Jesienne aukcje na dostawy prądu w latach 2021–2023 nie są zagrożone, ale potem będziemy prawdopodobnie musieli poprawić przepisy dopiero co zatwierdzone przez Brukselę.
Reklama
– Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE) Parlamentu Europejskiego zaproponowała ograniczenia możliwości stosowania w krajach Unii Europejskiej mechanizmów rynków mocy, pozwalających płacić producentom prądu nie tylko za jego wytwarzanie, ale i gotowość do dodatkowej pracy w szczycie.
ITRE chce zaostrzenia projektu, który przedstawiła ponad rok temu Komisja Europejska. Chodzi o to, by tego rodzaju mechanizmy stosowane były tymczasowo i wyłącznie wtedy, kiedy byłoby to jedyne dostępne rozwiązanie mogące zapobiec niedoborom mocy.
Dziennik Gazeta Prawna
Polska ustawa o rynku mocy weszła w życie w styczniu i na początku lutego dostała zielone światło od Komisji Europejskiej. Jesienią w oparciu o jej zapisy ruszą aukcje, na których państwo zagwarantuje zakup prądu w kolejnych latach. Czy będziemy musieli ją poprawić?
– Istniało ryzyko, że wyjściowe stanowisko Parlamentu Europejskiego będzie dużo bardziej radykalne. Na stole mieliśmy chociażby propozycję skrócenia derogacji (wyłączeń – red.) z pięciu do dwóch lat w przypadku instalacji emitujących ponad 550 g CO2/kWh – mówi DGP Jerzy Buzek, szef komisji ITRE. – Udało się tego uniknąć również dzięki złożonym przez nas poprawkom. Teraz wszystko rozstrzygnie się w trialogach. Będę przewodniczył tym negocjacjom z ramienia PE i dołożę wszelkich starań, by ostateczne zapisy były korzystne – zapewnia.
Tralogi to negocjacje na linii Komisja Europejska – Parlament Europejski – Rada UE (składa się z ministrów państw członkowskich odpowiedzialnych za omawianą dziedzinę). Mogą się zacząć już za miesiąc. Z unijnych statystyk wynika, że w 80 proc. przypadków wygrywało stanowisko Komisji, a tylko w 20 proc. trójstronny kompromis. W tym wypadku statystyki sprzyjają Polsce.
– Podejście KE jest łagodniejsze niż PE, ale ostrzejsze niż Rady. Kluczowe więc będzie, na ile skutecznie państwa członkowskie, reprezentowane przez bułgarską, a następnie zapewne austriacką prezydencję, będą bronić swojego stanowiska, które jest dla Polski dość korzystne – tłumaczy Jerzy Buzek. Rada proponuje dłuższe o kilka lat niż KE derogacje dla istniejących elektrowni. – Nie sądzę, by negocjacje zakończyły się wcześniej niż pod koniec roku, co oznacza, że rozporządzenie wejdzie w życie najwcześniej w pierwszej połowie przyszłego. Z tego punktu widzenia aukcje jesienne wydają się niezagrożone – dodaje.
„Wszystkie mechanizmy mocowe powinny zapewnić inwestorom przewidywalność w długoterminowej perspektywie. Przykłady wielu państw, gdzie mechanizmy te zostały już wprowadzone, wskazują na ich zasadniczą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw. Decyzja Komisji Europejskiej z 7 lutego 2018 r. o notyfikacji nowych mechanizmów mocowych w sześciu państwach członkowskich (obok Polski to Belgia, Francja, Niemcy, Grecja i Włochy) wydana po dogłębnej analizie, jest dowodem na potwierdzenie powyższej tezy” – czytamy w komunikacie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, stowarzyszenia skupiającego największe krajowe firmy z branży. O ile dla pozostałych krajów ważniejszy jest czas trwania wsparcia, o tyle dla Polski kryterium emisyjności, bo 85 proc. prądu produkujemy z węgla.
ITRE zaproponowała wprowadzenie rygorystycznych ograniczeń czasowych dla funkcjonowania mechanizmów rynków mocy oraz poparła koncepcję KE, by zaprzestać udzielania wsparcia od 2025 r. dla wszystkich elektrowni emitujących więcej niż 550 g CO2/kWh. Wykluczy to możliwość subsydiowania tych węglowych. Najnowocześniejsze emitują ok. 700 g. Kryterium 550 g spełniają bloki gazowe.
Wynik głosowania w ITRE nie dziwi europosła PiS Zdzisława Krasnodębskiego, który powiedział DGP, że w PE większość mają zwolennicy dekarbonizacji. – Pozycja naszej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów była dosyć słaba, istniał bardzo silny sojusz największych frakcji – dodał Krasnodębski. Nie przeszła propozycja jego grupy, by spod nowych regulacji wyjęty został polski rynek mocy. Krasnodębski liczy jednak, że takie zwolnienia uda się wynegocjować w trialogu. – Dekarbonizacja jest deklarowanym celem Unii i to nas w jakimś sensie dotknie. Negocjacje będą dotyczyły teraz głównie kwestii przejściowych. Wydaje się, że będzie można wynegocjować jeszcze dłuższy przejściowy okres, jeśli chodzi o polski rynek mocy – powiedział nam europoseł PiS.
– Stanowisko Parlamentu Europejskiego nie powinno zagrozić przeprowadzeniu trzech pierwszych aukcji mocy, zaplanowanych na listopad oraz grudzień tego roku – uspokaja Wojciech Kukuła, prawnik fundacji ClientEarth. – Stanowisko to jest punktem wyjścia do negocjacji z państwami członkowskimi i Komisją Europejską. Akceptując rynek mocy, Komisja zaznaczyła jednak, że po przyjęciu unijnego rozporządzenia Polska będzie musiała dostosować ten mechanizm do nowych przepisów. Krajowa ustawa będzie zatem wymagała nowelizacji, ale najpewniej już po rozstrzygnięciu pierwszych aukcji. Propozycje Parlamentu zwiększają jednak ryzyko regulacyjne, także dla uczestników tegorocznych aukcji – przyznaje.
Jeśli najpierw odbędą się aukcje, a potem wejdzie w życie rozporządzenie europejskie, to co z wynikiem aukcji, skoro okres dostaw będzie obejmował kolejne lata? Według wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE prawo unijne ma pierwszeństwo przed krajowym, stąd ryzyko unieważnienia tych aukcji – choć niewielkie, bo można się spodziewać okresów przejściowych. Ale może podbić ceny prądu na tegorocznych aukcjach.
– Z punktu widzenia inwestorów, jeżeli mówimy o budowie jednostek konwencjonalnych, najważniejsza jest akceptacja ustawy o rynku mocy przez KE. Rynek mocy jest zaakceptowany w oparciu o obecny stan prawa UE, jeżeli ten ulegnie zmianie, wtedy trzeba będzie zmienić ustawę i uzyskać kolejne potwierdzenie od Komisji – mówi Adam Kasprzyk, rzecznik Energi, która wraz z Eneą chce budować blok węglowy w Ostrołęce.