Pomysł na internet dla każdej placówki oświatowej ogólnie podoba się przedsiębiorcom. Kwestionują to, że ma nim odgórnie zarządzać państwowa agenda.
Reklama
„100 Mega na 100-lecie” – pod takim hasłem, nawiązującym do tysiąca szkół na 1000-lecie Polski, funkcjonuje plan budowy Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE). Ma on dotrzeć do wszystkich szkół do 2019 r. Podłączenie placówek do sieci o przepustowości 100 MB częściowo zostanie sfinansowane z dotacji UE w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Zanim jednak to się zmaterializuje, rząd musi przyjąć ustawę o OSE. A ta w konsultacjach społecznych wzbudziła spore kontrowersje.
– Nie chodzi w żadnym razie o niechęć względem ogólnego pomysłu OSE. Wręcz przeciwnie to pierwszy plan cyfryzacji szkół, który ma naprawdę sensowne podstawy. Bo nie zakłada rozdawnictwa sprzętu, tylko faktycznie wciągnięcie szkół do cyfrowych zmian dzięki ich podłączeniu do szybkiej sieci – mówi Jarosław Kowalski, ekspert ds. edukacji w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. – Problemem raczej jest to, że przy tak poważnej inwestycji rynkowej rząd nie bierze pod uwagę wniosków płynących z samego rynku – zauważa Kowalski.
Dziś tylko 10 proc. szkół ma dostęp do szybkiego internetu. Powołany więc zostanie specjalny operator, który skoordynuje podłączanie placówek i będzie zarządzał internetem na „ostatniej mili” (czyli bezpośrednio w szkole). Jako tego operatora ustawa wskazała odgórnie Naukową i Akademicką Sieć Komputerową. Czyli instytut naukowy, który do tej pory zajmował się głównie dwoma zadaniami: jest krajowym rejestratorem domen i działa w nim NC Cyber, czyli ośrodek reagowania na incydenty komputerowe.
Jako operator OSE NASK zyska nowe kompetencje. Między innymi wpływ na rynek. Operator, który wybudował sieć do danej szkoły, będzie miał 14 dni na przedstawienie NASK-owi oferty (czyli tego, ile trzeba mu zapłacić za dostarczanie internetu i jego obsługę). Jeśli strony się nie porozumieją, umowę między nimi może zastąpić decyzja Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Poza tym NASK ma mieć jeszcze więcej zadań. Między innymi usuwanie awarii, utrzymanie, modernizację oraz nadzór nad funkcjonowaniem sieci, ochronę przed szkodliwym oprogramowaniem oraz monitorowanie zagrożeń i bezpieczeństwa sieciowego. Na te zadania NASK ma dostać specjalne dotacje w 2018 r. – 74 mln zł, a potem z roku na rok coraz więcej. Do 2027 r. łącznie ponad 1,5 mld zł.
Właśnie wskazanie NASK jako superoperatora wzbudziło największe kontrowersje podczas konsultacji społecznych. Wpłynęło kilkadziesiąt uwag od największych przedstawicieli firm: Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, Krajowej Izby Komunikacji Etherowej, Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej i Pracodawców RP. Wszyscy wskazują na podobne problemy.
PIKE podkreśla, że „nie jest zrozumiałe, dlaczego wobec jednego przedsiębiorcy telekomunikacyjnego – operatora OSE, mają być stosowane inne zasady dostępu aniżeli względem pozostałych przedsiębiorców telekomunikacyjnych”.
PIIT żali się, że „projekt ustawy o OSE nie stanowi odpowiedniej zachęty dla właścicieli infrastruktury do podjęcia efektywnej i długoterminowej współpracy opartej o zasady rynkowe, a raczej zmierza ku stworzeniu jednostronnych mechanizmów mogących zmusić dowolnie wybrany podmiot do oddania własnych, prywatnych zasobów”.
KIKE zaś wskazuje, że NASK nawet po uzyskaniu dużej dotacji na prowadzenie OSE nie ma sam wystarczających kadr i środków do pilotowania programu. Będzie więc zapewne ogłaszać przetargi, ale nie wiadomo, na jakich zasadach i czy nie będą one faworyzowały dużych firm.
Większość z tych uwag Ministerstwo Cyfryzacji odrzuciło jako niezasadne.
1,66 mld zł w ciągu 10 lat ma kosztować utrzymanie OSE
585 mln zł mają zarobić w tym czasie mali i średni operatorzy na współpracy z OSE