Reklama
Od kilku lat pracują państwo nad uszczelnieniem procedur maturalnych, aby nie dochodziło do przecieków. Jednak nadal się one zdarzają, również w tym roku musiał pan składać zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie. Gdzie pana zdaniem jest słabe ogniwo? Zawodzą pracownicy, którzy przygotowują pytania, drukarnie, firmy kurierskie, dyrektorzy szkół?
Niestety najprawdopodobniej do nieprawidłowości dochodzi w szkole.
Skąd ten wniosek?
Osoby, które przygotowują zadania egzaminacyjne, nie wiedzą, co ostatecznie znajdzie się w arkuszu maturalnym. Ujawnienie zadań przez pracowników drukarni wiązałoby się z ogromnymi karami finansowymi. Jeżeli doszłoby do otwarcia koperty przez kuriera, to takiej przesyłki nie przyjąłby dyrektor szkoły. Dlatego do nieuprawnionego odpieczętowania koperty najprawdopodobniej dochodzi w szkole. Uszczelniając procedurę, liczyliśmy na to, że skoro za przesyłkę będzie odpowiedzialna grupa osób, takich przypadków nie będzie – podczas przekazania przez dyrektora kopert z arkuszami do sal egzaminacyjnych zarówno ten dyrektor, jak i przewodniczący zespołów nadzorujących oraz przedstawiciele zdających muszą podpisać się na protokole oraz oświadczyć, że koperty z arkuszami są nienaruszone. Niestety myliliśmy się i do takich nieprawidłowości dochodzi właśnie na tym etapie, a ta grupa osób działa w porozumieniu, wspólnie poświadczając nieprawdę, podpisując się pod informacją, że materiały egzaminacyjne nie były otwierane. Tymczasem ujawniona zostaje treść zadań egzaminacyjnych – są one np. fotografowane. Następnie zdjęcie trafia do zdających, a ci już dalej przekazują sobie treść zadań egzaminacyjnych.

Reklama
Czy da się ten system uszczelnić?
Zamierzamy szlifować procedurę i chcemy wyeliminować takie przypadki. Jeszcze w tym roku, podczas egzaminów w czerwcu i sierpniu, planujemy wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia, które pozwolą bardziej uszczelnić system i zapobiec maturalnym przeciekom. W sierpniu będziemy testować dodatkowe zabezpieczenie przesyłek kurierskich. Otworzenie paczki z arkuszami np. przed godz. 8.30 będzie skutkowało wysłaniem powiadomienia do dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej, który z kolei niezwłocznie skontaktuje się z dyrektorem szkoły i ustali przyczynę otworzenia paczki przed czasem. Natomiast w przypadku egzaminów, które będą prowadzone w kolejnych latach, będziemy zastanawiać się nad innymi możliwościami i ewentualnie zmianami systemowymi tak, aby nie dochodziło do nieprawidłowości.
Problem w tym, że matura jest obecnie egzaminem wstępnym na studia, zatem musi być sprawiedliwa. Może powinni państwo przygotowywać kilka różnych wersji matury, wtedy ujawnienie jednej nie będzie dawało gwarancji sukcesu?
Takie rozwiązanie byłoby problematyczne. Istotą egzaminów zewnętrznych jest ich jednolitość i porównywalność. Wprowadzenie kilku wersji arkusza w jednej sesji egzaminacyjnej oznaczałoby rezygnację z tej jednolitości i mogłoby być kwestionowane przez zdających. Już zachowanie porównywalnego poziomu pomiędzy latami stanowi naprawdę poważne wyzwanie, zwłaszcza w arkuszach na poziomie rozszerzonym.
A może trzeba wrócić do egzaminów wstępnych na studia? Niech uczelnie same oceniają kompetencje maturzystów, skoro system jest nieszczelny i nie daje gwarancji uzyskania uczciwego wyniku.
System jest co do zasady sprawiedliwy, przejrzysty, choć jak każdy wymaga ciągłego doskonalenia. Bez wątpienia jednak zawodzą poszczególne osoby. Nie wiem, czy uzasadnione byłoby przypuszczenie, że wszystkie osoby odpowiedzialne za egzaminy wstępne na uczelniach postępowałyby w sposób kryształowy… Natomiast trzeba jednoznacznie stwierdzić, że powrót do egzaminów wstępnych nie jest decyzją, którą może podjąć CKE. Warto jednak pamiętać, że gdy w Polsce kilkanaście lat temu egzaminy wstępne na studia były przeprowadzane przez uczelnie, również dochodziło do nieprawidłowości. Niektórym uczelniom zarzucano nepotyzm, również zdarzały się wycieki zadań, tylko ze względu na mniejszy zasięg nie były tak szeroko komentowane. Nie było również tylu możliwych kanałów dystrybucji – przed 2005 r. media społecznościowe nie były tak popularne. Zatem powrót do tego systemu nie byłby rozwiązaniem.
Czy analizowali państwo, jakie systemy i procedury zapobiegające przeciekom mają inne kraje?
Tak, prowadziliśmy takie analizy. Jednak nikt nic mądrzejszego nie wymyślił. Gdy zawodzi człowiek, trudno poprawić system. Chcę tylko przypomnieć, że matura jest przeprowadzana w ok. 7 tys. placówek, a w tak licznym gronie mogą znaleźć się nieuczciwe osoby. Jest to jednak tym bardziej dotkliwe, że dopuszczają się tego dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy powinni dawać przykład osobom, które właśnie przystępują do egzaminu maturalnego. Tymczasem zamiast mobilizować do nauki i jak największego wysiłku, okazuje się, że wystarczy postąpić nieuczciwie, aby być może uzyskać wyższy wynik. To niedopuszczalne, dlatego bardzo zależy nam, aby prokuratura zidentyfikowała osoby, które złamały prawo, by poniosły one konsekwencje.
Może trzeba podwyższyć kary za ujawnianie arkuszy?
Kary przewidziane w polskim prawie są dosyć dotkliwe. Nauczycielowi oraz dyrektorowi na mocy ustawy – Karta nauczyciela może grozić nawet wydalenie z zawodu. Z kolei kodeks karny wskazuje, że za niezgodne z prawem wykorzystanie informacji pozyskanej podczas wykonywania czynności służbowych grożą nawet dwa lata pozbawienia wolności, a jeżeli uznano by, że był to czyn kwalifikowany – nawet trzy lata. Przepisy są, istotne jest tylko, aby zidentyfikować osoby, które to prawo łamią.
Jak zakończyło się postępowanie z ubiegłego roku w sprawie maturalnego przecieku?
Poza tegoroczną sytuacją w ubiegłych latach dwukrotnie składałem już zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez nieuprawnione ujawnienie treści arkusza egzaminacyjnego. Wszystkie te sprawy są nadal w toku. Bardzo czekamy na ich pomyślne rozstrzygnięcie!©℗
Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot