Z analizy spraw, jakie odbyły się z art. 8a w ostatnich dwóch latach przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie, widać wyraźnie, jak zmieniało się podejście sędziów do tej problematyki. Przypomnijmy, przepis ten mówi, że minister właściwy ds. wewnętrznych w drodze decyzji może wyłączyć konkretną osobę spod działania ustawy obniżającej świadczenia. Przesłankami są m.in. krótkotrwała służba przed 31 lipca 1990 r., rzetelne wykonywanie zadań i obowiązków po 12 września 1989 r. Między końcem 2018 r. a końcem 2019 r. skargę byłego funkcjonariusza na decyzję organu oddalono w 178 przypadkach, a w 129 – uchylono decyzję ministra. Między grudniem 2019 r. a październikiem 2020 r. oddalono 22 skargi, a aż w 144 przypadkach uchylono decyzję. Co ciekawe, w okresie pandemii, na posiedzeniach niejawnych WSA tylko w 13 sprawach skargę oddalił, a w 90 – uchylił decyzję ministra.
Jeden z takich wyroków otrzymał Witold Kowalski. WSA uchylił zaskarżoną decyzję ministra. Uznał, że zapadła ona bez uwzględnienia istotnych w sprawie okoliczności, zaś przesłanki zastosowania art. 8a ustawy zaopatrzeniowej zostały omówione bez odniesienia się do konkretnego przypadku skarżącego. Choć w każdej decyzji administracyjnej organ jest zobowiązany do sporządzenia wyczerpującego uzasadnienia. Sąd wskazał, że ponowną decyzję organ powinien wydać, uwzględniając to, że skarżący przepracował 2,4 roku na rzecz totalitarnego państwa, natomiast całkowity czas jego służby wynosi ponad 21 lat. W toku swojej pracy na rzecz już demokratycznego państwa był wielokrotnie awansowany i nagradzany.
Wyrok zapadł 30 lipca 2020 r. Uprawomocnił się, a następnie z pisemnym uzasadnieniem trafił do MSWiA. – Ja swoją kopię dokumentów dostałem 19 listopada. Od tamtej pory z resortu nie otrzymałem żadnej informacji – mówi Witold Kowalski.
Reklama
‒ Tak wygląda 90 proc. spraw, z którymi mam do czynienia – mówi mec. Aleksandra Karnicka, która przed sądami prowadzi sprawy dotyczące osób objętych ustawą. Jej słowa potwierdzają inni pytani przez nas adwokaci.
Zdzisław Czarnecki z Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych mówi o nieco ponad 4 tys. osób, które złożyły do resortu odwołanie od decyzji ministra obniżającej świadczenia, korzystając z możliwości, jakie daje art. 8a. Jeszcze w grudniu 2019 r., co opisywaliśmy, NSA orzekł, że do każdej sprawy rozpatrywanej ze wspomnianego artykułu należy podejść indywidualnie, a ewentualną decyzję odmowną uzasadnić merytorycznie. Było to w kontrze do praktyki działania organu, który podejmował decyzje odmowne, powołując się wprost na przesłanki przepisu bez odrębnej analizy przypadków.

Reklama
Mecenas Karnicka dzieli dziś sprawy z art. 8ana dwie grupy. ‒ Pierwsza to te, które trafiły do sądu, zapadły pozytywne z naszej perspektywy wyroki, sprawa wróciła do organu i zapadła głucha cisza – mówi. Organ, jak dowiadujemy się nieoficjalnie, ma tu kilka wytłumaczeń, m.in., że praca w pandemii nastręcza problemów logistycznych. Ale też, że zasadne jest czekanie na orzeczenie TK, bo jego głos w kontekście konstytucyjności zapisów ustawy może przesądzić o sprawie. Jest i tłumaczenie odwołujące się do wspomnianych wyroków NSA, co oznacza konieczność występowania do IPN o pełne akta byłego funkcjonariusza.
‒ Po serii 11 wyroków przed NSA z grudnia 2019 r. korzystnych dla byłych funkcjonariuszy, w przynajmniej czterech przypadkach przyszły pisma z MSWiA, że sprawa jest skomplikowana i wymaga procedowania od początku – dodaje Czarnecki.
Zdaniem mec. Karnickiej to tylko pretekst w grze na zwłokę. Dlatego ona pisze regularnie do organu i sądu ponaglenia oraz skargi na bezczynność. W tej ostatniej kwestii, jak przekonuje, zaszła zmiana. Jeszcze kilka miesięcy temu sąd zasądzał grzywny w wysokości 250‒500 zł. Teraz sięga ona 1 tys. zł. Czy to coś daje? – Znam wyroki NSA z końca 2019 r., gdzie sprawa trafiła ponownie do organu. I do tej pory nie ma decyzji – ucina. I tłumaczy, że druga grupa spraw to te, które nie trafiły jeszcze do sądu, a i tak zalegają w MSWiA. To odwołania od decyzji organu, które składali funkcjonariusze przed wejściem na drogę sądową. – Znam przypadki, kiedy organ nie wypowiedział się od… 2017 r. – dodaje mec. Karnicka.
Wtóruje jej mec. Jarosław Kaczyński. – Czekanie pół roku i więcej na decyzję organu, jeszcze przed sądowym trybem, to smutna norma. Terminy administracyjne nie są przestrzegane ‒ mówi.
Marek Ast (PiS), poseł, który występował jako sprawozdawca przed TK ws. ustawy, przekonuje, że strony powinny toczyć dialog. Strony, czyli były funkcjonariusz, WSA i organ. ‒ Skoro ten ostatni mówi, że czeka na wyrok TK, to powinien on zapaść jak najszybciej, by nie blokować organu – ocenia polityk.
Na razie MSWiA mówi jedynie o kilkunastu zrealizowanych prawomocnych wyrokach sądowych uwzględniających odwołania świadczeniobiorców i nakazujących zmianę decyzji organu emerytalnego.
Witold Kowalski przekonuje, że nie byłoby w nim tyle determinacji, gdyby nie sytuacja, w której się znalazł. Urodził mu się niepełnosprawny syn, który wymaga całodobowej opieki. Razem z żoną uznali, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli on przejdzie na emeryturę i zostanie w domu z dzieckiem, a ona będzie pracować. W ten sposób mieli zapewnione środki na rehabilitację chłopca z afazją i znacznym upośledzeniem umysłowym oraz fizycznym. – Gdy moja emerytura wynosiła ok. 4 tys. zł, było nas stać na opiekę medyczną, czasem wyjazd na turnus rehabilitacyjny. Odkąd świadczenie obcięto o ponad połowę, musimy się zadłużać, by zdobyć pieniądze ‒ opisuje. Pierwsze odwołanie od decyzji ministra Kowalski pisał jeszcze w 2017 r., niedługo po wejściu w życie ustawy. Ponad rok czekał na decyzję odmowną. Potem było kolejne odwołanie, i kolejne miesiące oczekiwania. Pod koniec 2019 r. mężczyzna postanowił złożyć skargę do WSA. Teraz ma wyrok, korzystny. Nie ma jednak żadnej reakcji z resortu. – Formalnie nie mogę nic. Jestem bezradny – ucina.