Dyrektorzy placówek w miastach i wsiach mają problemy z obsadzeniem wakatów. W dużych ośrodkach są ich setki.
Nauka języków w kilkudziesięcioosobowych grupach, okienka lub nowa pani co miesiąc – dzieci stały się zakładnikami reformy, której efektem ubocznym są problemy kadrowe.
W jednej z warszawskich podstawówek aż pół roku nie było nauczyciela angielskiego. Mama jednego z uczniów – anglistka, nie chcąc, by jej syn marnował z tego powodu godziny w szkole, sama zgłosiła się do poprowadzenia zajęć, rezygnując z lepiej płatnej pracy. Problem został załatwiony. Jednak szybko pojawił się kolejny – w drugim semestrze odeszła nauczycielka hiszpańskiego. Wakat jest nieobsadzony do dziś, mimo usilnych starań dyrekcji.