Czy ktoś z nas chciałby się leczyć u lekarza, który odbywa specjalizację tylko w warunkach uczelnianych, bez przygotowania praktycznego? Odpowiedź, która się nasuwa, jest oczywista. A tymczasem tego typu ryzyko rządzący chcą zafundować potencjalnym klientom przyszłych adwokatów. Ich kształceniem w przyszłości mają się bowiem zajmować, obok samorządu, także wydziały prawa - zwraca uwagę Magdalena Robaszyńska, aplikant adwokacki przy Wielkopolskiej Izbie Adwokackiej, redaktor naczelna „Młodej Palestry – Czasopisma Aplikantów Adwokackich”.
Reklama
Choć nie jest znany projekt ustawy powołującej do życia tzw. aplikację uniwersytecką, który to pomysł rozważa Ministerstwo Sprawiedliwości, temat już wywołuje duże emocje. Niepokoi, że do udziału w dyskusji nie zaproszono przedstawicieli samorządu adwokackiego, który w tym roku obchodzi 100-lecie istnienia.
Z informacji prasowych wynika, że pomysł utworzenia aplikacji uniwersyteckiej jako alternatywnej drogi dojścia do zawodu adwokata jest podyktowany niskim poziomem obecnego kształcenia aplikantów adwokackich w ramach samorządu zawodowego. Warto zatem postawić pytanie: jak dziś przebiega? Jestem przekonana, że każdy z aplikantów z 24 izb adwokackich w Polsce odpowiedziałby na to pytanie zgoła odmiennie. Wynika to z różnej liczebności poszczególnych izb, a co za tym idzie – z innej organizacji szkolenia zawodowego. Istnieje jednak pewien wspólny mianownik. Aplikacja adwokacka trwa 3 lata, a jej celem jest opanowanie zasad etyki i godności zawodu, wdrożenie do przestrzegania tych zasad oraz praktyczne przygotowanie do wykonywania zawodu adwokata. We wskazanym okresie każdy aplikant musi zaliczyć kolokwia i sprawdziany, których formę określają władze poszczególnych izb. Każdego roku aplikanci uczestniczą w zajęciach prowadzonych przez adwokatów praktykujących w danej dziedzinie prawa, a także pracowników naukowych z danego ośrodka uniwersyteckiego.
Jednakże aplikacja to przede wszystkim zdobywanie praktycznych umiejętności pod okiem patrona adwokata. W tym pojęciu mieści się m.in. profesjonalne przygotowywanie pism procesowych, poprzez zastępstwo przed sądami i organami, a także tzw. kompetencje miękkie, takie jak rozmowa z klientem, czy też zdolności negocjacyjne. Okres aplikacji to przede wszystkim czas pracy w kancelarii i uczestniczenia w rozprawach z upoważnienia danego adwokata. Praktyka to najważniejszy aspekt kształcenia aplikantów, która nigdy nie może być zastąpiona teorią – wykładaną nawet przez najwybitniejszych profesorów. Jednocześnie podkreślić należy, że kwestionując pomysł wprowadzenia tej alternatywnej drogi kształcenia, nie podważa się autorytetu ośrodków uniwersyteckich, a jedynie podkreśla się odmienny system kształcenia akademickiego, który nie sprawdzi się w realiach adwokackich.
Problem wprowadzenia aplikacji uniwersyteckiej należy rozpatrywać nie tylko jako zerwanie z praktyczną częścią przygotowania do zawodu, ale także przez pryzmat obecnej sytuacji politycznej, kryzysu praworządności, a także kontestowania zasad konstytucyjnych. Realizowanie szkolenia dla aplikantów jest jednym z zadań samorządu adwokackiego jako samorządu zawodowego, którego działalność wyznaczona jest ramami art. 17 ustawy zasadniczej. Konstytucjonaliści podkreślają, że ustanowienie samorządu zawodowego oznacza powierzenie zajmowania się określonymi sprawami danej zbiorowości, przy wyposażeniu go w pewne atrybuty władztwa publicznego, takie jak odrębny system sądownictwa oraz kształcenia jej członków. Powołanie aplikacji uniwersyteckiej byłoby zatem próbą demontażu samorządu adwokackiego, w której pozbawia się go jednej z cech definiujących.
Ponadto postuluje się skrócenie czasu trwania aplikacji, która odbywana w ramach uniwersytetu, miałaby trwać zaledwie 2 lata. Jeszcze nie tak dawno, bo do początku lat 80. XX w. droga do zawodu adwokata wiodła przez dwuletnią aplikację sędziowską, zakończoną złożeniem egzaminu sędziowskiego, którego dopiero pozytywny wynik otwierał możliwość ubiegania się o przyjęcie na aplikację adwokacką. Obecnie ta ścieżka została już i tak skrócona i ograniczona do 3 lat. Kolejne próby jej zawężania czasowego należy uznać za co najmniej nieracjonalne. Krótsza aplikacja to gorsze przygotowanie do samodzielnego wykonywania zawodu, czego skutki odczują przyszli klienci, czyli sami obywatele. Niezrozumiałe przy tym jest, dlaczego państwo proponuje swoim obywatelom gorzej wykształconą kadrę adwokatów, którzy nie będą w stanie profesjonalnie bronić i dochodzić praw reprezentowanych przez siebie osób.
Członkowie Palestry zdają sobie sprawę, iż obecny system kształcenia aplikantów – przy wszystkich jego walorach – nie jest doskonały i wolny od wad. Wymaga zmian. Jednakże samorząd adwokacki w bardzo krótkim okresie musiał się zmierzyć z kilkusetprocentowym wzrostem liczebności jego członków. Patrząc na największą izbę adwokacką w Polsce – w Warszawie, a także na jedną z większych – Wielkopolską Izbę Adwokacką, można stwierdzić, że samorząd podołał temu zadaniu.
Osobiście zauważam postępujące zmiany w systemie kształcenia aplikantów, a także otwartość władz samorządowych na uwagi zgłaszane przez nas – aplikantów. Są to zmiany o charakterze ewolucyjnym, albowiem przebudowa sposobu kształcenia nie może odbywać się w drodze rewolucji. Wszelkie propozycje modyfikacji w tym zakresie powinny odbywać się w atmosferze dialogu, z udziałem wszystkich zainteresowanych stron. Ich realizacja jednak winna być pozostawiona w gestii samorządu zawodowego. I nie jest to próba ochrony „korporacyjnych interesów”, a jedynie ochrony prawnych interesów obywateli, którzy swoje sprawy powierzają właśnie adwokatom.