Rząd nadal stawia na węgiel. Rozwój energetyki odnawialnej traktowany jest po macoszemu. Przed branżą coraz więcej barier i wyzwań
– Siłownie wiatrowe są niestety zależne od ich „paliwa”, czyli od natężenia wiatru. Dlatego nie można opierać naszej energetyki wyłącznie na odnawialnych źródłach – powiedział Andrzej Piotrowski podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii. Podczas organizowanej przez DGP debaty pt. „Dokąd zmierza OZE w Polsce?” przedstawiciel resortu energii podkreślił, że oparcie się na węglu daje większą stabilność niż energetyka niekonwencjonalna.
Reklama
Łączenie sił

Reklama
Dziś w Polsce energetyka odnawialna ma ok. 15-proc. udział w wytwarzaniu energii. Warto zaznaczyć, że gros produkcji pochodzi z farm wiatrowych. Do połowy 2016 r., według danych Urzędu Regulacji Energetyki, miały one 5,6 GW mocy zainstalowanej. Polski sektor operatorów energetyki wiatrowej charakteryzuje się wysoką fragmentacją – pięciu głównych graczy koncentruje ok 31 proc. rynku. Co ciekawe, pozostała cześć, jest mocno rozdrobniona i znajduje się w rękach drobnych polskich przedsiębiorców. Chodzi o ok. 2,5 GW mocy zainstalowanej.
Jak zaznaczył Łukasz Zagórski, zastępca dyrektora zarządzającego spółki EDP Renewables Polska, rząd powinien poszukać synergii między energetyką odnawialną a konwencjonalną w ramach tworzenia spójnego miksu energetycznego. Resort energii jest podobnego zdania. Dlatego proponuje współpracę w ramach klastrów. – Komisji Europejskiej nasz pomysł klastrów energetycznych bardzo się spodobał, więc jesteśmy dobrej myśli – zaznaczył Piotrowski. Niestety, resort nie doprecyzował na czym współpraca w takich ramach miałaby polegać. Klastry proponowane przez resort energii nie uwzględniają jednak źródeł konwencjonalnych, a bazują wyłącznie na OZE. Więc nie jest to szukanie synergii między dwoma rodzajami energetyki.
Zdaniem Włodzimierza Ehrenhalta, wiceprezesa zarządu Stowarzyszenia Energii Odnawialnej, energetykę można spokojnie regulować. Zwłaszcza że dziś w Polsce mamy ok. 54 bloków o mocy 200 MW każdy. Ich parametry umożliwiają eksploatację przy niepełnym obciążeniu. Ta elastyczność mogłaby zostać wykorzystana we współpracy pomiędzy źródłami konwencjonalnymi a wiatrowymi.
– Współpraca energetyki wiatrowej z konwencjonalną może być bardzo dobra – podkreślił Ehrenhalt. W jego ocenie ta synergia może paradoksalnie w pewnym stopniu polskiemu górnictwu pomóc, bo ze względu na charakterystyki elektrowni wiatrowych niezbędne jest równoległe istnienie konwencjonalnej energetyki cieplnej. Przy obecnym poziomie produkcji energii zapewni to stabilny popyt na węgiel na poziomie ok. 15 mln ton rocznie.
Warunki sprzyjają
Udział farm wiatrowych w procesie wytwarzania energii wzrósł w ciągu ostatniej dekady prawie 40-krotnie. Jak wyjaśnia Jose Juan Canales Trenas, dyrektor zarządzający EDP Renewables Polska, jest to związane z jednej strony z faktem, że wieją tu wystarczająco silne wiatry, a z drugiej strony jest stałe zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jego zdaniem w celu zapewnienia stabilności inwestycji jednym z kluczowych elementów jest możliwość zawarcia długoterminowych umów jej sprzedaży.
– Mając na uwadze powyższe przesłanki, rynek w Polsce jest atrakcyjny, ze względu na dobre warunki wietrzności, jak również potrzebę uzupełnienia produkcji istniejących instalacji węglowych nowymi, czystymi źródłami energii – podkreśla Canales Trenas.
W jego ocenie dla rozwoju farm wiatrowych istotnym pozostaje zapewnienie stabilnych ram prawnych, zapewniających możliwość długoterminowego planowania inwestycji.
Restrykcyjne przepisy
Prawo nie sprzyja w Polsce inwestycjom energetycznym. Nie ma jasności, ile MW będzie można budować. Wszystko przez założenia odległościowe, które znalazły się w ustawie o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Według tych wskaźników wiatrak nie może powstać w odległości ok. 2 km od zabudowań lub obszarów ochrony przyrody. Zdaniem przedstawicieli branży te uregulowania praktycznie eliminują możliwość stawiania nowych siłowni na większości powierzchni Polski. Kolejnym wyzwaniem, z którym boryka się branża, jest nieuporządkowany system wsparcia w postaci świadectw pochodzenia tzw. zielonych certyfikatów. Ich cena rynkowa waha się obecnie w przedziale 35–37 zł/MWh. Tym samym farmy wiatrowe straciły swą rentowność. Jeśli pochodząca z wiatru energia elektryczna sprzedawana jest po cenie rynkowej 160–170 zł/MWh, a do tego doliczyć należy przychód z tytułu sprzedaży zielonych certyfikatów w wysokości ok 36 zł/MWh, to otrzymany całkowity przychód instalacji wyniesie 200 zł/MWh Jednocześnie należy zaznaczyć, że w początkowym etapie rozwoju farm wiatrowych cena świadectw wynosiła ok. 240 zł. Biorąc pod uwagę koszty eksploatacji czy kredytu na budowę instalacji, energetyka wiatrowa stała się nierentowna. Tym samym kluczowym staje się ustabilizowanie systemu świadectw pochodzenia lub umożliwienie przejścia istniejących instalacji do systemu aukcyjnego.
Podatkowy klincz
Kolejnym problemem są podatki. Gminy nie wiedzą, jak naliczać opłatę za budowle, a spółki nie wiedzą, ile powinny płacić. Nowe przepisy prawa budowlanego weszły w życie w lipcu 2016 r., a więc wyższy podatek może być pobierany od stycznia tego roku. Wszystko przez to, że zostały zmienione kryteria budowli. Za wiatrak gmina może pobierać wyższe opłaty, bo opodatkowaniu w świetle nowych przepisów podlegają także poszczególne urządzenia oraz elementy techniczne instalacji, co nie jest praktyką w sektorze energetyki.
Jak wyjaśnia Michał Nielepkowicz, doradca podatkowy z kancelarii Nielepkowicz i Partnerzy, gminy czują się zagubione. – To jest absurdalne. Proponujemy ujednolicenie przepisów, bo dziś musimy szukać zakresu opodatkowania w prawie budowlanym – mówi w rozmowie z DGP Nielepkowicz. W przypadku farm wiatrowych zasady naliczania podatku według znowelizowanego prawa budowlanego mogą wiązać się z podwyższeniem kosztów podatku od nieruchomości w wymiarze 3–4-krotnym.
Takie zamieszanie powoduje, że gminy nie wiedzą, co robić. Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica, na terenie której znajdują się aż dwie duże farmy wiatrowe, w porozumieniu z inwestorami ustalił, że będzie naliczał wyższy podatek (od wszystkich części budowli).
– Podatnik płaci podatek w wysokości z zeszłego roku, a w pozostałej części odroczyłem termin płatności o 12 miesięcy, żeby samorząd nie musiał zwracać pieniędzy inwestorom. Niech spory o wysokość podatku rozstrzygną sądy – zaznacza Kuliński.
Jednocześnie podkreśla, że posiadanie farmy wiatrowej na swoim terenie to ogromna zaleta. Tylko z tytułu dzierżawy do mieszkańców gminy trafia ok. 1 mln zł rocznie. A dochody gminy wynoszą teraz ok. 5 mln zł. Budżet wzrósł też w gminie Margonin, która również posada na swoim terenie farmy wiatrowe. Jak mówi Janusz Piechocki, burmistrz Margonina, dzięki wiatrakom gmina posiada dochody rzędu 5,2 mln zł rocznie. – To ogromny zastrzyk dla społeczności lokalnej. Bez wiatraków nie moglibyśmy się rozwijać – dodaje Piechocki. Samorządowcy twierdzą, że na wiatraki mieszkańcy reagują bardzo pozytywnie. Nawet dopytują o kolejne inwestycje.
W ocenie ekspertów od rozwoju energetyki odnawialnej już uciec się nie da. Polska nie wycofa się z raz obranego kursu. Rozwoju OZE chce społeczeństwo, które ma dostać dokładania do nierentownych kopalń. Choć dziś nie wiadomo, jak szybko OZE, a w nim energetyka wiatrowa będzie zwiększać swój udział w produkcji energii w Polsce.
W ocenie wiceprezesa Zarządu Stowarzyszenia Energii Odnawialnej w ciągu najbliższych 20–30 lat nasz miks energetyczny nadal będzie oparty przede wszystkim na węglu, który będzie stanowił 40–45 proc. Resztę energetycznego tortu będą dzieliły między siebie rynek gazowy i OZE. Tym samym istotnym pozostaje jednolite określenie miksu energetycznego, precyzującego miejsce oraz funkcje każdej z technologii.
Rozwój rynku potwierdzają też przedstawiciele Ministerstwa energii. Udział OZE będzie rósł, ale nie tak dynamicznie, jak na Zachodzie.