Czy od kandydatów na sędziów i prokuratorów można żądać opłaty za egzamin na aplikację? Wątpliwości ma Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.
Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało właśnie projekt rozporządzenia w sprawie wysokości opłat za udział w konkursie na aplikację sędziowską i prokuratorską, który zachowuje status quo. Resort proponuje, by tak samo jak w przypadku zlikwidowanej aplikacji ogólnej opłata za egzamin na aplikacje wynosiła 50 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Reklama
Jednak zdaniem sędziów takie rozwiązanie jest niezgodne z konstytucją. Przy czym nie chodzi tutaj nawet o wysokość opłaty, ale zasadność wprowadzenia do ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1230) delegacji zezwalającej na jej ustalenie.

Reklama
– Sama regulacja art. 21 ust. 1 ustawy wprowadzająca zasadę, zgodnie z którą przed przystąpieniem do konkursu kandydat uiszcza opłatę za udział w konkursie, w sposób oczywisty ogranicza wynikające z art. 60 Konstytucji RP prawo każdego obywatela, bez względu na jego sytuację materialną, do równego dostępu do służby publicznej – tłumaczy Maciej Strączyński, prezes SSP „Iustitia”. – Jest rzeczą co najmniej dziwną, że ktoś, kto chce pełnić funkcję publiczną, musi płacić, żeby mu na to pozwolono – dodaje. Jak wyjaśnia, wcześniej „Iustitia” nie podnosiła wątpliwości, bo po prostu nie dostała do zaopiniowania poprzedniego projektu rozporządzenia.
Niezgodność z konstytucją opłat na aplikację nie dla wszystkich jest jednak oczywista.
– Art. 60 konstytucji nie zabrania wprowadzenia ograniczeń w dostępie do służby publicznej. Ustawodawca może przewidywać przesłanki, na jakich zapewniony jest ten dostęp. Można przyjąć, że wprowadzenie odpłatności się w tym mieści – uważa dr Zbigniew Gromek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Zapewnienie równego dostępu dla wszystkich obywateli oznacza, że nie można różnicować tego dostępu ze względu na przymioty osoby, np. płeć – dodaje.
Dopóki regulacji ustawowej nie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny, minister sprawiedliwości nie ma więc wyjścia i musi określić stawki. Inna sprawa, że – jak podkreślają sędziowie – jej wysokość ma być określona z „uwzględnieniem konieczności prawidłowego i efektywnego przeprowadzenia naboru”. Tymczasem w chwili przystępowania do konkursu absolwenci są na ogół bezrobotni, a aplikacja jest dalszym ciągiem nauki.