Reklama
Wygaszanie wydobycia węgla, ropy i gazu nie oznacza końca przemysłu, który się tym zajmuje. Zielona transformacja światowych gospodarek oznaczać będzie skokowy wzrost zapotrzebowania na inne surowce kopalne wykorzystywane w nowych technologiach, jak: miedź, krzem, lit, kobalt, grafit, nikiel czy metale ziem rzadkich. Według Międzynarodowej Agencji Energii wartość przemysłu związanego z dziewięcioma strategicznymi surowcami może wzrosnąć w ciągu najbliższej dekady czterokrotnie – roczne dochody branży w 2030 r. sięgnęłyby 160 mld dol. Polska może na tej koniunkturze skorzystać.

Baza jest

Prawie połowę prognozowanych dochodów związanych ze strategicznymi surowcami zgarnia miedź, o której mówi się wręcz jako o współczesnym odpowiedniku ropy naftowej. Nasz KGHM należy do grona globalnych liderów w produkcji tego surowca (w zeszłym roku był na siódmej pozycji). Firma może się pochwalić statusem drugiego co do wielkości producenta srebra, które również zyskuje na znaczeniu w zielonym przemyśle, zwłaszcza fotowoltaice.
– Zarówno rozwój energetyki wiatrowej, jak i słonecznej wymagać będzie ogromnych ilości miedzi. Jest to związane m.in. ze zmianą struktury systemu elektroenergetycznego na bardziej rozproszoną i związaną z nią koniecznością rozbudowy sieci – wskazuje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. Srebro, jak mówi, jest jednym z podstawowych surowców dla energetyki słonecznej. – Jest ono potrzebne w formie pasty do produkcji ogniw fotowoltaicznych, a także do łączenia tych ogniw w moduły – precyzuje. Dodaje, że każdy wyprodukowany gigawat mocy w fotowoltaice wiąże się z wydatkiem ponad 100 mln zł na srebro.

Reklama
W przypadku krzemu, stosowanego w elektronice, ale także w energetyce słonecznej – do produkcji szkła solarnego oraz ogniw fotowoltaicznych – Polska dysponuje bazą surowcową w postaci piasków kwarcowych. – Nasz przemysł szklarski i elektroniczny mógłby w tej dziedzinie robić znacznie więcej niż obecnie. Jego piętą Achillesową są wysokie ceny prądu, a proces pozyskania krzemu z piasków kwarcowych jest bardzo energochłonny – tłumaczy Wiśniewski. Rozwiązaniem mogłaby być – jego zdaniem – budowa specjalnych farm wiatrowych czy słonecznych dla zakładów krzemowych. Zagwarantowałoby to im dostęp do taniej, czystej energii.
Jak ocenia szef IEO, inwestycje w surowce strategiczne to szansa nie tylko na rozwój branży metali nieżelaznych i półprzewodników, ale i ocalenie tradycyjnego polskiego przemysłu fabrycznego, takiego jak produkcja szkła, hutnictwo czy cementownie, dziś zagrożonego przez procesy związane z transformacją energetyczną. – To dla niego naturalna droga łagodnej ewolucji. Stosunkowo łatwo można wykorzystać na tym polu zaplecze infrastrukturalne, sprzętowe i kapitał ludzki zgromadzone w naszym przemyśle – inżynierów czy górników. Taka transformacja nie wpłynie też drastycznie na strukturę zatrudnienia. To nie jest wielka filozofia: przemysł elektrotechniczny może na bazie miedzi produkować wykorzystywane w fotowoltaice kable stałoprądowe zamiast zmiennoprądowych, szklarski produkować szkło solarne, a huty produkować pastę srebrną – przekonuje.

Potrzebna strategia

Sprzyjające warunki dla rozwoju przemysłu związanego z tymi materiałami tworzy też ewolucja polityki UE: coraz większa świadomość znaczenia bezpieczeństwa dostaw surowców strategicznych z punktu widzenia technologicznego, gospodarczy wyścig z Chinami oraz wielkie pieniądze na zielone inwestycje z Funduszu Odbudowy.
Na zaktualizowanej w ubiegłym roku liście surowców strategicznych UE znajduje się 30 substancji, m.in. metale ziem rzadkich, krzem metaliczny, lit, kobalt, grafit naturalny, tytan i wolfram, a także kluczowy w procesie produkcji stali węgiel koksujący, który w Polsce produkuje Jastrzębska Spółka Węglowa. Miedzi na niej nie ma, bo źródła jej dostaw są zróżnicowane, ale światowe moce produkcyjne ledwo nadążają za rosnącym lawinowo popytem. Według analityków w perspektywie najbliższej dekady światu grozi deficyt miedzi na poziomie nawet 5 mld ton rocznie. Uniknięcie go wymaga inwestycji rzędu 100 mld dol.
Na fali wzrostowej jest także srebro, na które popyt ma w tym roku wzrosnąć o 9 proc. i być najwyższy od niemal dekady. A jego cena – m.in. za sprawą zastosowania w zielonym przemyśle – rośnie najszybciej ze wszystkich metali szlachetnych.
Według Justyny Tomali z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie surowcowy boom, jaki czeka nas w związku z zieloną transformacją, jest dobrą okazją do przeprowadzenia weryfikacji krajowych zasobów geologicznych. – Jednocześnie ogromnym problemem Polski jest brak obowiązującej polityki surowcowej, mimo że niedawno minęło pięć lat od utworzenia stanowiska pełnomocnika ds. jej utworzenia. Był projekt dokumentu, który trzy lata temu został skierowany do konsultacji, ale później proces legislacyjny stanął w miejscu. Bez takiej polityki pełne wykorzystanie szans związanych z obecną koniunkturą nie będzie możliwe – uważa ekspertka. ©℗
38,7 proc. prognozowany średni wzrost cen srebra w 2021 r.
10 747 dol. rekordowa cena tony miedzi, zanotowana na londyńskiej giełdzie w maju
15 tys. dol. cena tony miedzi w 2025 r. według prognozy Goldman Sachs