Poniedziałek 18 stycznia należał do najzimniejszych dni w tym roku. Mroźno było już w poprzedzający go weekend, gdy w nocy temperatury spadały do ok. 20 stopni poniżej zera. W takie dni – mroźne i bezwietrzne – daje o sobie znać smog. W tamten poniedziałek Wrocław i Warszawa znalazły się na liście 10 miast o najgorszej jakości powietrza (patrz: infografika). Wówczas obowiązują, w zależności od województwa, rozmaite obostrzenia, np. zakaz palenia w kominku. Nie będą jednak przestrzegane, jeśli mieszkańcy nie wiedzą, że alarm obowiązuje, oraz bez ich skutecznego egzekwowania. Tymczasem i jedno, i drugie szwankuje.
Nieświadomi mieszkańcy
W Poznaniu w niedzielę w nocy certyfikowana stacja pomiarowa pokazywała blisko ponad 160 mikrogramów na metr sześć. pyłu PM10, a w poniedziałek o 8 rano stężenia sięgnęły 194 mikrogramów.
Poznański urząd poinformował, że komunikat dotyczący złej jakości powietrza został przekazany do wszystkich placówek za pośrednictwem odpowiednich wydziałów: oświaty, zdrowia, spraw społecznych, zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa.
Jednak szpital onkologiczny Wielkopolskie Centrum Onkologii ostrzeżenia nie dostał. – Żadnym oficjalnym kanałem komunikacyjnym nie otrzymujemy informacji o aktualnej jakości powietrza w okolicy naszej siedziby – poinformowali przedstawiciele placówki.
Tymczasem jest to miejsce szczególnie wrażliwe. – To kanion uliczny. Tu jakość powietrza może być nawet 20 razy gorsza niż na stacjach pomiarowych GIOŚ – mówi Wiesław Rygielski z Koalicji Antysmogowej Bye Bye Smog Poznań.
Według magistratu również mieszkańcy zostali poinformowani o przekroczeniu normy za pomocą SMS-a wysłanego przez Centrum Zarządzania Kryzysowego. Jednak na pewno nie wszyscy, co potwierdziło kilkoro mieszkańców tego miasta, z którymi się skontaktowaliśmy.
Miasto wyjaśnia, że aby otrzymywać informacje o zagrożeniach, należy się dopisać do odpowiedniej grupy w aplikacji wysyłającej powiadomienia, w tym dotyczące zagrożeń: za pomocą elektronicznego formularza lub aktywacyjnego SMS-a. Pytanie jednak, czy w przypadku zagrożeń smogowych ostrzeżenia nie powinny być wysłane automatycznie do wszystkich, a nie tylko korzystających z aplikacji.
Wiesław Rygielski zaznacza, że informacja o zagrożeniu na miejskim portalu pojawiła się dopiero w poniedziałek. – Kto to przeczytał przed wyjściem do pracy? Promil mieszkańców – przekonuje. I dodaje, że choć wysokie stężenia niebezpiecznych cząstek były notowane już w niedzielę, lokalna telewizja w weekend zachęcała do spacerów.
Wycieczka w smogu
Również w niektórych warszawskich szkołach dzieci poszły na spacer mimo wysokich stężeń szkodliwych cząstek. Tak było np. w jednej z publicznych szkół na Mokotowie.
Ratusz wyjaśnia, że 18 stycznia informacja o złej jakości powietrza dotarła do szkół za pomocą Miejskiego Centrum Kontaktu Warszawa 19115. – Powiadomienia zostały przekazane czterokrotnie 18 stycznia oraz trzykrotnie 19 stycznia – zaznaczają urzędnicy. Są to m.in. powiadomienia wysyłane przez aplikację Warszawa 19115 oraz SMS-y.
Dyrektorzy placówek są zobowiązani do codziennego sprawdzania aplikacji. Nie zawsze jednak to robią. 18 stycznia był pierwszym dniem, gdy najmłodsze dzieci wróciły do szkół po lockdownie, ale nie powinno to być usprawiedliwieniem zaniedbań. Zwłaszcza że problem nie jest nowy. W niektórych przedszkolach wyjście na spacer zależy wyłącznie od decyzji nauczyciela. Rodzice podkreślają, że jeśli nie ma z ich strony nacisku w kwestii niewypuszczania dzieci na zewnątrz w dni smogowe, a nauczycielka nie zainstaluje aplikacji, dzieci wychodzą.
Sylwia Jedyńska z inicjatywy Warszawa Bez Smogu zastanawia się, czy ostrzeżenia wysyłane przez aplikację pojawiają się automatycznie. – I ilu dyrektorów rzeczywiście ma włączone powiadomienia, a ilu wchodzi w aplikację tylko raz na jakiś czas – dodaje.
Z kolei mieszkańcy Wrocławia o jakości powietrza powinni się dowiedzieć z informacji udostępnianych na przystankach komunikacji miejskiej i – podobnie jak w innych miastach – na oficjalnej stronie.
Jednak w zeszłym tygodniu komunikat zawierający ostrzeżenia dla mieszkańców został opublikowany na stronach BIP-u dopiero we wtorek, 19 stycznia. Wrocławski urząd nie mógł zamieścić go wcześniej, bo także dopiero we wtorek został wydany na szczeblu wojewódzkim. Wynika z niego natomiast, że 18 stycznia w sumie 27 tys. osób dotyczył smogowy alarm, a 908 tys. osób powinno otrzymać informację o złej jakości powietrza.
Alarm smogowy obowiązywał w Nowej Rudzie, a wysokie stężenia szkodliwych cząstek (poziom informowania) były oprócz Wrocławia także w Dzierżoniowie, Jeleniej Górze, Legnicy i Oławie. Urząd Nowej Rudy informację otrzymał w poniedziałek ok. godz. 10 i tego dnia poinformował o tym mieszkańców, umieszczając komunikat na BIP-ie i na stronie służącej kontaktowi z mieszkańcami.
– Ostrzeżenia przed epizodami smogowymi powyżej normy WHO powinny być prognozami, a nie informacjami zamieszczanymi post factum. Ponadto powinny powstać procedury uruchamiające wiele kanałów informowania społeczeństwa i miasta – mówi Wiesław Rygielski.
Stacja pomiarowa (Wrocław-Korzeniowskiego) już w niedzielę o godz. 23 pokazywała przekroczenia bliskie progom alarmowania: 149 mikrogramów na metr sześc.
Zgodnie z Programem Ochrony Powietrza gmina w smogowe dni nie powinna być bezczynna, ale egzekwować zakazy palenia w kominkach czy ograniczać ruch samochodów – działania zależą od miasta i uchwalonych w danym województwie POP-ów. Żadne specjalne działania nie zostały jednak podjęte w zeszłym tygodniu w najbardziej dotkniętych smogiem miastach.
Straż Miejska w Nowej Rudzie przeprowadziła kontrole palenisk, w tym dwie na zgłoszenie mieszkańców. – Nie stwierdzono nieprawidłowości – poinformował Krzysztof Czajka, rzecznik tamtejszego urzędu miasta.
Taki rezultat może dziwić. Nowa Ruda w 2018 r. uplasowała się 4. miejscu pod względem największej liczby dni z powietrzem przekraczającym dopuszczalną normę o średniorocznym stężeniu pyłów PM10 – było ich 107.