Nie Europa, lecz Azja sprawi, że świat odejdzie od czarnego surowca – taki wniosek płynie z raportów przeanalizowanych przez DGP. Inwestycje w konwencjonalne moce wytwórcze już niemal stanęły.
W 2016 r. globalne inwestycje węglowe spadły o 62 proc. W samych tylko Chinach i Indiach zostało wstrzymanych ponad 100 projektów – wynika z publikowanego dziś raportu Greenpeace’u, Sierra Clubu i CoalSwarmu „Boom and Bust 2017: Tracking The Global Coal Plant Pipeline”, do którego dotarł DGP.
Przeanalizowaliśmy pięć różnych opracowań dotyczących prognoz dla węgla. Wniosek jest jeden – świat odchodzi od tego surowca. A prym w tym trendzie wieść będzie nie Unia Europejska, ale węglowa Azja. Robi to nie tylko ze względu na klimat, lecz także z pobudek biznesowych. Interes zwietrzyła w rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE).
Największy producent, który jednocześnie zużywa najwięcej surowa na świecie, Chiny, w ubiegłym roku zwiększył moc zainstalowaną w panelach słonecznych o 80 proc., do 77 GW, a w wiatrakach o 13,2 proc., do 149 GW. DGP opisywał niedawno raport naukowców z University of Oxford Smith School of Enterprise and the Environment. Szacują oni wartość aktywów osieroconych (w istniejących i planowanych elektrowniach węglowych w Chinach) na 0,45–1,05 mld dol. Chodzi o aktywa, które tracą wartość z powodu nieprzewidzianych lub przedwczesnych odpisów wartości m.in. ze względu na globalny trend wycofywania się z węgla jako surowca energetycznego.
Reklama
Raport Greenpeace’u, Sierra Clubu i CoalSwarmu potwierdza te tezy. W 2016 r. na świecie zanotowano 48-procentowy spadek na etapie przygotowań do inwestycji węglowych. Aż o 85 proc. zmniejszyła się liczba pozwoleń na budowę tego typu inwestycji w Chinach. Tylko tam oraz w Indiach stanęły przedsięwzięcia o łącznej planowanej mocy 68 GW (dla porównania cała moc wytwórcza polskich siłowni to 40 GW). – Rok 2016 okazał się punktem zwrotnym. Chiny zatrzymują rozwój swojej energetyki węglowej, która na tle olbrzymiego sukcesu energetyki odnawialnej okazuje się zbędna – uważa Lauri Myllyvirta z Greenpeace’u.

Reklama
Z kolei w raporcie „World Energy Outlook 2016” Międzynarodowej Agencji Energii czytamy, że budowa chińskiej infrastruktury w ostatnich dekadach bazowała głównie na energochłonnych sektorach przemysłowych, zwłaszcza stali i cemencie, jednak popyt na energię w nich przekroczył najwyższy poziom i do 2040 r. będzie spadał. To spowoduje obniżenie przemysłowego zużycia węgla w Państwie Środka, a cały przyrost produkcji energii elektrycznej będzie pochodził z innych źródeł. W bilansie energetycznym Chin udział węgla z dzisiejszych 75 proc. ma spaść – według MAE – do mniej niż 45 proc. w 2040 r. Nieco mniejsza redukcja ma nastąpić w tym samym czasie w Indiach – z 75 do 55 proc.
Tim Buckley, dyrektor ds. energetyki i finansów w The Institute for Energy Economics and Financial Analysis (IEEFA), uważa, że trendy pokazują ryzyka związane z inwestycjami węglowymi. – W samych Chinach zainwestowano ponad 200 mld dol. w 200 GW mocy węglowych, które stoją bezczynnie. A to ma poważne konsekwencje finansowe dla sektora, bo kapitał został zmarnowany – uważa Buckley. – Biorąc pod uwagę coraz niższe koszty energetyki odnawialnej, instytucje finansowe wycofują się z tej węglowej – dodaje.
Od 2010 r. kapitalizacja największych amerykańskich producentów surowca spadła o 99 proc., a trzem potentatom tego rynku – Peabody Energy, Arch Coal i Alpha Natural – grozi bankructwo.
Największy światowy gracz – norweski państwowy fundusz Norges Bank Investment Management, którego majątek wycenia się na 850 mld dol. – ogłosił niedawno listę 10 kolejnych firm (w sumie jest ich 69), w które nie będzie inwestował. Znalazły się na niej m.in. nasza PGE czy czeski CEZ.
– Spośród krajów UE najwięcej planowanych lub realizowanych inwestycji węglowych zlokalizowanych jest w Polsce. Na światowej liście projektów zagrażających ochronie klimatu zostaliśmy sklasyfikowani na 13. miejscu. Osamotnienie Polski w czołówce rankingu pokazuje oderwanie naszej energetyki od trendów dominujących w krajach rozwiniętych. Oprócz Japonii i Korei Południowej znaleźliśmy się w nielicznym gronie państw, które planują jeszcze znaczące inwestycje w węgiel – wylicza Marek Józefiak z Polskiej Zielonej Sieci.
Pod koniec 2015 r. autorzy raportu Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) ostrzegali, że globalne zobowiązania krajów do redukcji emisji gazów cieplarnianych są za małe. Zdaniem autorów opracowania emisja dwutlenku węgla, metanu i innych gazów powinna zacząć się zmniejszać przed 2030 r. Czy będzie to możliwe?
Z opublikowanego na początku marca raportu organizacji Carbon Brief wynika, że emisja CO2 w Wielkiej Brytanii spadła o 5,8 proc. w 2016 r. po tym, jak odnotowano 52-procentowy spadek zużycia węgla. Oznacza to zmniejszenie emisji o 36 proc. w porównaniu z 1990 r. mimo wzrostu emisji z ropy naftowej (o 1,6 proc.) czy gazu (o 12,5 proc.). ⒸⓅ
My popłyniemy pod prąd
W raporcie Greenpeace, Sierra Club i CoalSwarm czytamy, że wbrew globalnemu trendowi odchodzenia od węgla, na nowe inwestycje w wydobycie i wykorzystanie tego surowca stawiają m.in. Japonia, Korea Południowa, Indonezja, Wietnam i Turcja. O Polsce autorzy praktycznie nie wspominają, być może dlatego, że skala naszych inwestycji jest dość skromna. Budowane są bloki na węgiel kamienny o łącznej mocy zaledwie kilku gigawatów: dwa po 900 MW w Opolu (PGE), 1075 MW w Kozienicach (Enea) czy 910 MW w Jaworznie (Tauron). PGE buduje też 450 MW mocy na węgiel brunatny w Turowie. A Enea z Energą mają w planie budowę 1000 MW na węgiel w Ostrołęce.
Polska jest jednak największym w Unii i drugim w Europie producentem węgla kamiennego. Wydobywamy go 70 mln ton rocznie, z czego niemal 60 mln ton to paliwo energetyczne. Opracowywana przez resort energii strategia dla sektora na lata 2016–2030 zakłada trzy scenariusze dla czarnego złota. Każdy z nich jednak przewiduje dominację tego paliwa w naszym miksie energetycznym mimo coraz bardziej restrykcyjnej polityki klimatycznej UE i przepisów dotyczących ograniczeń w emisji CO2. W najbardziej pesymistycznym zużycie węgla kamiennego do 2030 r. może spaść o 4,3 mln ton w energetyce m.in. z powodu opóźnienia budowy bloków w Jaworznie, Kozienicach i Opolu czy braku wdrożenia programu 200+ (modernizacja kotłów 200 MW). W scenariuszu umiarkowanym rząd zakłada utrzymanie obecnego zapotrzebowania na węgiel, przy czym w energetyce, która odda nowe moce bez opóźnień i zrealizuje program 200+, nastąpi wzrost zużycia o 5,7 mln ton. Ten scenariusz zakłada jednak uruchomienie w 2020 r. instalacji naziemnego zgazowania węgla (najprawdopodobniej w Zakładach Azotowych w Kędzierzynie). Najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada wzrost zapotrzebowania na węgiel aż o 20 proc., do 86,1 mln ton w perspektywie 2030 r. Warunkiem jest m.in. powstanie bloku 1000 MW w Ostrołęce (to będzie zależeć od zgody UE dla Polski na rynek mocy oparty na węglu, co będzie trudne) i budowa przynajmniej dwóch instalacji zgazowania węgla.