Wsparcie przydzielane elektrowniom w tym i przyszłym roku nie zmieni się, jednak od 2025 r. pomaganie tym opalanym węglem będzie niemożliwe . Jest porozumienie w sprawie projektu dyrektywy o rynku energii elektrycznej.
Reklama
W nocy z wtorku na środę przedstawiciele poszczególnych krajów unijnych, Parlament Europejski, Komisja Europejska i Rada porozumieli się w sprawie kluczowych przepisów proponowanej dyrektywy o rynku energii elektrycznej. Jak wynika z informacji DGP, na ostatniej prostej naszym przedstawicielom udało się przeforsować rozwiązanie, które pozwoli na utrzymanie wsparcia rozdzielanego obecnie między elektrowniami w ramach rynku mocy. Ale po 1 lipca 2025 r. z producentami energii, którzy emitują ponad 550 g CO2 na kWh wytworzonego prądu, nie będzie można zawierać nowych umów na wsparcie w ramach tego rynku.
Między kogo podzielone zostaną dopłaty z rynku mocy / DGP
Rynek mocy polega na tym, że odbiorcy energii płacą nie tylko za sam prąd, ale również za to, że określone elektrownie pozostaną w gotowości do pracy. Wdrożenie takich rozwiązań okazało się potrzebne wraz z rozwojem energetyki odnawialnej. Kiedy wieje wiatr i świeci słońce, wiatraki i panele fotowoltaiczne dostarczają prąd. Kiedy warunki są niesprzyjające, za bezpieczeństwo dostaw muszą odpowiadać inni wytwórcy. I to właśnie oni dostaną środki na to, by pozostać w gotowości do pracy.
Ze względu na trwające jednocześnie w Unii Europejskiej prace nad tym, by w jak największym stopniu rezygnować z węgla, Bruksela nie była przychylna stosowaniu rynku mocy w Polsce – kraju, w którym niemal 80 proc. energii pochodzi właśnie z tego surowca. Dlatego też w ramach prac nad dyrektywą o rynku energii rozegrała się batalia o zasady wsparcia. Do zamknięcia tego wydania DGP polscy eksperci nie dysponowali jeszcze oficjalną wersją aktualnego projektu dyrektywy. Jednak zdaniem naszych informatorów, „kontrakty mocowe” będzie można zawierać jeszcze w 2019 r. Pozostaną one prawami nabytymi i będą obowiązywać nawet 15 lat – takie długofalowe wsparcie udzielane jest dopiero powstającym projektom, takim jak na przykład planowany przez Eneę i Energę blok wytwórczy w Ostrołęce.
– Na pewno zostaną uznane polskie kontrakty zawarte do końca 2019 r. Wiadomo też, że wsparcie dla starszych bloków będzie stopniowo wygaszane. Ogólny wniosek z dobiegających z Brukseli informacji jest taki, że czeka nas duża reforma rynku energii – uważa Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii.
Unia mówi jasno: na Starym Kontynencie nie budujemy więcej elektrowni na węgiel. Blok o mocy 1000 MW, który Ministerstwo Energii forsuje w Ostrołęce, o ile dojdzie do jego budowy, będzie ostatnim w UE.

Cenowa zagadka wciąż bez odpowiedzi

Po wczorajszym posiedzeniu Rady Ministrów premier Mateusz Morawiecki powiedział, że szefowie kilku resortów starają się „wypracować odpowiednie rozwiązania w tych okolicznościach, w których jesteśmy, tak aby wypełnić tę naszą obietnicę”. Chodzi o zapowiedzi ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, że prąd ma od Nowego Roku nie zdrożeć. Aby zrealizować tę deklarację, rząd będzie musiał prawdopodobnie uciec się do karkołomnych ruchów, jak np. zmiany w ordynacji podatkowej. Wypowiedzi wszystkich przedstawicieli rządu wskazują, że gotowych rozwiązań dzisiaj jeszcze nie ma.

Jak wielokrotnie pisaliśmy w ostatnich tygodniach, gdyby energetycy chcieli przełożyć na klientów końcowych całkowity wzrost kosztów działalności, to prąd musiałby zdrożeć o mniej więcej 40 proc., a rachunki za energię poszłyby w górę o ok. 15–20 proc. Według nieoficjalnych informacji, energetyka wnioskuje o zgodę na podwyżki dla gospodarstw domowych o około 30 proc. Ceny dla firm i samorządów podniosła już wcześniej – nawet o 60–70 proc.