statystyki

Jak neoliberalizm zjadł szkołę

autor: Karolina Lewestam, Magdalena Radwan-RöHrenschef05.10.2019, 17:00
To napięcie między racjonalnością indywidualną a dobrem wspólnym, między paradygmatem neoliberalnego indywidualizmu a polityką solidarności, jest problemem strukturalnym w edukacji. Jak zorganizować system tak, by zapobiegać zwycięstwu zrozumiałego, ale antyspołecznego egoizmu i nie pozwolić społeczeństwu się rozwarstwiać? Jak sprawić, żeby polityka solidarności działa się sama, mimo indywidualistycznych ciągot poszczególnych rodziców?

To napięcie między racjonalnością indywidualną a dobrem wspólnym, między paradygmatem neoliberalnego indywidualizmu a polityką solidarności, jest problemem strukturalnym w edukacji. Jak zorganizować system tak, by zapobiegać zwycięstwu zrozumiałego, ale antyspołecznego egoizmu i nie pozwolić społeczeństwu się rozwarstwiać? Jak sprawić, żeby polityka solidarności działa się sama, mimo indywidualistycznych ciągot poszczególnych rodziców?źródło: ShutterStock

Być rodzicem to tyle, co się wstydliwie sprzeniewierzyć. Czemu? Wspólnemu dobru.

Dopóki człowiek dzieci nie posiada, dopóty ma usta pełne słusznych fraz, zwłaszcza jeśli mowa o edukacji. Jak przeciwdziałać nierównościom – pytamy bezdzietnego, a on odpowiada: trzeba oferować najwyższej klasy usługi publiczne. Trzeba w szkołach umieszczać razem dzieci z różnych szczebli drabiny społecznej, niech się siebie wzajemnie uczą. Niech bardziej wykształceni czy bogaci rodzice lobbują za lepszą szkołą dla nich wszystkich. Niech szkoła będzie świetna, egalitarna, dostępna, wspólna; taka sama dla dzieci profesorów, bankierów i dziennikarzy jak dla dzieci stróży, śmieciarzy i bezrobotnych. Tak właśnie można zerwać uporczywy link między pochodzeniem a przeznaczeniem. Nazwijmy taką politykę edukacyjną polityką solidarności.

Potem człowiek zostaje rodzicem i upycha politykę solidarności w tylnej kieszeni. Nadal oczywiście udaje jej zwolennika, ale kiedy w grę wchodzi dobro własnego dziecka, zasady wydają się zaskakująco giętkie. Bo od dobra wspólnego ważniejsze jest przecież dobro potomstwa. Przedstawiciel klasy wyższej i wyższej średniej zrobi wszystko, by jego „bąbel” sam odniósł jak największe korzyści edukacyjne i społeczne; i raczej nie będzie chciał go traktować jako narzędzia wspólnototwórczego, polepszającego jakość edukacji w ogóle. Rozpadająca się, zagrzybiona rejonówka koło domu, w której moglibyśmy pomóc zdobyć środki na remont, czy świetna szkoła w centrum? Zajęcia SKS czy płatny tenis w ekskluzywnym klubie? Lobbing na rzecz zajęć wyrównawczych czy drogie korepetycje? Odpowiedź narzuca się sama, tym silniej, im grubszy jest portfel.

To napięcie między racjonalnością indywidualną a dobrem wspólnym, między paradygmatem neoliberalnego indywidualizmu a polityką solidarności, jest problemem strukturalnym w edukacji. Jak zorganizować system tak, by zapobiegać zwycięstwu zrozumiałego, ale antyspołecznego egoizmu i nie pozwolić społeczeństwu się rozwarstwiać? Jak sprawić, żeby polityka solidarności działa się sama, mimo indywidualistycznych ciągot poszczególnych rodziców?

Na pewno nie tak, jak robi się to obecnie w polskiej edukacji. Bo nasza szkoła publiczna jest dziś pożerana przez neoliberalne procesy, które skutecznie wysączają z niej solidarnościowe soki. Jeszcze chwila, a tego, co publiczne i wspólnotowe nie zostanie w niej nic – zaś w miejscu instytucji, która ma produkować równych sobie obywateli, powstanie instytucjonalny zezwłok, późnokapitalistyczny potwór Frankensteina uszyty z kawałków prywaty.

A najgorsze jest to, że ponieważ ten proces dzieje się stopniowo, przestaliśmy go zauważać. Traktujemy go jako normalny wystrój świata szkoły. Rodzic z kulawą nogą się nie zatrzyma i nie zastanowi – wiemy, bo i my długo nawet nie mrugałyśmy okiem. Dlatego teraz chcemy przyjrzeć się temu, co się dzieje, żebyśmy jako społeczeństwo nie obudzili się z ręką w nocniku.


Pozostało 79% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • Legart(2019-10-07 10:20) Zgłoś naruszenie 51

    Hmmm... Czy ktoś nie wpadł na to, że oświatę toczy rzekomy "rak neoliberalizmu", bo politycy uparcie wpychają oświatę w dżumę socjalizmu?

    Odpowiedz
  • radek(2019-10-05 18:34) Zgłoś naruszenie 43

    te wszystkie zajęcia to są ... na bakier z prawem podatkowym ... kolonie realizowane bez uprawnień ... z wpłatą na prywatne konto !

    Odpowiedz
  • Optymista(2019-10-07 13:30) Zgłoś naruszenie 21

    Rodzice mają wystarczające możliwości wpływania na jakość funkcjonowania szkoły publicznej. Wystarczy skorzystać z zagwarantowanych w prawie kompetencji.

    Odpowiedz
  • stary komuch(2019-10-07 14:39) Zgłoś naruszenie 25

    Co za bzdura. Gdyby szkolnictwo opierało się na liberalnych zasadach to nie dotyczyłyby go wspomniane problemy. Oddajmy pieniądze przeznaczane na naukę w ręce rodziców, niech idą za ich dziećmi do szkoły publicznej lub prywatnej, zlikwidujmy kartę nauczyciela i sztywną podstawę programową, a w szkole zmieni się wszystko.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane