zużycia prądu i ograniczenia przychodów, zbytnio by je to obciążyło.
– Może jedynie PGE by to wytrzymała − mówi DGP specjalizujący się w sprawach energetycznych Łukasz Batory, partner w kancelarii Banasik Woźniak i Wspólnicy.
W przedświąteczny czwartek Polska Grupa Energetyczna poinformowała, że jej zarząd podjął decyzję o zamykaniu projektów o niezadowalającej stopie zwrotu, zwłaszcza niezwiązanych bezpośrednio z podstawową działalnością grupy. Zarząd PGE zobowiązał wszystkie spółki z grupy do działań optymalizacyjnych i racjonalizacyjnych.
Już przed pandemią wicepremier Jacek Sasin sygnalizował, że dla górnictwa trzeba znaleźć odpowiednie miejsce przy okazji przekształceń w energetyce. 3 kwietnia zaznaczył, że kryzys wywołany epidemią dotyczy także producentów prądu, którzy tracą na mniejszym zapotrzebowaniu. To z kolei dotyka górnictwa, bo energetyka nie potrzebuje tyle węgla, ile przed epidemią, a już wtedy rosły przykopalniane zwały i resort aktywów utworzył centralny magazyn tego surowca.

Było za ciepło

Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu na koniec lutego zapasy węgla wyniosły 7,1 mln ton − tylko w lutym na zwałach przy kopalniach przybyło 700 tys. ton surowca. Górnicy nadal wydobywają więcej niż sprzedają i różnica ta w lutym wyniosła 800 tys. ton (5 mln ton wydobycia i 4,2 mln ton sprzedaży).
Dekoniunktura dotknęła nie tylko polski rynek węgla. W swoim przeglądzie wiadomości z rynku międzynarodowego ARP napisała, że początek roku nie poprawił słabych nastrojów z końca 2019 r. „Spadek konsumpcji w elektrowniach węglowych napędzany jest słabszym zapotrzebowaniem na energię w rezultacie wyższych temperatur w okresie zimowym, korzystnymi uwarunkowaniami dla energetyki gazowej czy rosnącą konkurencją ze strony paliw odnawialnych” − czytamy. W efekcie 2020 r. rozpoczął się najniższym notowaniem indeksu CIF ARA od 2016 r. (52,09 dol. za tonę wobec 84,35 dol. za tonę rok wcześniej).
Większość kopalni jest obecnie skupiona w PGG, która w ubiegłym roku miała przez odpisy ponad 400 mln zł straty. Odpisów dokonali też jej akcjonariusze m.in. trzy grupy energetyczne: Enea, Energa i PGE oraz PGNiG. W ubiegłym roku ze względu na swoje kopalnie stratę netto odnotował też Tauron, pomimo 3,6 mld zł wyniku EBITDA.

Błędne koło

Na to nałożył się kryzys spowodowany koronawirusem.
Zarząd PGG już pod koniec marca informował, że zamówienia na węgiel od energetyki spadły w związku z pandemią i mniejszym zużyciem prądu o 20 proc. Związkowcy alarmują, że Enea i Tauron nie zamówiły na kwiecień w PGG ani tony polskiego węgla. „Informujemy, że PGG, będąc w trudnej sytuacji finansowej, zaprzestała płatności względem swoich dostarczycieli materiałów i usług” − napisał cytowany przez PAP Krzysztof Stanisławski, szef związku Kadra Górnictwo.
Górnictwo znalazło się w błędnym kole. Utrzymanie zdolności produkcyjnych przy mniejszych odbiorach owocuje zapełnianiem się przykopalnianych zwałów, ale związkowcy boją się ograniczenia wydobycia, bo w ich odczuciu będzie to skutkowało likwidacją miejsc pracy. Sytuację ich zdaniem pogarsza rosnący import energii z Niemiec, bo dodatkowo zmniejsza produkcję energii w kraju, a więc i popyt na krajowy węgiel.
Kopalnie należące do PGG od wielu miesięcy mają problem ze zbyciem surowca i obwiniają branżę energetyczną o to, że nie odbiera zamówień. Sensowność obecnego modelu rozdzielenia energetyki od kopalni (własne kopalnie ma tylko Tauron), pod koniec lutego zdawał się kwestionować Jacek Sasin. – Czy model organizacji rynku, w którym funkcjonują cztery podmioty energetyczne i niezależnie od niego również spółki węglowe, to jest model właściwy do tych wyzwań, które przed nami stoją? – zastanawiał się głośno.