Jak pisze Ministerstwo Edukacji i Nauki w odpowiedzi na nasze pytania, sporządzenie listy było podyktowane chęcią pomocy nauczycielom w zmniejszeniu ich obciążenia pracą inną niż prowadzenie zajęć z uczniami. „Stąd sugestia, aby pracownicy pedagogiczni (dyrektorzy i nauczyciele) zweryfikowali potrzeby kontynuowania dotychczasowej praktyki „generowania” dokumentów, których obowiązek tworzenia nie wynika wprost z przepisów prawa” – czytamy w odpowiedzi MEiN. Jest to o tyle istotne, że Przemysław Czarnek forsując zmiany w pensum nauczycieli i zwiększając liczbę godzin ich dostępności dla uczniów argumentuje, że zmniejszył ich obciążenia biurokratyczne.

Pismo krąży, a komentarzy nauczycieli w internecie jest coraz więcej. Większość pisana jest w jednym tonie: mail ministerstwa niczego nie zmieni, a biurokracja wciąż będzie się miała dobrze. Jak piszą, w wielu przypadkach podstawą prawną do „produkowania” dokumentów jest strach przed kuratorium.

Tę intuicję potwierdzają prawnicy: przez lata kuratoria od dyrektorów, a dyrektorzy od nauczycieli oczekiwali sporządzania dokumentów, których nie wymagają wprost przepisy prawa. Wytworzyło to kuriozalną sytuację, w której teraz minister edukacji mailowo odwołuję tę niepisaną tradycję. Skoro wcześniej dokumenty niewymagane prawem były „produkowane” masowo to, czy mail z ministerstwa może w jakikolwiek sposób tę sytuację zmienić?

Reklama

Zdaniem Aleksandra Skrzypińskiego, radcy prawnego z Kancelarii Seneka są dwie przyczyny, które spowodowały, że w szkołach opracowuje się dokumenty, które nie są wprost wymagane prawem i które znalazły się na liście MEiN. Pierwsza to to, że lista dokumentów określona jest w załączniku do rozporządzenia. - Jeżeli taka lista istnieje a minister posiada legitymacje do zmiany rozporządzenia lista może być modyfikowana dowolnie w każdym czasie przy założeniu przestrzegania zasady pojęcia tzw. „racjonalnego ustawodawcy” – mówi.

Druga przyczyna to to, że – jak mówi – lista i praktyka jej stosowania wykształciła się „ipso factum” , czyli po prostu na mocy jej stosowania od czasu kiedy powstała w różnych postaciach. - W tym przypadku lista i obowiązek przygotowywania dokumentów znajdujących się na niej stanowi tzw. prawo powielaczowe tzn. niepublikowane, wewnętrzne interpretacje, okólniki i wytyczne, o wątpliwej podstawie prawnej, które jednak wywierają realny wpływ na praktykę funkcjonowania administracji publicznej. Jest wiele procedur administracyjnych, które posługują się tego typu regulacjami i Ministerstwo edukacji nie jest tu żadnym wyjątkiem. Podobnie jak brak zależność od barw partyjnych – mówi radca prawny.

Reklama

Podobnie uważa Joanna Janiak, radca prawny z Kancelarii Prawa Oświatowego Kacprzak Kowalak i Partnerzy z Poznania. Jej zdaniem tworzenie tej dokumentacji mogło wynikać z prawa wewnątrzszkolnego danej placówki. - Wówczas szkoła sama narzuciła sobie obowiązek tworzenia tej dokumentacji i aby dokumenty te stały się niewymagane musi dojść do zmiany w tych przepisach – mówi. I dodaje, że prawdopodobnie jednak sporządzenie tej dokumentacji wynikało z praktyki bądź nawet nieoficjalnych zaleceń kuratorów oświaty i miało stanowić potwierdzenie wykonywania określonych zadań oświatowych placówki. - Praktyka może natomiast ulegać zmianie – zaznacza.

Jednak czy praktyka może zmienić się po wysłaniu wiadomości e-mail z ministerstwa? Zdaniem prawników niekoniecznie. - Jeżeli przepisy prawa powszechnie obowiązującego nie wskazują na obowiązek prowadzenia takiej dokumentacji, to obowiązek taki nie istnieje. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy placówka samodzielnie nałożyła na siebie taki obowiązek w swoich aktach prawnych o charakterze wewnętrznym. Wiadomość e-mail z ministerstwa nie ma charakteru norm prawa powszechnie obowiązującego. Ministerstwa czasami przedstawiają jednak w różnych formach swój sposób wykładni danych przepisów, mający stanowić wskazówkę dla obywateli – mówi Joanna Janiak. Aleksander Skrzypiński wraca do „prawa powielaczowego”. Jak zaznacza tak tworzone normy przygotowywane są w oparciu o wątpliwe podstawy prawne, ale obowiązani do ich stosowania zwykle się im podporządkowują. - W tym przypadku MEiN wraz z kuratoriami oświaty zezwoliło na zastosowanie wytycznych w zakresie tzw. luzów decyzyjnych przekazanych na „niższy szczebel” tj. na szczebel dyrektorów szkół – mówi. I dlatego, jego zdaniem, skutków dotyczących zakresu stosowania wytycznych nie sposób przewidzieć. - Z pewnością będą bardzo zróżnicowane a ostateczną decyzję podejmować będą dyrektorzy szkół przy udziale nauczycieli i/lub aprobacie rad pedagogicznych. Nie wykluczone, że w niektórych placówkach oświatowych nie zmieni się nic – mówi.

Prawnicy jednocześnie potwierdzają obawy nauczycieli, że mail z ministerstwa może nie oznaczać końca biurokracji w szkole. Jak zaznacza Aleksander Skrzypiński nie ma żadnej pewności czy przesłane wytyczne są na tyle precyzyjnie sformułowane, że pracownicy oświaty mogą mieć pewność, iż sporządzona dokumentacja jest wystarczająca. - Jedyny sposób to przekazanie sporządzonej dokumentacji do odpowiedniej komórki ministerstwa lub kuratorium oświaty do zweryfikowania przed przeprowadzeniem kontroli przez te organy. Zważywszy jednak na fakt, iż regulacje, o których mowa należy zaliczyć do tzw. „prawa powielaczowego” oraz ich dużą swobodę interpretacyjną można wyobrazić Sobie sytuację w której zmiany kadrowe doprowadzą do zmiany weryfikacji kompletności i właściwości dokumentacji przygotowanej przez konkretną placówkę oświatową.

Potwierdza to także samo MEiN w odpowiedzi na nasze pytania. Podkreśla bowiem, że niezależnie od ministerialnego wykazu szkoła działa również w oparciu o akty prawa wewnętrznego, a za organizację jej pracy odpowiada dyrektor i to on jest przełożonym służbowym wszystkich pracowników, a do jego zadań należy w szczególności dbanie o dydaktyczny i wychowawczy poziom szkoły. „Dlatego decyzja o liczbie i rodzaju dokumentacji prowadzanej przez nauczycieli należy do dyrektora jako osoby odpowiedzialnej za całość funkcjonowania kierowanej szkoły” – czytamy w odpowiedzi.

Co więcej, MEiN zaznacza, że: „Kontrola jest formą nadzoru pedagogicznego prowadzoną w szkole lub placówce w celu oceny (…) przebiegu procesów kształcenia i wychowania w szkole lub placówce; efektów działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej oraz innej działalności statutowej szkoły lub placówki”. Tymczasem na liście rozesłanej mailem znajduje się np. Sprawozdania (cykliczne, np. comiesięczne) lub arkusze monitorowania realizacji programów nauczania przedmiotów (uwzględniających podstawę programową); Uzasadnienia do wyboru podręczników i programów, Raporty z analizy wyników nauczania, Sprawozdania wychowawcy klasy – czyli dokładnie to, co może sprawdzać kuratorium.

Mail z MEiN może więc nie położyć kresu biurokracji w szkole. Problem rozwiązałoby sporządzenie listy dokumentów jednoznacznie wymaganych prawem, które nauczyciele i dyrektorzy mają przedstawiać kuratorom. Zapytane o taką listę ministerstwo, nie przesłało jej.