statystyki

Uciec przed systemem. Reforma edukacji dopadła też szkoły niepubliczne

autor: Paulina Nowosielska01.12.2019, 19:00; Aktualizacja: 01.12.2019, 19:02
Fundacja jest w takim przypadku organem założycielskim, ale to rodzice są inicjatorami placówki, potem dyrektorami. Każda taka szkoła ma inną historię. Na przykład w niepublicznej podstawówce AMS we Wrocławiu, powstałej w 2013 r., w pierwszej klasie było na początku pięciu uczniów.

Fundacja jest w takim przypadku organem założycielskim, ale to rodzice są inicjatorami placówki, potem dyrektorami. Każda taka szkoła ma inną historię. Na przykład w niepublicznej podstawówce AMS we Wrocławiu, powstałej w 2013 r., w pierwszej klasie było na początku pięciu uczniów.źródło: ShutterStock

Stworzyli szkoły nie publiczne, bo nie widzieli dla siebie miejsca w skostniałych ramach państwowej oświaty. Ale w końcu dopadła ich rządowa reforma edukacji.

L e szek Janasik, nauczyciel i dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego STO w Milanówku, był niedawno na wyjeździe studyjnym w Finlandii, w czasie którego odwiedził szkoły w Lahti. „Wracając do domu w sumie mam ponury nastrój… Dlaczego? Uświadomiłem sobie, że dzieli nas przepaść. To nie jest kwestia tego, że jesteśmy „opóźnieni” o 10 czy 15 lat… (…) Różni nas wszystko. To jest inne myślenie o edukacji” – napisał na Facebooku. Wypunktował też różnice: „Dyrektor cieszy się, jak dzieci biegają na przerwach po korytarzu. Dzieci chodzą w skarpetkach, mogą na bosaka lub w kapciach. Na przerwie w szkole podstawowej jest cicho… Dobra akustyka to jedno (mają na jej punkcie odjazd), drugie – dzieci cały czas są aktywne na zajęciach i nie muszą odreagowywać 45 min siedzenia w ławce w ciszy. W każdej szkole są zajęcia z prasowania, przyszywania guzików, podstaw stolarki. Dzieci w ciągu dnia muszą wychodzić na dwór bez względu na pogodę! A moje pytanie o program wzbudziło niezrozumienie: jaki program? Są ogólne wytyczne tworzone raz na 5–10 lat, a nauczyciel ma autonomię w ich realizacji”.

– Nie chcę teraz w Polsce budować drugiej Finlandii, ale próbuję zaszczepić coś z tego, co tam widziałem – mówi DGP Leszek Janasik. Najpierw zajął się akustyką. – W szkołach bywa potwornie głośno. Dzwonki wyją tak, że umarłego obudzą. Dziecko słyszy je 20 razy dziennie. Do tego szurające meble. Dlatego wprowadziłem nakładki na nogi od krzeseł. A w ramach LD, czyli lekcji z dyrektorem, razem z uczniami kombinujemy, jak poprawiać naszą szkołę. To wyrabia u dzieci przekonanie, że mają w sobie moc sprawczą. Teraz np. powstają maty wygłuszające na ściany, ładne i bardzo kolorowe.

On sam przeszedł długą drogę zanim zrozumiał, gdzie jest jego miejsce. – Moje dzieci poszły do liceum publicznego, bo jestem za tym, by miały blisko do szkoły i uczyły się tam, gdzie chodzą koledzy z podwórka. Dzięki temu zapuszczają korzenie. Trafiły więc do szkoły, w której sam się kiedyś uczyłem, a potem przez prawie siedem lat pracowałem jako nauczyciel – opowiada. – Wciąż jednak marzyłem o miejscu, które nie jest uwikłane systemowo, gdzie nauczyciel nie jest przeciążony biurokracją, ma więcej wolności, gdzie ogranicza nas wyobraźnia, a weryfikują wyniki matury naszych uczniów.

Tak trafił do społecznego liceum. Przypomina sobie wydarzenie sprzed 15 lat. Na lekcjach geografii z uczniami rozmawiali o tym, jak powstaje zorza polarna. Kilka dni później wrócili do niego z pytaniem, czy nie dałoby rady zorganizować wyprawy do Skandynawii. Powiedział: jasne, ale nie nastawiajcie się na pięciogwiazdkowe hotele. – Dwutygodniową wyprawę dopiąłem w budżecie 1,1 tys. zł od osoby. Jak? Puszki z jedzeniem zabraliśmy z Polski. W Finlandii nocowaliśmy za darmo w rozsianych po kraju schroniskach. Wędrowaliśmy szczelnie opatuleni, bo miejscami temperatura spadała do -40 stopni. To była jednak wyprawa życia – wspomina. Teraz co dwa lata stara się ją organizować dla kolejnych roczników. Opowiada o tym, by podkreślić, że liczy się pomysł. Realizacja to sprawa wtórna. Tymczasem w szkole publicznej jest na odwrót. Wie o tym każdy, kto próbował tam zorganizować wycieczkę zagraniczną. Wyłonienie operatora wyjazdu, umowy przedwstępne, zebrania, sprawozdania. Krótko mówiąc: wyższy poziom papierologii.

Leszek Janasik widzi dla edukacji niepublicznej dwa zagrożenia. Jedno czai się wewnątrz i sprowadza do ryzyka, że można przesadzić z fajnością. Sam się hamuje w pomysłach, bo szkoła ma być efektywna, nie efekciarska. – Oceny są potrzebne, nie rozumiem zapędów, by z nich rezygnować. Zbyt cieplarniane warunki w szkole nie służą dzieciom, bo nie przystosują ich do życia – zastrzega nauczyciel. Drugie zagrożenie czyha obok. – Widzę coraz więcej prób ograniczenia swobody szkołom niepublicznym. Odbijamy się od ściany do ściany, a te są coraz bliżej – mówi.

Sztywno, równo i posłusznie

Według dyrektora liceum STO ostatnia reforma edukacji usztywniła siatkę godzin w nowym liceum. W efekcie nie ma pola manewru na przesunięcia zajęć w semestrze, co utrudnia realizację autorskich projektów.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Polecane