Chciałabym, żeby popularne opakowania mogły być wielokrotnie używane. Gdybyśmy mieli standardowe słoiki, np. w trzech wielkościach, to moglibyśmy je zwracać – podobnie jak butelki – mówi wiceminister klimatu Anita Sowińska.

„To, na czym skupia się Ministerstwo Klimatu i Środowiska, to przede wszystkim umożliwienie spalania większej ilości odpadów. To nie tędy droga!” - pisała pani pod koniec 2020 r. Zwracała pani uwagę na to, że powinny zostać wdrożone rozwiązania minimalizujące wytwarzanie odpadów, następnie recykling, a dopiero na samym końcu spalanie z odzyskiem energii. Taki jest cel?
Anita Sowińska podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska odpowiedzialna m.in. za gospodarkę odpadami / Materiały prasowe / fot. materiały prasowe

Akcenty powinny zostać rozłożone inaczej niż dotychczas. Gospodarka odpadami jest częścią obiegu zamkniętego, ale powinniśmy dążyć do tego, żeby tych odpadów było jak najmniej. Kluczowe jest ekoprojektowanie wyrobów. Można to osiągnąć w dwojaki sposób – po pierwsze, przez zachęty finansowe. Przedsiębiorcom powinno bardziej się opłacać wprowadzanie na rynek butelek wielokrotnego użytku niż jednorazowych, ponieważ są bardziej ekologiczne. Po drugie, chodzi o ograniczenia prawne, takie jak unijne rozporządzenie w zakresie opakowań i odpadów opakowaniowych (PPWR). Jeden z zapisów mówi, że opakowanie nie może być większe o ponad 40 proc. od tego, co jest w środku. Nie powinniśmy kupować sześciu czekoladek w wielkim pudełku wypełnionym plastikiem.

Chciałabym, żeby często używane opakowania mogły być wielokrotnie używane. Gdybyśmy mieli standardowe słoiki, np. w trzech wielkościach, to moglibyśmy je zwracać – podobnie jak butelki. Oczywiście to perspektywa wieloletnia, ale jeżeli chcemy to osiągnąć w przyszłości, to musimy zacząć o tym myśleć teraz.

W takim razie dlaczego podczas grudniowego posiedzenia Rady UE podkreślała pani, że projektując przepisy, należy unikać niepotrzebnej standaryzacji opakowań? Nie jest to trochę sprzeczne?

Takie sformułowanie było bezpieczne, bo czym jest „nadmierna standaryzacja”?

Jestem za tym, żeby standaryzacja była wprowadzana tam, gdzie jest to uzasadnione analizą całego cyklu życia produktu. Jeśli często używamy pewnego rodzaju butelki czy słoika, łatwiej jest to zaplanować logistycznie w taki sposób, żeby miało mniejszy ślad ekologiczny niż opakowanie jednokrotnego użytku. Ale jeśli produkt jest używany rzadko, to taki system może się okazać całkowicie nieekologiczny.

Jak zostanie rozwiązany problem nielegalnych składowisk odpadów, w tym niebezpiecznych? Samorządy często nie mają wystarczających pieniędzy, żeby je utylizować.

To duży problem. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska przygotował raport na podstawie zgłoszeń do prokuratury, dotychczasowych interwencji, interpelacji czy zgłoszeń od samorządów. Zidentyfikował w nim 214 miejsc nielegalnego przetrzymywania odpadów niebezpiecznych, które mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia mieszkańców.

Chcemy tę listę poprawić w taki sposób, żeby wynikało z niej, ile na danym składowisku znajduje się odpadów niebezpiecznych, a ile niestwarzających zagrożenia. Poprosiłam GIOŚ o oszacowanie ryzyka. Dzięki temu będziemy mieli narzędzie do podejmowania decyzji. Środki na unieszkodliwianie składowisk są ograniczone, więc chciałabym, żeby trafiły tam, gdzie są najbardziej potrzebne.

Czyli 214 nielegalnych składowisk zostanie porównanych pod kątem szkodliwości i na tej podstawie zostaną wybrane te, które zostaną zutylizowane w pierwszej kolejności?

Tak. Jeśli z naszych analiz wyniknie, że potrzebna więcej pieniędzy, to będę się zwracać do odpowiednich instytucji.

Jest to mój priorytet – także dlatego, że w umowie koalicyjnej obiecaliśmy, że zajmiemy się odpadami niebezpiecznymi.

Czy w takim razie możemy się spodziewać, że w tym roku pierwsze nielegalne składowiska zostaną zutylizowane?

Mam taką nadzieję, choć trzeba podkreślić, że nie da się zrobić wszystkiego od razu – to jest praca na lata.

Zależy mi na tym, żeby także zapobiegać powstawaniu odpadów niebezpiecznych. Chcę uniknąć sytuacji, w której będziemy unieszkodliwiać odpady niebezpieczne, a ktoś inny znów będzie je produkował, i to koło nigdy się nie zamknie.

W jaki sposób można temu zapobiegać?

Jednym z potencjalnych sposobów jest wykorzystanie systemu BDO (Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami) do śledzenia drogi odpadów. Chciałabym, aby docelowo był on również wykorzystywany do prewencji. Wyobrażam sobie, że narzędzia informatyczne mogłyby ostrzegać nas, jeżeli gdzieś zalega odpad niebezpieczny.

Drugim potencjalnym rozwiązaniem jest przyjrzenie się od strony finansowej, czy producenci odpadów niebezpiecznych ponoszą koszty ich unieszkodliwienia. Wiemy przecież, ile kosztuje ich trwałe unieszkodliwienie. Jeżeli więc firma płaci za to dużo mniej, to można mieć podejrzenie, że te odpady gdzieś potem zalegają.

System rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), czyli zestaw środków przenoszący odpowiedzialność za odpady na producentów produktów, o którym mówi unijna dyrektywa, powinien był zostać wdrożony już w 2020 r., jednak do tej pory to nie nastąpiło. Czy planowane jest przyspieszenie prac?

Na pewno. Z ROP jest powiązanych bardzo dużo tematów – system kaucyjny, opakowań zwrotnych, rozporządzenie w sprawie opłat produktowych. Chodzi o takie modelowanie finansowe, żeby producenci byli finansowo odpowiedzialni za swoje odpady. Obecnie gros kosztów gospodarowania odpadami ponoszą mieszkańcy w opłatach za wywóz odpadów komunalnych. Taki system nie motywuje producentów do ekoprojektowania wyrobów i usług. Zdecydowanie to jeden z moich priorytetów.

W związku z projektem rozporządzenia w zakresie opakowań i odpadów opakowaniowych na poziomie UE opakowania będą musiały zawierać materiał z recyklingu. Pojawiają się obawy, że zamiast przetwarzać własne odpady, będziemy sprowadzać je lub recyklat z nich wytworzony z zagranicy.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że odpady to surowce, które są potrzebne wielu przedsiębiorstwom. Nie możemy pozbawiać dostępu do nich. Przykładem są kartony – w Polsce powstaje fabryka, która będzie je przetwarzała, ale jej moce przerobowe są większe niż to, ile kartonów można pozyskać w kraju. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku niektórych tworzyw sztucznych.

Czy nie powinniśmy pozyskiwać tego surowca w pierwszej kolejności z naszych odpadów komunalnych? Co zrobić, żebyśmy wykorzystywali w recyklingu nasze butelki PET, a nie przywozili je z zagranicy?

Rzeczywiście, obecnie może być tak, że surowiec z zagranicy jest lepszej jakości. Przykładem są opakowania po napojach – te z zagranicy pochodzą z butelkomatów, a w Polsce – ze zmieszanej frakcji plastików i metali, przez co materiał jest gorszej jakości. Dlatego w przyszłym roku zostanie wprowadzony system kaucyjny.

Ponadto za granicą recyklat jest wytwarzany także z polskich odpadów.

Przepływ surowców do recyklingu wynika z procesów biznesowych. Jeśli są to odpady wartościowe, to mogą być przerabiane we wszystkich krajach unijnych, a także za granicami UE. Naszym zadaniem jest powstrzymanie przepływu odpadów nienadających się do recyklingu i temu służą zezwolenia na transgraniczny przepływ odpadów wydawane przez GIOŚ.

Przy okazji systemu kaucyjnego często pojawia się pytanie o wysokość kaucji, która od 2025 r. będzie nakładana na butelki z tworzyw sztucznych, szklane butelki oraz metalowe puszki. Ile według pani powinna ona wynosić?

Przychylam się do postulatów branży, że kaucja powinna być wyższa niż 50 gr. Musi to jednak zostać jeszcze skonsultowane. ©℗

Rozmawiała Aleksandra Hołownia