Takie zmiany mają się znaleźć w projekcie nowelizacji rozporządzenia z 12 sierpnia 2020 r. w sprawie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1389 ze zm.). Obecnie coraz więcej rodziców uczniów starszych klas wykorzystywało przepisy, aby umożliwić dzieciom powrót do szkoły. Jeśli bowiem opiekun dostarczy oświadczenie, że dziecko nie ma możliwości udziału w lekcjach w domu, dyrektor ma obowiązek zorganizować im zajęcia w szkole lub umożliwić ich realizację z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość na terenie szkoły. W ten sposób nawet całe szkoły (zwłaszcza te niepubliczne) na polecenie rodziców wracały do stacjonarnej nauki.
Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, przekonywał wczoraj, że z tego rozwiązania skorzystało niewiele ponad 3 proc. uczniów. Zaznaczył, że planowane zmiany w prawie dadzą dyrektorom większą swobodę w podejmowaniu w decyzji o ewentualnym powrocie uczniów do szkoły ze względu na brak warunków do nauki w domu.
Do propozycji resoru edukacji sceptycznie podchodzą dyrektorzy. – Jeśli odmówię przyjęcia ucznia, to należy się spodziewać, że pójdzie do organu prowadzącego skarga, a ten będzie domagał się ode mnie wyjaśnień i uzasadnienia podjętej decyzji – mówi Jacek Rudnik, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach. Jak przewiduje, po zmianach pojedyncze przypadki powrotów do szkoły pewnie wciąż będą dopuszczalne, ale całe klasy – tak jak ostatnio się to zdarza – raczej będą blokowane przez szefów placówek.
Reklama
Propozycja ministerstwa nie podoba się opiekunom uczniów, którzy domagają się powrotu do stacjonarnej nauki. Przemysław Popielec ze Strajku Rodziców uważa, że jeśli dyrektor będzie odmawiał uczniom powrotu do szkoły, narazi się na zarzut naruszenia art. 70 konstytucji, czyli prawa do nauki.