Coraz wyższe rachunki i galopująca inflacja mocno uderzają w budżety uczelni niepublicznych (pisaliśmy o tym: „Niepublicznym szkołom grozi krach”, DGP nr 177/2022). Rektorzy apelują do rządu o pomoc, domagają się m.in. zmiany art. 80 ust. 3 ustawy z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 574 ze zm.). Wskazuje on, że uczelnia nie może zwiększyć ustalonych dla studentów opłat ani wprowadzić nowych do czasu ukończenia przez nich studiów. Nowe czesne ma prawo wprowadzić jedynie dla kolejnych kandydatów, ale pod warunkiem że wysokość opłat za usługi edukacyjne nie będzie przekraczać kosztów niezbędnych do utworzenia i prowadzenia studiów oraz przygotowania i wdrażania strategii uczelni. Przepisy wymagają też, aby szkoły jeszcze przed rozpoczęciem rekrutacji ustaliły wysokość czesnego, a informacje te udostępniły w Biuletynie Informacji Publicznej.
Artykuł 80 ust. 3 spędza sen z powiek zwłaszcza rektorom prywatnych szkół wyższych, którzy mimo rosnących kosztów nie mogą podnieść opłat osobom przyjętym na studia kilka lat temu. W przeciwieństwie do publicznych, prywatne uczelnie nie dostają pieniędzy z budżetu państwa i utrzymują się głównie z opłat od studentów. Nie wkalkulowali w czesne tak znacznej podwyżki minimalnego wynagrodzenia za pracę (w tym roku wynosi 3010 zł miesięcznie, a w 2023 r. wzrośnie – od stycznia do 3490 zł i od lipca do 3600 zł) czy wzrostu cen prądu rok do roku o np. 600–700 proc. Chcą, aby można było raz w roku podnosić czesne osobom już studiującym chociaż o wskaźnik inflacji. Na to jednak nie będzie zgody rządu.