Pierwszego i na razie jedynego SMS-a za pośrednictwem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) o zagrożeniu smogiem otrzymali 11 listopada mieszkańcy Grudziądza. Co istotne, był to alert, który ostrzegał przed możliwym zagrożeniem: „Uwaga! Dnia 11.11 prognozowana jest zła jakość powietrza w zakresie pyłu zawieszonego. Zrezygnuj z aktywności na zewnątrz”.
Lepiej dmuchać na zimne
Rzeczywiście w Grudziądzu na stacji pomiarowej odnotowano wysokie stężenia pyłu zawieszonego PM10. Już o pierwszej w nocy 11 listopada były to 294 mikrogramy na metr sześcienny (stężenia godzinowe). Średniodobowe wartości nie przekroczyły nawet poziomu informowania o smogu (100 mikrogramów na metr sześcienny), choć się do nich zbliżyły: 11 listopada było to blisko 92 mikrogramy na metr sześcienny.
Reklama
Przypomnijmy, że RCB ma informować mieszkańców, dopiero gdy jest ryzyko przekroczenia poziomów alarmowych (150 mikrogramów na metr sześcienny) wartości średniodobowych.
Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego zauważa jednak, że wysokie stężenia godzinowe także są niebezpieczne chociażby dla osób cierpiących na astmę. Oznacza to dla nich znaczne pogorszenie jakości życia. - Dobrze, że ostrzeżenie zostało wysłane - podkreśla. Dodaje jednak, że SMS powinien być wysyłany już przy przekroczonych progach informowania, a nie dopiero wówczas, gdy istnieje możliwość przekroczenia poziomu alarmowego.

Reklama
Decyzja ostateczna należy do GIOŚ
W podjęciu decyzji o wysłaniu ostrzeżenia mieszkańcom biorą udział trzy podmioty. Kluczowa jest prognoza przygotowywana przez Instytut Ochrony Środowiska - Państwowy Instytut Badawczy, który odpowiada za obliczenia i prognozy jakości powietrza od 1 stycznia 2019 r. Instytut przygotowuje prognozy krótkoterminowe, które przewidują warunki smogowe z 72-godzinnym wyprzedzeniem. - Prognoza dla stężeń zanieczyszczeń jest wykonywana tak samo jak prognoza meteorologiczna: na dziś, jutro i na pojutrze. Ze stanu wyjściowego przewidujemy ewolucję danego parametru, w tym wypadku pola stężeń różnych zanieczyszczeń - mówi dr hab. inż. Joanna Strużewska z IOŚ. - Co istotne, model prognozy uwzględnia reakcje chemiczne i inne procesy, którym podlegają zawieszone w powietrzu pyły i zanieczyszczenia gazowe w zależności od warunków meteorologicznych, czyli m.in. opadów deszczu czy wiatru - dodaje.
Danych o emisji zanieczyszczeń na danym obszarze dostarcza Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE), który jest częścią instytutu. Taka mapa trafia do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ), który nakłada na nią informacje ze stacji pomiarowych. Ostatecznie to on podejmuje decyzję, czy mieszkańcy odczytają na swoich telefonach alert. - Stężenia pyłów jest bardzo trudno wymodelować. Łatwo można je zarówno przeszacować, jak i nie doszacować, dlatego brane są pod uwagę także nasze wskazania i prognozy meteorologiczne. Mimo to, podobnie jak z prognozą meteorologiczną, może się zdarzyć, że zapowiadane opady deszczu nie wystąpią - słyszymy w GIOŚ. Decyzję podejmuje pracownik, który musi samodzielnie przeanalizować dane.
To tylko prognoza
Prognozy przygotowywane przez IOŚ-PIB i korygowane przez GIOŚ nie uwzględniają jednak czynników społecznych. Przykładowo do Zakopanego przed długim listopadowym weekendem przyjechali turyści, co przełożyło się na wysokości odnotowywanych przez stację GIOŚ stężeń pyłów zawieszonych. Wartości średniodobowe dla pyłu zawieszonego PM10 nie przekroczyły ani progu alarmowego, ani progu informowania o smogu, choć w godzinach wieczornych stężenia te osiągały bardzo wysokie wartości: 11 listopada o godz. 20 było to 129 mikrogramów na metr sześcienny, dzień później o tej samej porze już blisko 133 mikrogramy na metr sześcienny, a 13 listopada wysokie stężenia stacja odnotowała w godz. 18-22 (ponad 120 mikrogramów).
Dlatego być może wnioski, aby informacja o złej jakości powietrza dotarła do mieszkańców, powinny móc zgłaszać także gminy? Takiej możliwości nie ma. W RCB dowiadujemy się, że SMS do mieszkańców będzie kierowany wyłącznie na podstawie wniosku GIOŚ. - Nawet jeśli samorząd zauważy, że norma została przekroczona, np. na podstawie własnych czujników, to aby wysłać alert i tak musimy informację otrzymać z GIOŚ - mówi Damian Duda, szef wydziału polityki informacyjnej RCB.
Samorządy pod presją
Piotr Siergiej ma nadzieję, że system będzie udoskonalany. Podkreśla przy tym, że alerty będą dodatkową presją na władze samorządowe, które w przypadku przekroczeń stężeń powietrza są zobowiązane przez programy ochrony powietrza (różniące się treścią w zależności od województwa) do podejmowania działań krótkoterminowych.
Przykładowo na Mazowszu w dni, gdy przekroczone są normy, obowiązuje zakaz palenia w kominkach (chyba że jest on jedynym źródłem ogrzewania domu) i to przy znacznie niższych pułapach niż smogowy alarm. Jednak zakazy, aby odniosły skutek, powinny być egzekwowane. ©℗
Smog nasz powszedni / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe